Logo Przewdonik Katolicki

"Małżeństwo" dla wszystkich

Grażyna Brychcy-Boucher
Fot.

Francja dokonała właśnie dekompozycji instytucji rodziny w majestacie prawa. Otwarto furtki, które prowadzą w niewiadomym kierunku wyznaczanym przez hasła postęp, równość i otwartość.

Francja dokonała właśnie dekompozycji instytucji rodziny w majestacie prawa. Otwarto furtki, które prowadzą w niewiadomym kierunku wyznaczanym przez hasła „postęp”, „równość” i „otwartość”.

 

Po siedmiu miesiącach debat parlamentarnych, które w smutny sposób przypominały

historyczne agresywne dysputy na temat aborcji czy kary śmierci, parlament francuski definitywnie zaakceptował większością głosów prawo umożliwiające zawieranie małżeństw cywilnych przez osoby tej samej płci. Wcześniej nowe prawodawstwo zaaprobował również tamtejszy Senat. W ten sposób Francja stała się dziewiątym krajem w Europie i czternastym na świecie, który pozwala parom homoseksualnym wejść w związek małżeński w pełnym tego słowa znaczeniu – łącznie z prawem do posiadaniem dzieci, choć na razie tylko w formie tradycyjnej adopcji. Pierwsze śluby homoseksualne będą mogły być celebrowane nad Sekwaną już w czerwcu.

 

Dziecko – produkt konsumpcyjny

Od roku prezydentem Francji jest socjalista François Hollande, który zaraz po objęciu urzędu zaczął wcielać w życie jeden ze swoich najważniejszych punktów programu politycznego:  reformę instytucji małżeństwa w kierunku jego „równości”. Równolegle do procesu prawodawczego reforma stała się także tematem gorących debat w mediach – i to do tego stopnia, że od roku słyszało się prawdopodobnie znacznie więcej o „małżeństwie dla wszystkich” niż o wszystkich innych poważnych kwestiach łącznie z kryzysem gospodarczym. Wynika to m.in. z faktu, że we Francji – być może bardziej niż w innych krajach – reformy społeczne, a zwłaszcza te, które dotyczą wartości i zasad obywatelskich, są jednymi z najbardziej poważnych argumentów w grze między prawicą i lewicą. To zaś powoduje od razu polaryzację wszelkich debat politycznych. Według wyników ankiety Instytutu Sondaży CSA, opublikowanego w styczniu 2013r., 52 proc. Francuzów opowiadało się za małżeństwami homoseksualnymi, 43 proc. ankietowanych było temu przeciwnych, a 5 proc. nie miało opinii na ten temat. Co ciekawe, wraz z rosnącym sprzeciwem wobec nowego prawodawstwa, coraz więcej osób zmieniało opinię na ten temat – w kwietniowych sondażach szala zaczęła przechylać się na korzyść przeciwników używaniu w stosunku do par homoseksualnych terminu „małżeństwo”. Od samego początku większość Francuzów opowiadała się także przeciwko przyznaniu im prawa do adopcji dzieci. Stronnicy reformy prezydenta Hollande’a argumentowali natomiast, że chcą w ten sposób dać równe prawa wszystkim parom, a sama reforma jest „postępowa” i „konieczna”. Tego typu argumentacja ma we Francji szczególne znaczenie, bo wisi nad nią stale dominujący stereotyp z czasów rewolucji francuskiej: obóz postępu, zmierzający ku nieuchronnej emancypacji ludzkości, któremu sprzeciwia się zacofany, „hamulcowy” obóz konserwatywny.

Przeciwnicy reformy podkreślali z kolei, że chodzi im wyłącznie o dobro dzieci i obronę tradycyjnego modelu rodziny jako podstawowej formy życia społecznego. W rozmowie z Radiem Watykańskim francuski historyk i filozof Marcel Gauchet zwracał uwagę, że rząd fałszywie przedstawił cały problem jako kwestię prawną i jako prawo jednostki. Tymczasem w opinii Gaucheta „istnieje szeroka społeczna niezgoda na to, że w debacie dziecko zostało zdegradowane do „przedmiotu” i „zinstrumentalizowane”. W podobnym tonie wypowiadała się szefowa Partii Chrześcijańsko-Demokratycznej Christine Boutin, zdaniem której istnieje obawa, że poprzez „małżeństwo dla wszystkich” dziecko stanie się „produktem konsumpcyjnym”. Natomiast Alain Escada, prezydent katolickiego Instytutu Civitas, oświadczył, że „małżeństwo dla wszystkich” jest wynaturzeniem małżeństwa i rodzicielstwa oraz zmierza do defiguracji koncepcji rodziny. To „szaleństwo doprowadzi do żądania prawa do poligamii i kazirodztwa” – ostrzegł Escada.

Miliony na ulicach

Reforma Hollande’a spowodowała także masowe wyjście Francuzów na ulice. Przeciwko prawu do „małżeństwa dla wszystkich” protestowały setki tysięcy osób. Organizatorom tych manifestacji udało się zgromadzić ludzi ze wszystkich sfer społecznych, wszystkich pokoleń, wszystkich opcji politycznych, religii i orientacji seksualnych. Nowemu prawu sprzeciwiała się nawet część samych środowisk homoseksualnych. „We Francji małżeństwo nie jest umową dotyczącą miłości. To umowa, która tworzy ramy dla ochrony dzieci. A ja uważam, że dziecko musi mieć matkę i ojca” nawoływał francuski aktywista homoseksualny Ksawery Bongibault.

Najbardziej znaną osobistością wśród opozycjonistów stała się publicystka i satyryczka Virginie Tellenne, znana bardziej pod pseudonimem Frigide Barjot (gra słów z Brigitte Bardot): „Nie wolno doprowadzić do tego, aby słowa <<ojciec>> i <<matka>> zniknęły z kodeksu cywilnego. Dzieci muszą się rodzić i rosnąć otoczone miłością ojca i matki. (…) Naród Francji ma stanąć w obronie przyszłości swoich dzieci. Mamy odpowiedzialność historyczną” – przekonywała w czasie kolejnych manifestacji.

Z każdym tygodniem protesty gromadziły coraz większe tłumy. Apogeum sprzeciwów miało miejsce pod koniec kwietnia w czasie ostatecznego uchwalania ustawy przez Zgromadzenie Narodowe. Tylko na ulicach Paryża zgromadziło się jednego dnia prawie 1,4 mln ludzi. Dziennik „Le Figaro” relacjonował wówczas, że  ulice „są pełne ludzi” na odcinku ośmiu kilometrów. Z kolei gazeta „La Croix” cytowała opinie manifestantów: Delphine i Pierre przyjechali ma paryski marsz z Bordeaux, motywując to tym, że nowe prawo jest „za bardzo ryzykowne dla rodziny i szczególnie dla dzieci”. Wtórowała im Saliah Moudjeb, muzułmanka z Lyonu: „Jestem obywatelką francuską i uważam, że bardzo źle się dzieje. Rodzina zaniknie!”.

Przeciwnicy reformy żądali także, aby propozycja nowego prawa została poddana pod ogólnonarodowe referendum. Zdesperowani manifestanci podkreślali, że główną przeszkodą jest jednak swoisty „polityczny autyzm” prezydenta Hollande’a, który od samego początku  zapewniał, że za nic w świeci nie zrezygnuje z wcielenia w życie swojej obietnicy z kampanii wyborczej. I tak się rzeczywiście stało.

Krajobraz po bitwie

Owo specyficzne pojmowanie demokracji przez obecne władze Francji, którego najbardziej widocznym przejawem jest ignorowanie „głosu ludu”, prowadzi do coraz większego napięcia

i radykalizacji debaty społecznej. Nieufność Francuzów do rządu nie jest co prawda nowością, ale ostatnio dochodzi do bardzo niebezpiecznego poziomu. Nie bez przyczyny arcybiskup Paryża kard. André Vingt-Trois ostrzegał, że przeprowadzenie „na siłę” reformy w sprawie „małżeństw dla wszystkich” może spowodować paraliż życia społecznego oraz doprowadzić do eskalacji przemocy.

Krytycy nowego prawa wskazują także na to, że otwiera ono drogę do nowej filiacji – zamiast tradycyjnej filiacji (czyli wywodzenie syna od ojca) będziemy mieli filiację „społeczną” bez żadnego związku z rzeczywistością ludzką. Stworzony został w ten sposób zarys dla nowego porządku antropologicznego ufundowanego na ruinach genealogii. Temu samemu służy także redefiniowanie kodeksu cywilnego poprzez systematyczne wycofywanie z niego takich słów jak „mąż”, „żona”, „matka” czy „ojciec” na korzyść słów bezpłciowych i nieokreślonych np. „rodzic”. Za kilka lat może się więc okazać, że następnym krokiem będzie uchwalenie prawa np. pozwalającego parom homoseksualnym na wynajmowanie surogatek, które będą rodziły im dzieci.

Na razie jednak protesty we Francji nie cichną. W pierwszą niedzielę maja tysiące osób znowu manifestowało w wielkich miastach przeciwko prawu do adopcji dzieci przez homoseksualistów. Natomiast na 26 maja, czyli w Dzień Matki, zaplanowano wielkie manifestacje w obronie rodziny, które organizatorzy reklamują jako „zalew pacyfistyczny, ale zdeterminowany”. Opozycja zapowiedziała także skierowanie nowego ustawodawstwa do Trybunału Konstytucyjnego. Niektórzy obserwatorzy wieszczą, że może to być początkiem narodzin wielkiego ruchu społecznego we Francji, zmierzającego do uzdrowienia życia społecznego na bazie tradycyjnych wartości. I choć na takie deklaracje jest jeszcze stanowczo za wcześnie, to już dziś można powiedzieć, że Francja się budzi i zaczyna zmierzać w zupełnie inną stronę, niż chciał tego prezydent Hollande.

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki