Bernard, miłośnik Serca
Bernard Franciszek do Hoyos związał swoje kapłaństwo z kultem Serca Pana Jezusa. I choć wywarł duży wpływ na swoją rodzinną Hiszpanię, nie żył długo, bo zaledwie 24 lata. W tym czasie zdążył wykształcić się w jezuickich kolegiach, wstąpić do zakonu jezuitów i jako 17-latek złożyć w nim pierwsze śluby. Później studiował filozofię i teologię, poznając o. Augustyna de Cardavéraza, orędownika nabożeństwa do Serca Jezusowego, który korespondował z polskimi biskupami w sprawie ustanowienia święta Serca Jezusowego. Ojciec Augustyn listownie poprosił młodego Bernarda, żeby przepisał dla niego fragment książki, znajdującej się w bibliotece. W książce tej Serce Jezusa ukazane było nie tylko jako symbol, ale również jako organ miłości i życia uczuciowego. Kiedy Bernard to przepisywał, zrozumiał, że właśnie szerzeniem tego kultu powinien się zająć i złożył przed Najświętszym Sakramentem przyrzeczenie, iż uczyni wszystko dla propagowania tego nabożeństwa. Kiedy skończył 23 lata, otrzymał dyspensę od zbyt młodego wieku i przyjął święcenia kapłańskie. Kilka miesięcy później zachorował na tyfus – choroba bardzo szybko doprowadziła do jego śmierci.
Angeli z krzyżem
Kolejny nowy błogosławiony to Angeli Paoli. Żył w połowie XVII w. Był karmelitą. Większość życia spędził w Rzymie, pracując na rzecz ubogich. W jego duchowości najważniejszy był krzyż, jako znak obowiązku zaradzenia potrzebom „ukrzyżowanym naszych czasów”. Już w czasach młodości zachęcał pasterzy, by stawiali krzyże na szczytach górskich, a później jako pierwszy umieścił znak krzyża w Koloseum. Nazywano go „pielgrzymem i tułaczem posłuszeństwa”, gdyż udawał się wszędzie tam, gdzie był akurat potrzebny. Jego pomoc ubogim nie była symboliczna – mawiał, że ma spiżarnię, w której nigdy niczego nie brakuje, a przyjaźniąc się ze szlachcicami, ambasadorami i kardynałami mógł liczyć na ich finansowe wsparcie dla swoich działań. Czy przyjaciel możnych tego świata może pozostać ubogim karmelitą? Może, jeśli jak Angelo zachowa dystans, jeśli traktować będzie wszystkich ludzi z jednakowym szacunkiem, bez służalczości wobec bogatych i pogardy wobec biednych. Umierał otoczony braćmi – a przed bramą klasztorną zbierali się biedacy, żebracy i chorzy, żeby również być przy nim w jego ostatniej godzinie.
Gerhard, niemiecki Popiełuszko
Gerhard Hirschfelder był niemieckim księdzem. Urodził się w 1907 r. Kłodzku. Studia skończył w seminarium we Wrocławiu, później pracował w Czermnej i w Bystrzycy Kłodzkiej. Młodego księdza lubiły dzieci i młodzież, z którą chodził na pielgrzymki do Wambierzyc – ale znany stał się głównie dzięki odważnym kazaniom, wprost potępiającym faszystowską ideologię. Kazania te gromadziły coraz większe tłumy słuchaczy. On zaś nie bał się kontroli i podsłuchów, nie wystraszyło go nawet dotkliwie pobicie przez „nieznanych sprawców”. Po tym zdarzeniu młodzież odprowadzała już księdza zawsze na plebanię, żeby uchronić go przed napastnikami. Aresztowano go 1 sierpnia 1941 r. – Gestapo wyprowadziło księdza wprost z kościoła. Przez 14 dni transportu mógł tylko stać, bo nie było miejsca, żeby usiąść. 27 grudnia 1941 r. dotarł do Dachau i umieszczony został w bloku dla polskich księży, których traktowano szczególnie okrutnie. Nigdy się nie użalał i nie skarżył. Zmarł w sierpniu 1942 r. z niedożywienia i wyczerpania. Zachował się tekst Drogi Krzyżowej, którą ks. Gerhard napisał w więzieniu w Kłodzku: "Chryste, daj mi taką odwagę, abym w każdym cierpieniu mówił tak jak Ty: Jednak nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie. Panie, daj nam tę niezłomną wolę do niesienia krzyża, abyśmy po upadku znów mogli powstać!".
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.









