Logo Przewdonik Katolicki

Biskupi ostrzegają

Tomasz P. Terlikowski
Fot.

List Konferencji Episkopatu Polski na uroczystość Świętej Rodziny to ważny dokument. Polski Kościół po raz kolejny jednoznacznie zabrał głos w sprawie ideologii gender i po raz kolejny nie pozostawił wątpliwości, że nie da się być jednocześnie katolikiem i zwolennikiem tej ideologii.

„(…) ideologia gender bez wiedzy społeczeństwa i zgody Polaków od wielu miesięcy wprowadzana jest w różne struktury życia społecznego: edukację, służbę zdrowia, działalność placówek kulturalno-oświatowych i organizacji pozarządowych. W przekazach części mediów jest ukazywana pozytywnie: jako przeciwdziałanie przemocy oraz dążenie do równouprawnienia” – podkreślają biskupi w tym fundamentalnym dokumencie. Nie brakuje w nim także wskazania, jak ideologia i praktyka gender niszczy społeczeństwo i rodzinę. „Niebezpieczeństwo ideologii gender wynika w gruncie rzeczy z jej głęboko destrukcyjnego charakteru zarówno wobec osoby, jak i relacji międzyludzkich, a więc całego życia społecznego. Człowiek o niepewnej tożsamości płciowej nie jest w stanie odkryć i wypełnić zadań stojących przed nim zarówno w życiu małżeńsko-rodzinnym, jak i społeczno-zawodowym. Próba zrównania różnego typu związków jest de facto poważnym osłabieniem małżeństwa jako wspólnoty mężczyzny i kobiety oraz rodziny, na małżeństwie zbudowanej” – napisali biskupi. I ostrzegają przed tym, że w Polsce, mimo sprzeciwu znaczącej części społeczeństwa, już teraz prowadzona jest polityka oparta na założeniach ideologicznych genderyzmu.

 

Zagłuszyć głos Episkopatu

I jak zawsze, gdy biskupi jasno i zdecydowanie wyrażają jakieś poglądy, natychmiast podniósł się szum. Opinie feministek, które przekonują, że Episkopat na niczym się nie zna, i w ogóle nie zrozumiał gender, które przecież wyrasta z nauczania Jezusa (a może św. Pawła, bo tego akurat feministki nie są w stanie ustalić i plączą się w zeznaniach), co do którego istnienia panie mają wprawdzie wątpliwości, ale są za to absolutnie pewne, że gdyby istniał, to na pewno zostałby genderystą. Podobnie można potraktować pokrzykiwania dyżurnych antyklerykałów (nawet jeśli mają, jak Jan Hartman, tytuły profesorskie). Im bowiem nie chodzi o debatę czy dyskusję z Kościołem, a jedynie o to, by go zaatakować. A gender jest dla nich tylko bronią.

Polemiki wymaga natomiast głos z wewnątrz (mam taką nadzieję) Kościoła, z redakcji „Tygodnika Powszechnego”. Bardzo młody redaktor tego tygodnika Błażej Strzelczyk też postanowił rozprawić się z listem biskupów. I opublikował tekst, którym przez kilka przedświątecznych dni żyły wszystkie antykościelne i liberalne media, a w którym pouczał on biskupów, że wojna z gender jest bez sensu, a do tego on ma znajome małżeństwa, które mają dzieci, a zatem przekonanie, że wrogość wobec dzietności jest przesadzona. A do tego wojna, jaką toczą biskupi, nie jest jego wojną (z niewiadomych przyczyn pisał w liczbie mnogiej). „Ostygł jakby nasz zapał. Czytamy te Wasze listy napełnieni smutkiem i powoli mamy już tego dość. Dlatego też proponujemy księżom, by jednak nie czytali waszego listu w ostatnią niedzielę tego roku. Chcemy w tym dniu posłuchać o Zbawicielu, Bogu i Ewangelii. Chcemy pokrzepienia serc i obudzenia ewangelicznego zapału. Pamiętajcie jednak, że ciągle się za Was mocno modlimy i czekamy na list nie tylko o waszych wojnach, ale też radościach. Radościach Ewangelii!” – podkreślał Strzelczyk.

 

To jest wojna o nasze dzieci

A ja, choć także jestem świeckim i także mam dzieci, które wychowuję, jakoś zupełnie nie mogę się zgodzić z opiniami dziennikarza „Tygodnika Powszechnego”. Wojna z gender, jaką toczą biskupi jest bowiem także moją wojną, a ci, którzy nie dostrzegają jej potrzeby, zwyczajnie nie dostrzegają rzeczywistości, zajęci świetną zabawą i modlitwą (nie kwestionuję ani jednego, ani tym bardziej drugiego, bo modlitwa jest zawsze fundamentem naszego życia i działania). Oni także nie są w stanie dostrzec, że powoli nasze życie społeczne zaczyna być coraz mniej wolne i że coraz mocniej wkracza w nie ideologia, której celem jest zniszczenie męskości i kobiecości i skonstruowanie nowego, lepszego człowieka.

Ideologia ta ma ogromne możliwości, bo cieszy się gigantycznym wsparciem instytucji zachodnich, które pompują miliardy euro w jej promowanie. Państwo wspiera ją narzędziami prawnymi, które pozwalają – już teraz – odbierać rodzicom dzieci na podstawie donosów niedouczonych psychologów i niedorobionych urzędników państwowych tylko dlatego, że ich metody wychowawcze są niezgodne z najnowszymi lewackimi opiniami. Tak było np. w Krakowie z państwem Bajkowskich i ich dziećmi, może jednak publicysta krakowskiego tygodnika o tym nie słyszał.  Z przedszkola już teraz można wyrzucić dzieci, których rodzice nie chcą się zgodzić, by ich synów przebierać w sukienki i przekonywać, że najlepszą dla nich zabawą jest malowanie paznokci. Ale na tym sprawa się nie kończy. Sejm szykuje nam kolejne bolszewickie prawa, w zgodzie z którymi, jeśli działacze gejowscy czy feministki oskarżą kogoś o mowę nienawiści, to nie jemu trzeba będzie udowodnić winę (jak jest w każdym cywilizowanym systemie prawnym), ale on będzie musiał udowodnić swoją niewinność (jak było właśnie w Rosji sowieckiej).

Zwolennicy genderyzmu nie ukrywają także, że zamierzają odbierać rodzicom prawo do wychowywania dzieci w zgodzie z własnym światopoglądem, czego najlepszym przykładem jest sugestia publicystki Ewy Siedleckiej, że jeśli trzynastolatek chce uczestniczyć w lekcjach deprawacji seksualnej, a jego rodzice się na to nie zgadzają, to interweniować powinien sąd rodzinny. W Niemczech tak już zresztą jest. Tam rodziców, którzy nie posyłają dzieci na lekcje seks-deprawacji, wsadza się do więzień, a dzieci zwyczajnie się im odbiera. I to by było na tyle, jeśli chodzi o świat wiecznego spokoju, w którym żyje Błażej Strzelczyk.

 

Ewangeliczny obowiązek sprzeciwu

I wobec tego świata, który odbiera nam kolejne przestrzenie zaangażowania i próbuje zniszczyć małżeństwo i rodzinę, mamy obowiązek być znakiem sprzeciwu. Owszem, z uśmiechem, z radością Ewangelii, ale też bez udawania, że wszystko jest super, mamy głosić dobrą nowinę o małżeństwie  i rodzinie. Głoszenie Ewangelii zaś, od samego początku, zakładało także potępienie i wskazanie opinii czy doktryny, które były z nią niezgodne. I tak papieże i sobory potępiły arianizm, nestorianizm, a w Europie nowożytnej komunizm czy nazizm, które zagrażały poprawnemu rozumieniu człowieczeństwa.

Teraz, dokładnie takim samym zagrożeniem, jak na początku XX w. był komunizm, a w latach 30. nazizm, jest genderyzm. Jego przedstawiciele stawiają sobie bowiem dokładnie takie same zadania. Chcą oni zniszczyć naturę człowieka, ukształtować jakiś nowy, niereligijny model antropologiczny i siłą przymusić do niego ludzi. I w takiej sytuacji Kościół nie może milczeć. Musi jasno i zdecydowanie przypominać, kim jest człowiek, jak należy go rozumieć, i w jaki sposób bronić go przed wrogimi mu ideologiami. Argumentem przeciwko temu zaangażowaniu nie jest zaś to, że prawo naturalne i tak zwycięży. Owszem, ale zanim to się stanie, będziemy mieli miliardy ofiar. Prawo do życia jest jednym z fundamentalnych praw człowieka i natury, co w niczym nie zmienia faktu, że genderyści i rozmaitej maści lewicowcy sprawili, że od prawie pół wieku rocznie zabija się na świecie 50 mln osób. Ich krew jest dla nas wezwaniem do zaangażowania. I dobrze, że polscy biskupi, choć atakowani ze wszystkich stron, tak mocno o tym przypomnieli.

 


List pasterski Episkopatu Polski na Niedzielę Świętej Rodziny 2013 roku

(…) prawda o instytucji małżeństwa jest „ponad wolą jednostek, kaprysami poszczególnych małżeństw, decyzjami organizmów społecznych i rządowych (…). Ta chrześcijańska wizja nie jest jakąś arbitralnie narzuconą normą, ale wypływa z odczytania natury osoby ludzkiej, natury małżeństwa i rodziny. Odrzucanie tej wizji prowadzi nieuchronnie do rozkładu rodzin i do klęski człowieka. (…) genderyzm promuje zasady całkowicie sprzeczne z rzeczywistością i integralnym pojmowaniem natury człowieka. Twierdzi, że płeć biologiczna nie ma znaczenia społecznego, i że liczy się przede wszystkim płeć kulturowa, którą człowiek może swobodnie modelować i definiować, niezależnie od uwarunkowań biologicznych. Według tej ideologii człowiek może siebie w dobrowolny sposób określać: czy jest mężczyzną, czy kobietą, może też dowolnie wybierać własną orientację seksualną. To dobrowolne samookreślenie, które nie musi być czymś jednorazowym, ma prowadzić do tego, by społeczeństwo zaakceptowało prawo do zakładania nowego typu rodzin, na przykład zbudowanych na związkach o charakterze homoseksualnym. (…) Kościół jednoznacznie opowiada się przeciw dyskryminacji ze względu na płeć, ale równocześnie dostrzega niebezpieczeństwo niwelowania wartości płci. To nie fakt istnienia dwóch płci jest źródłem dyskryminacji, ale brak duchowego odniesienia, ludzki egoizm i pycha, które trzeba stale przezwyciężać. Kościół w żaden sposób nie zgadza się na poniżanie osób o skłonnościach homoseksualnych, ale równocześnie z naciskiem podkreśla, że aktywność homoseksualna jest głęboko nieuporządkowana oraz że nie można społecznie zrównywać małżeństwa będącego wspólnotą mężczyzny i kobiety ze związkiem homoseksualnym. 

 

skróty pochodzą od Redakcji

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki