Logo Przewdonik Katolicki

Neokonserwatyzm jest odpowiedzią głupią

ks. Mirosław Tykfer
fot Krystof Kriz CTK PAP

Dlaczego bez szacunku dla sumienia Kościół będzie w Europie umierał? O korzeniach współczesnej sekularyzacji z ks. Tomášem Halikiem, rozmawia ks. Mirosław Tykfer

O Księdza święceniach nie wiedziała nawet mama.
– Nie była katoliczką praktykującą. Poza tym to było naprawdę niebezpieczne. Przede wszystkim dla niej. Prześladowanie Kościoła w komunistycznej Czechosłowacji było wyjątkowo głębokie.
 
Skąd taka różnica chociażby w stosunku do Polski?
– Związek Radziecki zdecydował, że nasze państwo będzie terenem eksperymentalnym. Tutaj miała nastąpić całkowita ateizacja społeczeństwa. Powodem była historia: Jan Hus, wojny husydzkie, katolickie krucjaty przeciwko Czechom w celach rekatolizacji, w końcu bardzo bliska zależność monarchii Habsburgów od Rzymu. Czeski patriotyzm był więc w historii silnie związany z antykatolicyzmem. Dlatego Morawia i Bohemia były silnie zsekularyzowane przed nastaniem komunizmu. Kościół w Polsce był natomiast filarem narodowej tożsamości w konfrontacji z protestantyzmem.
 
Ale mimo tak ograniczonej wolności Kościół w Czechach był od początku bardzo otwarty na reformę.
– Złagodzenie prześladowań Kościoła w Czechach nastąpiło w roku 1968. Przez kolejne dwadzieścia lat nie były one już tak brutalne jak w latach 50., za to dużo bardziej wysublimowane. Księża nie trafiali już do więzienia na 25 lat, ale na rok, pół roku. Nie mieliśmy jednak poczucia bezpieczeństwa. To spowodowało bardzo głębokie zmiany w Kościele. Pamiętam księdza, który był moim nauczycielem. Spędził wiele lat w więzieniu i zaakceptował tę sytuację jako drogę do oczyszcenia Kościoła. To był czas naszego leczenia z odziedziczonego z przeszłości klerykalizmu i katolickiego triumfalizmu. Ten ksiądz marzył, aby gdy nastanie czas wolności Kościoła, był on Kościołem przemienionym, otwartym i ekumenicznym, ubogim i służebnym. Kiedy wyszedł z więzienia na początku lat 60., dotarła do niego wiadomość, że papież zwołał Sobór Watykański II. I można powiedzieć, że właśnie wtedy jego marzenia zaczęły się spełniać. To tylko przykład, ale dobrze pokazuje on atmosferę, jaka panowała wówczas w Czechach. Ludzie byli przygotowani na tę reformę. Co prawda księżom brakowało dobrego wykształcenia, nie mieli okazji studiować współczesnej teologii, ale rozumieli Sobór. Dlatego kiedy w niektórych krajach reforma soborowa przebiegała płytko, tak jakby miała ona polegać tylko na zmianie języka z łaciny na narodowy, recepcja Soboru w Czechach była pogłębiona. Jej istotą była bowiem zmiana koncepcji Kościoła, zmiana mentalności. Płytkość interpretacji Soboru zaowocowała tym, że młode pokolenie księży reaguje na nią w bardzo powierzchowny sposób, poprzez neokonserwatyzm.
 
Neokonserwatyści uważają, że otwartość, dialog i akceptacja dla niewierzących nikogo nie nawróci. Że to jest zaprzeczenie misji.
– Mamy 64 centra duszpasterskie rozsiane po całym kraju. To są takie lokalne wspólnoty, które przypominają wasze polskie Kluby Inteligencji Katolickiej. Mamy też parafię akademicką. Nasz kościół jest wciąż wypełniony młodymi ludźmi. Ja osobiście ochrzciłem
2 tysiące młodych dorosłych. Tylko tego roku mamy zgłoszonych 91 katechumenów chcących przyjąć chrzest. A nasze przygotowanie do tego sakramentu jest bardzo wymagające, trwa dwa lata. Mamy też powołania kapłańskie i zakonne z tej parafii. I są to ludzie, którzy tutaj odnaleźli wiarę. Nie jest to efekt charyzmy Halika. Może tak było na początku. Dzisiaj to na pewno nie jest show jednego księdza. Księża, którzy ze mną współpracują, są często dużo lepsi ode mnie. I to oni robią rzecz tutaj chyba najważniejszą. Mamy dom rekolekcyjny, w którym uczymy młodych ludzi medytacji. To jest próba nauczenia ich kontemplacyjnego spojrzenia na rzeczywistość. I to jest zdecydowanie rzecz dla naszego duszpasterstwa kluczowa.
 
Dlaczego akurat kontemplacja?
– Podczas pierwszych dziesięciu lat naszej pracy mieliśmy wiele konwersji. Dużo rozmawialiśmy, przeżywaliśmy ciekawe spotkania ekumeniczne. Młodzi nawróceni ludzie mieli więc intelektualne podstawy i doświadczenie żywego Kościoła. Kiedy jednak wracali po studiach do swoich środowisk i spotykali tam starszych księży, pytając, czy mogą pomóc, często spotykali się z odmową. Księża uważali, że to jest ich zadanie. Zdarzało się więc, że ci młodzi ludzie byli Kościołem bardzo roczarowani. Dlatego teraz kładziemy duży nacisk na duchową lekturę Pisma Świętego. To sprawia, że ich wiara jest bardziej zakorzeniona duchowo i bardziej odporna na rozczarowanie realiami życia Kościoła. Nadal stawiamy też na edukację teologiczną. Chcemy, aby byli zdolni do dialogu ze współczesną filozofią i kulturą. Trzecim aspektem jest zaangażowanie społeczne, na przykład przez opiekę nad mniejszościami narodowymi. To ma wymiar także polityczny.
 
Wspominaliśmy o odradzającym się tradycjonalizmie czy neokonserwatyzmie. W czasach chaosu nurt ten zyskuje na znaczeniu. Jego zwolennicy uważają, że Kościół powinien postawić przede wszystkim na przekaz doktryny.
– To byłaby naprawdę głupia odpowiedź. Doprowadziłaby do szybkiej śmierci Kościoła. Choć byłaby to oczywiście śmierć pewnego typu katolicyzmu. Takiego, który zamyka się w swoich okopach i w obawie przed społeczeństwem pluralistycznym bardzo krytycznie polemizuje ze współczesnymi ideami. Popatrzmy na kościoły w czasie pandemii. Tak mogą one wyglądać w niedalekiej przyszłości, jeśli Kościół pójdzie tą drogą. Wystarczy jedno, dwa pokolenia. Przecież nie możemy ukrywać, że najszybszy proces sekularyzacji w Europie następuje teraz właśnie w Polsce. Oczywiście nadal wiele osób chodzi do kościoła, ale jeśli zaledwie 16 proc. młodych ludzi twierdzi, że religia jest dla nich czymś ważnym, to to jest szokujące. I to naprawdę powinno nas szokować, bo to znaczy, że jesteście dokładnie na tej samej drodze, którą wcześniej przeszły Irlandia czy Hiszpania. A teraz dotyka to Włoch. To są kraje, w których nacjonalistyczny katolicyzm całkowice zniknął.
 
Uczymy się na ich błędach bardzo wolno.
– Nie możemy żyć marzeniami o powrocie do przeszłości. Zapominając przy tym o teraźniejszości. Te marzenia mogą łatwo przerodzić się w utopię. Właśnie dlatego tak ważna jest edukacja, która kładzie nacisk na sumienie. Ludzie ukształtowani podmiotowo, których wiara jest w sumieniu głęboko zakorzeniona, będą zdolni do życia w społeczeństwie pluralistycznym. Będą gotowi do dialogu bez utraty swoich przekonań religijnych. Taka edukacja domaga się jednak atmosfery wolności. Bez wolności sumienia to się nie uda. Wiara jest darem, ale zadaniem. Jest kształtowaniem sumienia w kierunku odpowiedzialności. A odpowiedzialność bez wolności nie ma szans się wykształtować. Tradycyjny model duszpasterstwa jest już prawie na wymarciu, a jeśli nie teraz, to za chwilę będzie umierał.
 
Tylko że tzw. opcja Benedykta ma nadal sporo swoich zwolenników. Myśli Ksiądz, że papieżowi Benedyktowi XVI rzeczywiście zależało na kierunku odwrotnym: nie wolność i sumienie, ale doktryna i wymagania moralne?
– To był wielki papież na swój czas. Tak jak Jan Paweł II. Wielu katolików w Polsce zostało przez niego ukształtowanych. On stał się ikoną papiestwa. Ale niebezpieczne jest postrzeganie tej ikony, jakby to była jedyna ikona Chrystusa. Myślę, że dzisiaj jest czas, żeby Polacy odkrywali Chrystusa za ikoną Wojtyły. To był wielki papież, ale nie potrafił zrozumieć niebezpieczeństwa sekularyzacji w samym Kościele. Wojtyła przeżył faszyzm i komunizm. W tych dwóch totalitaryzmach widział zagrożenie.
Papież Benedykt XVI zrobił natomiast krok do przodu. Jego inicjatywą było utworzenie tzw. Dziedzińca Dialogu. To była próba poszerzania przestrzeni wokół Kościoła dla osób niewierzących. To było budowanie atmosfery poszukiwania prawdy, przygarniania ludzi nieidentyfikujących się w pełni z Kościołem. Benedykt XVI nie miał idei, aby Kościół zajmował się głównie przekazem doktryny.
Papież emeryt dostrzegał też to, co jest zagrożeniem dla wiary w samym wnętrzu Kościoła, ale czuł się zbyt stary i kruchy, żeby ten probem podjąć. Papież Franciszek natomiast, tuż przed wyborem na Stolicę Piotrową, powiedział, że Jezus puka dzisiaj do nas, ale nie od zewnątrz, ale od wewnątrz. Właśnie dlatego zachęca, aby Kościół nie zamykał się w sobie, ale pozwolił Jezusowi wyjść przez niego do świata.
Musimy wyjść z naszych małych mentalnych schematów. Nie chodzi o tracenie tożsamości, ale o to, aby duszpasterstwo nie polegało na wkładaniu ludzi w nasze struktury. To jest stary, nieskuteczny sposób prowadzenia misji. Musimy towarzyszyć ludziom w dialogu. Musimy szanować ich sumienia i umieć ich słuchać. Oni też mają dużo do zaoferowania. Przyszłość Kościoła jest możliwa w respektowaniu duchowego poszukiwania, które jest charakterystyką ludzi żyjących współczesną kulturą.
 
Dialog ma więc być kołem zamachowym ewangelizacji?
– Ale nie takiej, o której mówią ewangelikalni. Nie takiej, w której w jednej ręce trzyma się hamburgera, a w drugiej Biblię. I woła: Alleluja, Jezus cię kocha, Jezus cię zbawił, wszystko będzie dobrze itd. Nie, nie ten styl. Prawdziwa ewangelizacaja polega na inkulturacji. Chodzi o to, aby Ewangelia znalazła miejsce we współczesnej kulturze. Żeby była osadzona w społecznym i osobistym doświadczeniu.
 
Dlaczego sekularyzacja w Polsce jest tak szybka?
– Zbytnie powiązanie Kościoła i władz państwowych przynosi taki skutek. Tym bardziej że dzisiaj w polityce powraca idea nazjonalizmu katolickiego. Władza w Polsce wzoruje się na polityce węgierskiej, która proponuje państwo autorytarne. Jeśli Kościół pójdzie tą drogą, straci najpierw młodych, a potem powoli całe społeczeństwo. Kościół powinien być zdolny do stawiania oporu wobec pokusy budowania przymierza z władzą. Musi mieć odwagę być krytyczny wobec nacjonalizmu, a szczególnie jeśli łączy się go z katolicyzmem. Misja profetyczna na tym również polega. A pokusa układania się z władzą jest ogromna.
 
Wciąż istnieje też pokusa koncentracji na rzekomym wrogu.
– Część katolików nie potrafi żyć bez tej koncentracji. Lubi język: my, wy, oni… Doszukuje się nieustannie kolejnego zagrożenia: albo gender, albo homoseksualiści. Kościół nie może istnieć w społeczeństwie w taki sposób. Jego zadaniem jest towarzyszenie w duchowym poszukiwaniu i rozeznawaniu tego, co dobre i prawdziwe, a nie prowadzenie nieustannej walki. I to walki ze wsparciem władzy państwowej. To jest dzisiaj bardzo realne zagrożenie dla Kościoła.
 
Niektórzy twierdzą, że największe zagrożenie jest na zewnątrz, że dlatego obecne osłabienie praktykowania wiary w Polsce wynika nie ze słabości Kościoła, ale z walki z nim.
– Największe zagrożenia zawsze kryją się w naszych sercach. Musimy oczywiście być krytyczni wobec różnych współczesnych idei. Największym niebezpieczeństwem jest jednak polityczny populizm i nacjonalizm.
Dzisiaj mamy do czynienia z głęboką transformacją religii. Jednym z jej przejawów jest przemiana religii w polityczną ideologię. To widać częściowo w islamie. Ale też na przykład na Węgrzech, gdzie prezydent Orban wykorzystuje chrześcijaństwo dla korzyści politycznych. Oczywiście to nie jest tak niebezpieczne jak terroryzm, ale na podłożu psychologicznym jest to bardzo analogiczny proces. Druga przemiana religii idzie w kierunku duchowym. Oczywiście, że katolicy powinni być obecni w życiu publicznym i politycznym, ale nie powinni wiązać katolicyzmu z władzą i ideologią nacjonalistyczną. Ale z drugiej strony, kierunek duchowy zmierza do ucieczki ze świata. To jest również proces dla samej religii niebezpieczny.
Jestem więc bardzo zasmucony, gdy słyszę o księżach zajmujących się polityką. Chociażby dlatego, że na przykład propozycja waszego rządu, aby w aktualnych warunkach przeprowadzać wybory polityczne, jest bardzo nierozsądna. Utrzymanie władzy okazuje się ważniejsze od zdrowia i życia obywateli. To jest działanie bardzo nieodpowiedzialne. I boję się takich tendencji w polskiej polityce.
 
Pandemia nas zmieni?
– Społeczeństwo się zmieni. Ale nie oczekuję masowych konwersji. Będziemy po prostu ubożsi. I Kościół będzie mógł pomóc ludziom żyć w sposób już tak bardzo nieukierunkowany na konsumpcjonizm. Bardzo lubię ideę szpitala polowego, o której mówi papież Franciszek. Kościół chce być takim szpitalem, takim systemem immunologicznym współczesnych społeczeństw, stawiając opór wobec wirusa populizmu i nacjonalizmu.
 
Ks. Tomáš Halik
Ur. 1948. Filozof, teolog i socjolog, profesor Uniwersytetu Karola w Pradze, eseista. Był doradcą czeskiego prezydenta Václava Havla. Laureat Nagrody Templetona w roku 2014. W Polsce ukazało się wiele jego książek
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki