Logo Przewdonik Katolicki

Polska Zepsuta Praktyka Rządzenia

Łukasz Kaźmierczak
Fot.

Setki milionów złotych może stracić budżet naszego państwa z powodu błędów popełnionych w trakcie uchwalania w wielkim pośpiechu ustawy hazardowej w 2009 roku. A takich spraw jest niestety znacznie więcej.

 

 

Rażące błędy prawne, niekompetencja, a niekiedy po prostu zła wola i rozmyślne zaniechania rządzących – takie informacje nie są raczej publikowane na pierwszych stronach gazet. A jeśli nawet przedostają się do informacyjnych serwisów, bez trudu przykrywane są trzeciorzędnymi, acz efektownymi aferami i politycznymi kłótniami o nic. Przy nich zaniedbania władzy to najczęściej nudne liczby i zawiłe kruczki prawne. Tylko że właśnie te nudne technikalia mają jakże istotny wpływ na stan państwowej kasy i, pośrednio, również naszych prywatnych kieszeni. Żeby sobie to uświadomić, wystarczy wymienić trzy przykłady – wszystkie świeże, dotyczące kilku ostatnich tygodni.
 
Hazardowa zagrywka rządu
Klasycznym przypadkiem  jest tutaj sprawa głośnej ustawy hazardowej z 2009 r. Wszyscy jeszcze pewnie pamiętamy okoliczności jej uchwalenia: afera hazardowa, wielkie nazwiska z wierchuszki Platformy Obywatelskiej oraz ich niejasne powiązania z branżą hazardową. W wielkim pośpiechu, przy gwałtownie topniejących sondażach, premier Donald Tusk podjął decyzję o ekspertowym napisaniu i uchwaleniu ustawy. Miała być ona dowodem na czyste ręce rządzącej ekipy i jej determinację w walce z hazardem. Uchwalone przepisy zakładały m.in. stopniową likwidację gier hazardowych na automatach o niskich wygranych, czyli tzw. jednorękich bandytach.

Szybko jednak firmy hazardowe znalazły lukę w napisanej na kolanie ustawie. Trzy z nich zwróciły się ze skargą do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gdańsku na zły tryb uchwalenia ustawy. Ich zdaniem, zawierała ona tzw. przepisy techniczne, które przed uchwaleniem powinny zostać notyfikowane, czyli zatwierdzone przez Komisję Europejską w zakresie ich zgodności z prawem UE. WSA skierował więc w tej sprawie zapytanie do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu. Ten zaś kilka tygodni temu przyznał rację skarżącym. Sędziowie ETS stwierdzili, że przepisy ustawy o grach hazardowych rzeczywiście stanowią potencjalnie „przepisy techniczne” w rozumieniu unijnej dyrektywy z 1998 r. , a zatem powinny być  notyfikowane przez Komisję. Trybunał uznał jednak, że to polskie sądy powinny ustalić, na ile przepisy ustawy hazardowej mogły w istotny sposób wpływać na właściwości lub sprzedaż automatów do gier o niskich wygranych.

Co to oznacza w praktyce? „Polski sędzia będzie musiał teraz podjąć decyzję zgodnie z kryteriami wymienionymi w decyzji Trybunału Sprawiedliwości UE” – powiedział rzecznik KE ds. przemysłu Carlo Corazzi. „Jeśli uzna przepisy ustawy hazardowej za regulacje techniczne, wówczas nie powinny być one dłużej stosowane” – dodał. I wszystko wskazuje na to, że tak właśnie będzie. Skoro bowiem na mocy ustawy hazardowej doprowadzono do zamknięcia tysięcy automatów, to trudno nie mówić  tutaj o istotnym wpływie na ich sprzedaż i działalność.

Wyrok ETS wywołał oburzenie opozycji. „To kompromitacja rządu” – grzmiał poseł Ryszard Kalisz (SLD), przekonując, że teraz firmy hazardowe będą miały otwartą drogę do ubiegania się o odszkodowania za utracone korzyści. A gra idzie o setki milionów złotych. Smaczku całej sprawie dodaje zaś fakt, że rząd prawdopodobnie wiedział, że łamie prawo, a jednak, aby zyskać na czasie, nie wysłał ustawy do notyfikacji w Komisji Europejskiej. Takie informacje przekazała „Rzeczpospolita”, powołując się na ostrzegawcze pisma, jakie resort finansów otrzymywał wcześniej z Ministerstwa Gospodarki i z samej Komisji Europejskiej. Ważniejsze okazały się jednak doraźne, partyjne interesy.

 

Ile długu w długu

Informacja o hazardowej wpadce rządu przedostała się, o dziwo, jakimś cudem do mediów, natomiast niemal zupełnie bez echa przeszły alarmistyczne doniesienia na temat ręcznego majstrowania przez ministra finansów Jacka Rostowskiego przy naszym długu publicznym. Długu, którego faktyczna wysokość jest dziś skrzętnie ukrywana, choć konsekwencje finansowe takiej ciuciubabki mogą okazać się opłakane dla całego kraju. Rąbka tajemnicy w tej materii uchylił dopiero były minister transportu, poseł PiS Jerzy Polaczek, ujawniając niedawno pełną treść tzw. planu finansowego Krajowego Funduszu Drogowego. Co jednak ów Fundusz ma wspólnego z naszym długiem publicznym? Otóż ma i to bardzo wiele. Okazuje się bowiem, że KFD, z którego środków finansowany jest programu budowy oraz utrzymania autostrad i szybkich dróg ekspresowych, znajduje się na potężnym minusie: jego dług osiągnie w tym roku poziom blisko 44 mld zł. To ogromna kwota, wynikająca przede wszystkim z bizantyjskiego stylu zarządzania Funduszem. Dość powiedzieć, że w planie finansowym KFD na bieżący rok przewidziano, „bagatela”  43 mln zł tylko na samo opłacenie usług doradczych z zewnątrz.

Tymczasem, jak przekonuje Polaczek, poziom zadłużenia Funduszu jest owiany rządową tajemnicą, a pełna dokumentacja KFD nie jest udostępniana w całości nawet posłom i członkom sejmowej Komisji Finansów. Powodów takiej konspiracji nietrudno się domyślić.

Dług Krajowego Funduszu Drogowego nie jest bowiem wliczany do oficjalnego zadłużenia naszego państwa. Wszystko po to, żeby za wszelką cenę utrzymać poziom zadłużenia w ramach tzw. drugiego progu oszczędnościowego. Bo jeżeli do oficjalnego zadłużenia wliczylibyśmy dług KFD okazałoby się, że  przekraczamy dopuszczalny pułap o 1,3 punktu procentowego. A to grozi sankcjami ze strony Brukseli i powoduje konieczność uruchomienia określonych procedur przewidzianych przez prawo na wypadek przekroczenia

krytycznego poziomu zadłużenia. Jak poinformował portal Stefczyk.info „zgodnie z Konstytucją oznacza to m.in. natychmiastowe usztywnienie wydatków państwa, likwidację deficytu budżetowego, zamrożenie płac budżetówki oraz waloryzacji rent i emerytur”. Innymi słowy gigantyczne oszczędzanie na wydatkach państwa i wielce prawdopodobne sięgnięcie do kieszeni Polaków poprzez zwiększenie podatków. No chyba, że ministrowi Rostowskiemu uda się jakimś cudem przekonać konstytucjonalistów, parlamentarzystów opozycji i samą Brukselę, że jego księgowe sztuczki mają jakiekolwiek pokrycie w liczbach.

 

Na wieczne nieoddanie

I  wreszcie trzeci „kwiatek” do kolekcji skandalicznych zaniedbań naszych rządzących, czyli sprawa opłat koncesyjnych nałożonych przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji na podmioty, którym przyznano telewizyjne i radiowe koncesje. Niemal równo rok temu, w lipcu 2011 r., Trybunał Konstytucyjny uznał, że takie opłaty mają charakter daniny publicznej i dlatego, zgodnie z Konstytucją, powinny zostać uchwalone w drodze ustawy (KRRiTV ogłosiła je za pomocą rozporządzenia). Jednocześnie Trybunał dał naszym parlamentarzystom rok na dostosowanie ustawy medialnej do Konstytucji. Minął jednak rok i nic się nie wydarzyło. 

Ta sprawa ma jednak swoje ukryte dno. Według  eurodeputowanego PiS Janusza Wojciechowskiego jest to celowa gra na zwłokę. Jeżeli bowiem nie uda się uchwalić nowelizacji, to rozporządzenie KRRiTV straci automatycznie swoją moc. „Te opłaty, które ściągnięto, to ściągnięto, natomiast te rozłożone na raty – a tylko w 2011 r. takich rozłożeń było na ponad 63 mln złotych – najprawdopodobniej staną się nieściągalne, bo stare przepisy już nie obowiązują, a nowych jeszcze nie ma. A jeśli w przyszłości uchwalona zostanie nowa ustawa, to i tak nie będzie mogła działać wstecz” – napisał na swoim blogu internetowym Wojciechowski.

I w tym momencie przypomina się od razu sprawa kontrowersyjnego rozłożenia na raty przez KRRiTV opłat koncesyjnych dla nadawców, którym przyznano koncesje na cyfrowy multipleks MUX-1. Tak, tak, chodzi o tę samą koncesję, której odmówiono Telewizji Trwam. No cóż, najwyraźniej inni mieli więcej „szczęścia”: mają koncesję i  prawdopodobnie nie muszą nawet za nią płacić. A nowelizacji ustawy medialnej, jak nie było, tak nie ma.

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki