Logo Przewdonik Katolicki

Dzielni Poznańczanie pokazali światu

Przemysław Matusik
FOT. SIEDLECKI KLUB KOLEKCJONEROW, ZBIORY K. GREGERA/EAST NEWS

Gdy Józef Piłsudski przybył o Warszawy, Wielkopolska pozostawała częścią Niemiec. O jej losach miał zadecydować traktat pokojowy, ale Polacy z zaboru pruskiego nie czekali biernie na jego rozstrzygnięcia. Powstanie, które wybuchło 27 grudnia, było tylko kropką nad „i”.

Różne i skomplikowane były drogi Polaków do niepodległości. Zwieńczeniem jednej z nich było przybycie do Warszawy 10 listopada 1918 r. Józefa Piłsudskiego i przejęcie przez niego w następnych dniach władzy w formującym się polskim państwie, które początkowo objęło swym zasięgiem jedynie obszar Królestwa Polskiego i Galicji Zachodniej. Jednocześnie trwały walki o Lwów, obszar polskich kresów nadal był okupowany przez wojska niemieckie, a zabór pruski wciąż stanowił integralną część pokonanej w tej wojnie, ale bynajmniej nie złamanej niemieckiej Rzeszy. Co prawda, jak powszechnie przyjmowano, o jego losach miał zadecydować traktat pokojowy, jednak tutejsi Polacy bynajmniej nie czekali biernie na jego rozstrzygnięcia.
 
Dobrze zorganizowani
Centrum ruchu polskiego w państwie niemieckim było Poznańskie. Tutejsze elity polityczne były dobrze zorganizowane i związane z działającym w Paryżu Komitetem Narodowym Polskim z Romanem Dmowskim na czele. To właśnie Komitet, a nie centrum polityczne w Warszawie, był uznawany przez państwa zwycięskiej koalicji za jedyną reprezentację narodu polskiego.
Latem 1918 r., w obliczu niemieckich klęsk na froncie zachodnim, powstał w Poznaniu tajny Centralny Komitet Obywatelski – nieformalna władza Polaków w państwie pruskim. Ożywiła się też działalność związanego z nim Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół”, którego członkowie tworzyć zaczęli oddziały Straży Obywatelskiej. Jednocześnie, głównie w Poznaniu, aktywne, choć mniej liczne, były grupy Polskiej Organizacji Wojskowej zaboru pruskiego, w której pierwsze skrzypce grali młodzi ludzie związani z ruchem skautowym, szykujący się wyraźnie do antypruskiego powstania.
Przełomem o zasadniczym znaczeniu okazał się wybuch rewolucji w Niemczech w pierwszych dniach listopada 1918 r. Począwszy od Kilonii, gdzie doszło do buntu marynarzy Cesarskiej Marynarki Wojennej, w całych Niemczech zaczęły powstawać rady robotnicze i żołnierskie. W sobotę 9 listopada abdykował cesarz Wilhelm II, a w Berlinie proklamowano powstanie niemieckiej republiki, na której czele stanął przywódca socjaldemokratów Friedrich Ebert.
Wierni Kajzerowi niemieccy patrioci bezradnie spoglądali na kryzys ich państwa, załamała się bowiem wewnętrzna spoistość wojska, rewolucyjne rady kontrolowały działalność administracji, a u steru władzy stanęli osobnicy przez lata zwalczający cesarski rząd. Jeśli dotąd państwo niemieckie pozostawało niewzruszonym, granitowym monolitem, to uderzenie rewolucji doprowadziło do jego głębokiego pęknięcia, w które w Poznańskiem natychmiast wlał się rozsadzający je od wewnątrz silny polski strumień.
 
Zamach na ratusz
Rewolucja objęła Poznań w niedzielę 10 listopada, gdy w południe na ulicach miasta pojawili się niemieccy żołnierze z czerwonymi flagami, zrywający napotkanym oficerom epolety i wygłaszający zaimprowizowane przemówienia do gromadzących się tłumów, a w garnizonie zaczęła rządzić Rada Żołnierska.
Niezależnie od tego, pod wpływem wydarzeń w Berlinie, polskie gremia polityczne, wśród których dominowali narodowi demokraci i reprezentanci ruchu chrześcijańsko-społecznego, zadecydowały o ujawnieniu poznańskiego Komitetu Obywatelskiego (od następnego dnia przemianowanego zręcznie na Radę Ludową), a jego przedstawiciele udali się wieczorem na spotkanie Rady Żołnierskiej.
Dla zrewoltowanych niemieckich żołnierzy deklarujący wsparcie demokratycznych zmian Polacy byli znaczącym sojusznikiem, bowiem miejscowe niemieckie społeczeństwo dalekie było od jakichkolwiek czerwonych sympatii. Polacy wkroczyli do gry, wykorzystując swój atut liczebnej przewagi w mieście i w całej prowincji, a odwołując się do argumentu uspokajania nastrojów polskiej większości oraz zerwania z autorytaryzmem obalonego monarchicznego reżimu, potrafili umiejętnie narzucić swoje racje.
Dzięki temu zyskali większość w powstałej następnego dnia Radzie Robotniczej oraz wprowadzili swego przedstawiciela, dr. Celestyna Rydlewskiego, do Wydziału Wykonawczego obu rad – Robotniczej i Żołnierskiej, który był głównym organem rewolucyjnej władzy aż po 27 grudnia. W ten sposób udało się m.in. odwołać nadburmistrza Poznania Ernsta Wilmsa, którego miejsce zajął – od 12 listopada – adwokat Jarogniew Drwęski.
Dopełnieniem tego obrazu był tzw. zamach na ratusz 13 listopada. W trakcie odbywających się tam obrad Wydziału Wykonawczego pojawiła się grupa polskich żołnierzy związanych ze strukturami POW zaboru pruskiego, która przy wtórze karabinowej kanonady na Rynku i po odpaleniu granatu w sieni ratusza wymusiła dokooptowanie Polaków do zdominowanej dotąd przez Niemców Rady Żołnierskiej. Istotne było wyznaczenie na przedstawiciela Rady przy naczelnym dowództwie por. Mieczysława Palucha, co pozwalało na dyskretne kontrolowanie i wpływanie na działania czynników wojskowych.
 
Ostrożnie z Polakami
Niezależnie od częściowego przynajmniej opanowania sytemu rewolucyjnych rad powołany został do życia Komisariat Naczelnej Rady Ludowej, de facto najwyższa władza polska w zaborze pruskim, składający się z trzech osób: patrona największej polskiej instytucji finansowej, Związku Spółek Zarobkowych ks. Stanisława Adamskiego, redaktora Adama Poszwińskiego oraz niezmiernie popularnego posła Wojciecha Korfantego. Wezwali oni do tworzenia polskich rad ludowych i ogłosili zwołanie na początku grudnia Polskiego Sejmu Dzielnicowego, mającego stanowić najwyższą reprezentację Polaków w całym państwie niemieckim.
W następnych tygodniach Polacy rozwinęli niezmiernie ożywioną działalność, której rozmach najwyraźniej zaskoczył miejscowe społeczeństwo niemieckie i władze w Berlinie, nie do końca zresztą orientujące się w tym, co w istocie dzieje się w Poznańskiem. Istotny był także prosty, ale nieodparty argument związany z aprowizacją, którą ujął w swe ręce Jarogniew Drwęski, tworząc Prowincjonalny Urząd Aprowizacyjny. A ponieważ Berlin był zasilany przez dostawy żywności z Poznańskiego, więc groźba ich wstrzymania skłaniała niemieckie władze do dużej ostrożności w obchodzeniu się z Polakami.
Ci natomiast, zręcznie szermując argumentem demokratyzacji, zaczęli wkraczać – jako przedstawiciele Wydziału Wykonawczego Rady Robotniczej i Żołnierskiej – na różne szczeble rozmaitych państwowych i samorządowych instytucji, do których dotąd dostęp do nich był dla nich zamknięty, począwszy od urzędu naczelnego prezesa, przy którym decernentem został Wojciech Trąmpczyński, po lokalne urzędy pocztowe czy kolejowe. Tak tworzyły się kadry, dzięki którym możliwe było sprawne przejęcie struktur administracyjnych w prowincji po 27 grudnia.
 
Uzbrojeni przez Niemców
Jednocześnie trwała rozbudowa polskich struktur militarnych. Już 10 listopada decyzją Rady Żołnierskiej powołano polsko-niemiecką Straż Obywatelską (wkrótce – Straż Ludową), zaś Polacy wymusili postawienie na jej czele Juliana Langego, naczelnika wielkopolskiego okręgu „Sokoła”. Nic dziwnego, że to polskie kadry zasiliły przede wszystkim tę formację, która przynajmniej w pierwszej fazie została uzbrojona przez władze niemieckie. Dość szybko Niemcy i Żydzi powołali swoje Straże Ludowe, ale nie dorównywały one ich polskiemu odpowiednikowi.
W końcu listopada pojawiła się nowa formacja, Służba Straży i Bezpieczeństwa (SSiB), której powołanie w Poznaniu wymógł na przebywającym w mieście ministrze Helmucie Gerlachu decernent Rady Żołnierskiej przy naczelnym dowództwie, Mieczysław Paluch. SSiB była rewolucyjnym odpowiednikiem żandarmerii wojskowej, w Poznaniu – dzięki Paluchowi – jej formacje stacjonujące w poznańskich fortach zostały opanowane przez członków POW zaboru pruskiego, którzy zostali umundurowani, uzbrojeni i zaopatrzeni w żołd przez niemieckie władze wojskowe.
Niezależnie od tego w podziemiu nadal rozrastały się szeregi samej POW zaboru pruskiego, której członkowie różnymi sposobami gromadzili broń, szykując się do rychłego wybuchu powstania. Powstrzymywały ich przed tym perswazje Komisariatu NRL, liczącego na rozstrzygnięcia konferencji pokojowej i niechcącego komplikować sytuacji polskiej reprezentacji w Paryżu.
Jednocześnie przygotowywano obrady Polskiego Sejmu Dzielnicowego, który zebrał się w Poznaniu w dniach 3–5 grudnia 1918 r. Imponująca mobilizacja organizacyjna sprawiła, że na sejm zjechało około 1400 delegatów nie tylko z Wielkopolski i Pomorza Gdańskiego, ale i z Warmii i Mazur, Śląska, a nawet z wychodźstwa w Berlinie i w zachodnich Niemczech. Przemarsz delegatów na sejm ulicami przystrojonego morzem biało-czerwonych flag miasta, był największą demonstracją polskości od 1848 r.
Teraz wszyscy mogli naocznie się przekonać, jak zdeterminowaniu są Polacy w dążeniu do przyłączenia Poznańskiego do niepodległej Rzeczypospolitej. Budziło to zrozumiałą frustrację miejscowych Niemców, politycznie podzielonych, pozbawionych znaczącego wsparcia władz w Berlinie, zaskoczonych polską energią i sprawnością organizacyjną i coraz bardziej zdających sobie sprawę z tego, że utrata Poznańskiego lub przynajmniej jego części jest w istocie przesądzona.
 
Kropka nad „i”
Katalizatorem dalszych zdarzeń okazała się ogólnopolska polityka. W końcu grudnia do Warszawy wyruszył reprezentant Komitetu Narodowego Polskiego, wybitny pianista i rzecznik sprawy polskiej Ignacy Jan Paderewski, by doprowadzić do porozumienia z tymczasowym naczelnikiem państwa Józefem Piłsudskim. Towarzyszyli mu przedstawiciele brytyjskiej misji wojskowej.
Mimo prób przeciwdziałania ze strony niemieckiej, w drugie święto Bożego Narodzenia, 26 grudnia, Paderewski z towarzyszącymi mu osobami dotarł wieczorem do Poznania, a ich przejazd z dworca do hotelu Bazar był wielkim aktem polskiego tryumfu. W proteście, następnego dnia po południu ruszyła z Jeżyc niemiecka manifestacja mająca zademonstrować sprzeciw wobec polskich roszczeń i pokazać, że Niemcy z Poznania nie zrezygnują.
Bazar, gdzie przebywał Paderewski i towarzyszące mu osoby, ochraniały oddziały Straży Ludowej. Około godziny 16.40, może później, na ul. Wilhelmowskiej padły pierwsze strzały. Tak rozpoczęło się Powstanie Wielkopolskie. W ciągu następnych dwóch dni Poznań, a w ciągu następnego tygodnia niemal cała Wielkopolska dostała się w polskie ręce. Mimo usiłowań Niemcom nie udało się odbić utraconych terenów, a zacięta waleczność powstańców, mająca swe oparcie w doskonale działającym zapleczu, znalazła swe dopełnienie w postanowieniach rozejmu w Trewirze 16 lutego 1919 r., które wymusiły na Niemcach zaprzestanie działań wojennych przeciw Wielkopolsce.
Kropkę nad „i” postawiły postanowienia podpisanego 28 czerwca 1919 r. traktatu wersalskiego, na mocy którego wyzwolone terytorium Wielkopolski przyłączone zostało do państwa polskiego. Trudno nie zacytować powstańczego poety, Stanisława Myriusa Rybki: „Dzielni Poznańczanie Pokazali światu, Jak Prusaka się wypędza, Boso do Heimatu, Hej za broń!”.



Przemysław Matusik
Profesor nadzwyczajny w Instytucie Historii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Zajmuje się dziejami Polski, głównie Poznańskiego, w XIX w.
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki