Logo Przewdonik Katolicki

Z narażeniem życia

Ks. Piotr Gąsior, Paweł Piwowarczyk, Justyna Sowa
Fot.

Historie ludzi, którzy w czasie wojny ukrywali Żydów, ratując im życie i narażając przy tym własne, są nam znane. Okazuje się jednak, że nie wszystkie. Są ludzie, o których heroicznej postawie wciąż nikt nie słyszał.

Wraz z przewodnikiem przemierzmy zakamarki Trzemeśni, niewielkiej wsi położonej opodal Myślenic. To tam, daleko, pod samym lasem stoi dom państwa Górków. Dziś mieszka tam pani Anna Górka wraz z córką i jej rodziną. Kiedy przyjeżdżamy, pani Anna nie kryje zaskoczenia i radości z naszej wizyty. Zastajemy także drugą z córek, s. Marię, służebniczkę, która właśnie przyjechała w odwiedziny do swej mamy. Obie panie z uśmiechem i wielką serdecznością zapraszają nas do środka.

 

Dzień w komórce, noc w stodole

– Mąż opowiadał mi, że jest kryjówka w naszym domu, w której w czasie wojny ukrywała się rodzina żydowska. Nawet mi ją pokazał – opowiada Anna Górka. I tłumaczy dokładnie, jak to wyglądało: w pokoju w ścianie była szafka z hakami. Na nich zawieszone były półki i poukładane rzeczy. Patrząc z zewnątrz nikt nie domyśliłby się, że jest to wejście do kryjówki. Tam jednak pod spodem były drugie drzwi, których w ogóle nie było widać. A wystarczyło odkręcić jeden z haków i one się otwierały. To było wejście do komórki, w której w ciągu dnia przebywała rodzina żydowska. Na noc natomiast przechodzili do stodoły i tam mościli się pod tzw. dylami, gdzie było dużo miejsca. Dyle były to grube deski ułożone na spodzie stodoły, stanowiące podłogę dla zwierząt. Pod nimi spokojnie można było się zmieścić.

 

Ktoś doniósł

Jak doszło do tego, że rodzina żydowska znalazła się w domu państwa Górków? – Mój teść, Tomasz Górka, korzystał z usług dentystycznych u pana Grosza, który był Żydem. Dzięki temu się zaprzyjaźnili. I kiedy zaczęła się wojna, teść zaproponował rodzinie Grosza, że ich ukryje w swoim domu – opowiada nasza rozmówczyni. Tak też się stało. Dzień spędzali w komórce, noc pod dylami w stodole, a Górkowie zapewnili im podstawowe utrzymanie. W ciągu dnia jednak nieraz z tej komórki wychodzili. Pani Anna opowiada, jak to ktoś z okolicy doniósł Niemcom, że u nich w domu przebywają ludzie, którzy się ukrywają. Wtedy przyjeżdżali i przeszukiwali cały dom, do cna. To były straszne chwile, bo wszyscy zdawali sobie sprawę, że jeśli Niemcy znajdą ukrywających się Groszów, to zabiją nie tylko ich, ale całą rodzinę Górków. Zdarzyło się nawet, że podczas takiego przeszukiwania natknęli się na wspomnianą kryjówkę i wpadli do niej, ale na szczęście nikogo nie zauważyli.

 

Grosz od Grosza

I tak minęła wojna. Dzięki Górkom pan Grosz z rodziną zostali ocaleni. Po wojnie, kiedy już wszystko ucichło, przeprowadzili się do Myślenic, do swojego domu, który wcześniej musieli opuścić. A państwu Katarzynie i Tomaszowi Górkom obiecali dozgonną pomoc i wsparcie za ocalenie im życia. – Grosz podobno powiedział, że się im do śmierci nie wypłaci – mówi Anna Górka. Dlatego kiedy tylko pan Tomasz udawał się do dentysty Grosza, ocaleni zawsze życzliwie go witali, gościli i zawsze jakiś grosz wcisnęli do kieszeni. Nie zapominali także o jego dzieciach, którym również przekazywali podarunki.

 

Ten dom wciąż stoi

W tym miejscu s. Maria, która towarzyszy naszej rozmowie, proponuje, że zabierze nas do tego domu, o którym mowa. Stoi on bowiem zaraz obok, ale nikt już w nim nie mieszka. Zabiera więc klucze i wprowadza nas do środka niewielkiej chałupy. Pokazuje izby, miejsce, w którym znajdowała się komórka, i dyle, pod którymi spali Groszowie. To jest dom, w którym s. Maria się wychowała, dlatego jej opowieść przybiera nieco sentymentalny ton, a na twarzy maluje się wzruszenie.

 

Pan Bóg spojrzał z miłością

Anna Górka wspomina jeszcze, że kiedy umarli jej teściowie i mąż Józef, rodzina Groszów pomagała jej w tej trudnej sytuacji. Została bowiem sama z czworgiem małych dzieci. Dziś te dzieci są dorosłe i żyją własnym życiem, ale kiedy tylko mogą, odwiedzają ukochaną mamę. Jedna z córek wraz z rodziną mieszka nad panią Anną w tym samym domu, druga, s. Maria, jest w zgromadzeniu Sióstr Służebniczek Starowiejskich NMP Niepokalanie Poczętej, a dwóch synów, Stanisław i  Kazimierz, wybrało drogę życia zakonnego, wstępując w szeregi bernardynów. Wydaje się więc, że Pan Bóg ze szczególną miłością spojrzał na tę rodzinę, wynagradzając trud i poświęcenie dla drugiego człowieka i powołując tak wielu z nich do swojej wyłącznej służby.

 

Bez rozgłosu

Postawa tych ludzi bez wątpienia naznaczona byłaby heroizmem, wiedzieli bowiem, że gdy tylko okupant odnajdzie ukrywających się Żydów, grozi im śmierć. Mimo to jednak podjęli ryzyko, by ratować drugiego człowieka. Pani Anna opowiada o tym, jak o czymś naturalnym – ktoś potrzebował pomocy i dzięki Bogu się udało. Nie wszystkich jednak byłoby stać na taką odwagę. Nasza rozmówczyni jest osobą niezwykle pogodną, a trudy życia, których doświadczyła, nie złamały jej wiary i ufności Bogu, a tylko je utwierdziły. Żyje bez rozgłosu, każdego dnia patrząc na dom, w którym rodzice jej męża ocalili rodzinę żydowską. O czynie Górków nikt dotąd nie słyszał. Są więc najlepszym dowodem na to, że obok nas żyją ludzie, których poświęcenia i heroizmu wciąż nie doceniono. I najwyższy czas to zmienić.



Sprawiedliwi wśród Narodów Świata

Tytuł „Sprawiedliwego” jest to najwyższe odznaczenie cywilne przyznawane przez Instytut Pamięci Męczenników i Bohaterów Holokaustu Yad Vashem w Jerozolimie nie-Żydom, którzy w czasie II wojny światowej narażali własne życie, by ratować Żydów. „Sprawiedliwy” otrzymuje medal z wybitym własnym imieniem i nazwiskiem oraz z napisem „Kto ratuje jedno życie – ratuje cały świat”, specjalny certyfikat, a także przywilej wpisania jego nazwiska na Murze Honorowym w Ogrodzie Sprawiedliwych w Yad Vashem. Najważniejszymi kryteriami, które powinna spełnić osoba starająca się o tytuł „Sprawiedliwego”, są:

– Ocalony człowiek musi być Żydem, a osoba, która ocaliła mu życie, nie może być narodowości żydowskiej.

– Z uratowaniem życia nie wiązała się żadna rekompensata dla wybawcy.

– Niesienie pomocy pociągało za sobą poważne ryzyko dla życia lub wolności wybawcy.

W szeregach odznaczonych najliczniejszą grupę stanowią Polacy, jest ich ponad 6 tys., przy czym historycy twierdzą, że to jedynie niewielki procent tych, którzy pomagali. Wciąż jednak wśród „Sprawiedliwych” nie widnieje nazwisko państwa Górków. Dlaczego?

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki