Logo Przewdonik Katolicki

Podróże kształcą, czyli ku przestrodze

Ks. Piotr Gąsior
Fot.

Z ks. dr. Wiesławem Alickim, pracownikiem naukowym Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie, rozmawia ks. Piotr Gąsior


 

Czego się może nauczyć polski ksiądz, pomagając w duszpasterstwie w niemieckiej parafii?

- Bardzo wielu rzeczy. Zwłaszcza roztropnej współpracy ze świeckimi.

Czy w Niemczech jest ona na tak bardzo przykładnym poziomie?

- I tak, i nie. Tak, bo księża i świeccy darzą się nawzajem dużym szacunkiem. Ponadto bardzo podziwiam zaangażowanie świeckich w parafiach. Nie, bo dają do myślenia obecne tam przykłady negatywne: niektóre kompetencje są, moim zdaniem, podzielone niezbyt mądrze.

Co Ksiądz konkretnie ma na myśli?

- Choćby katechezę. Ksiądz obecny w szkole to już bardzo rzadki przypadek.

Jaki jest tego powód? Czyżby kwestie finansowe?

- Bynajmniej. To w Niemczech nie jest przedmiotem jakiejkolwiek dyskusji. Tym bardziej że tam nikt nie kwestionuje obecności nauki religii w szkole!

Zatem o co  chodzi?

- Chodzi o kontakt księdza z młodzieżą. Szkoła to najważniejsza okazja do tego kontaktu, a czasem nawet jedyna możliwość poznania młodzieży i rozumienia jej przez księdza.

A grupy młodzieżowe działające w parafii?

- Z tym bywa różnie. Zdarza się, że  w kilkunastotysięcznych parafiach jest zaledwie kilku ministrantów. I jest to jedyna młodzież osobiście, a nie tylko metrykalnie, związana z Kościołem katolickim.

Może do młodzieży szkolnej lepiej od księży  docierają świeccy katecheci? Świadectwo życia? Osobiste zaangażowanie?

- Bardzo wątpię, zwłaszcza gdy widzę, ile  młodzieży uczestniczy w niedzielnych Mszach…

Dużo?

- Prawie w ogóle ich nie ma. Choć znam parafie, gdzie młodzież przychodzi dość licznie, ale tylko na tzw. Msze młodzieżowe. Te jednak są stosunkowo rzadko odprawiane.

Co ich wtedy przyciąga?

- Chyba oprawa muzyczna i nastrój. Zresztą Niemcy mają talent do organizacji uroczystości – potrafią wyczarować coś pięknego. Oni liturgię mają we krwi. To pewnie brzmi paradoksalnie, gdy się obserwuje ich frekwencję niedzielną. Kazanie raczej nie jest elementem przyciągającym. Trudno się „wstrzelić” z treściami religijnymi w zainteresowanie odbiorcy, którego się osobiście nie zna. Sam podręcznik psychologii rozwojowej nie wystarczy.

Lekcja religii nie jest chyba jedynym miejscem oddziaływania ewangelizacyjnego. Czy przyczyn słabości nie należy szukać w zeświecczeniu rodzin?

- Możliwe, ale zeświecczeniem rodzin nie wolno usprawiedliwiać nieskuteczności katechezy. Poza tym, czy są inne możliwości dotarcia do zeświecczonych rodzin, jak nie przez dzieci  przychodzące na lekcje religii? Może tym bardziej należy przemyśleć metody i programy, które by ten fakt uwzględniały? Może trzeba inaczej dobierać kadrę?

Krótko mówiąc, lepiej, by religii uczyli przede wszystkim księża?

- Gdy młody człowiek widzi księdza na własne oczy i ma okazję z nim porozmawiać „na żywo”, może go to bardziej ośmielać nie tylko do przyswajania wiedzy religijnej, ale też do życia religijnego. W końcu ksiądz jest  oficjalnym przedstawicielem Kościoła, kimś mającym do czynienia przede wszystkim z liturgią, z sakramentami, również z instytucją Kościoła. W przypadku niemieckich świeckich katechetów z tymi dziedzinami życia religijnego akurat bardzo różnie bywa.

Nie wystarczy po prostu  dopilnować ich życia religijnego? Przecież i oni mają być przedmiotem troski duszpasterskiej?

- Nie orientuję się, jakie są urzędowe formy tej troski poza obowiązkiem napisania przez proboszcza opinii o katechecie, potrzebnej do otrzymania misji kanonicznej. Zdarzają się jednak przypadki, że proboszcz nie zna katechetów na tyle, by w opinii napisać więcej niż: „nie jest mi wiadome nic złego na temat tej osoby”.

Jednak do Pierwszej Komunii Świętej, bierzmowania dzieci i młodzież przygotowują chyba księża w parafiach, prawda?

- Bywa różnie. Dzieci do Pierwszej Komunii Świętej najczęściej przygotowują przedstawiciele rodziców. Księdza dzieci widzą czasem dopiero w dniu spowiedzi, jeśli taka jest w planie – choć teoretycznie być powinna. Z przygotowaniem do bierzmowania ksiądz też może nie mieć wiele wspólnego… Niestety, nierzadko młody człowiek, aż do dnia swego ślubu, ma bezpośredni kontakt z księdzem zaledwie dwa razy w życiu.

Popatrzmy jednak z drugiej strony: wiadomo, że w Niemczech jest bardzo mało księży i praca w szkole wobec natłoku innych obowiązków byłaby dodatkowym obciążeniem…

- Toteż tym bardziej księża powinni uczyć religii. Wielu upatruje przyczyn spadku powołań do kapłaństwa i życia zakonnego właśnie w tym, że młodzież prócz niedostatków wiedzy religijnej również nie wie, kim jest ksiądz, jakie ma obowiązki. To przecież ważny czynnik tej „ludzkiej” strony powołania, tak bardzo doceniany przez kard. Wojtyłę w naszej archidiecezji. To właśnie on był inicjatorem  wyjazdów kleryków na parafie w ramach tzw. niedziel powołań.

 



„To, co się rzuca w oczy Polakowi, który idzie na Mszę św. w niemieckiej parafii to: świeccy rozdający Komunię św., czasem głoszący nawet kazanie, przyjmowanie Komunii św. przez wszystkich uczestników Mszy i prawie całkowity brak w kościele ludzi młodych. Jak się okazuje – wspomina ks. dr W. Alicki – to zaledwie wierzchołek „góry lodowej”, o której sami biskupi niemieccy stwierdzili: „Niemcy – krajem misyjnym”. Przyczyn tego stanu należy szukać głębiej. Między innymi w poziomie katechizacji”.

 

 


 

Katecheci w liczbach

Diecezja krakowska w 2009 r.:

653 księży diecezjalnych

109 księży zakonnych

232 siostry zakonne

553 katechetów świeckich

 

Polska:

Duchowni – ok. 12 000

Katecheci świeccy – ok. 18 000

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki