Logo Przewdonik Katolicki

Miasta przemijają

Adam Suwart
Fot.

- Miasta przemijają, ale ludzie nie mówi Wilfried Just, dyplomowany inżynier geodeta, pracujący przy wytyczaniu niemieckich autostrad, interesujący się zagadnieniami urbanistyki w rozmowie z Adamem Suwartem


Większość swojego zawodowego życia spędził Pan, planując zachodnioniemieckie autostrady, z których Niemcy mogą być naprawdę dumne. Czy mógł się Pan spodziewać, że w latach 90. i później tymi autostradami ze wschodnich krajów związkowych masowo „uciekną” ich mieszkańcy?

- Jest to pytanie o to, czy w latach 60. i 70. w ogóle mogliśmy spodziewać się, że runie mur berliński, a Niemcy się zjednoczą. Zapewne nawet jeśli wielu Niemców ze wschodu i zachodu o tym marzyło, to jednak wizje te nie miały wówczas realnego kształtu. A już na pewno nie mogliśmy wtedy jeszcze przewidzieć dość masowego wyjazdu mieszkańców NRD na zachód; było to wtedy po prostu nie do pomyślenia. Mur berliński wydawał się nieprzekraczalny. Co innego, gdy runął – wtedy po 1989 r. te procesy zaczęły być zauważalne.

 

I na dość długo podzieliły Niemców. Mówiło się o słynnych „Osti” i „Westi” i o ciężarach, jakie ci ostatni musieli ponosić na rzecz podniesienia wschodnich terenów połączonych Niemiec.

- Rzeczywiście, terminy te funkcjonowały, a integracja kraju, podzielonego przez prawie pół wieku na dwie republiki, nie mogła być łatwa. Kto wie jednak, czy ciągłe powtarzanie w mediach owego podziału nie przyczyniło się do jego utrwalenia bardziej niż rzeczywista sytuacja finansowa czy bytowa ludności we wschodnich rejonach Niemiec, o których wyrównanie, ale raczej w górę, dbano stanowczo i stopniowo.

 

Jednak mówienie o podziale było i zapewne jest nadal zasadne, skoro z wielu miast wschodnich Niemiec tak wielu mieszkańców wyjechało na zachód kraju, stereotypowo bogatszy, nowocześniejszy, pozwalający na łatwy start w zasobne życie.

- Zaczęło się od wyjazdu do dawnej NRF, najpierw w ramach łączenia rodzin, potem „chwilowo” w poszukiwaniu lepszego zatrudnienia, by często zostać na zachodzie na stałe. Byli też tacy, którzy wyjeżdżali w ogóle za granicę. Nie da się ukryć, że wiele miast we wschodnich landach opustoszało, a całe osiedla wzniesione w ramach enerdowskiej gospodarki socjalistycznej stoją puste. Często przywołuje się tu przykład Lipska, który jednak stopniowo z tego marazmu i zastoju wychodzi obronną ręką, podobnie jak Drezno czy Erfurt, a także całe dzielnice Berlina. Służy temu kilka specjalnych programów, które mają zaradzić skutkom wyludnień, między innymi program „Przebudowa Miast - Wschód”. Paradoksalnie zmniejszanie się ośrodków miejskich postrzega się jako szansę dla nich, dlatego między innymi w ramach wspomnianego programu wyburzone zostanie w ciągu ostatnich lat, do końca tego roku, łącznie ponad 300 tys. mieszkań. Zmieni się po prostu struktura mieszkalnictwa i nie wszyscy będą mieszkać w miastach.

 

Jednak według prognoz demograficznych ludność we wschodnich landach niemieckich ma do 2050 r. zmniejszyć się aż o połowę.

- To jednak nie jest specyfika typowo wschodnioniemiecka. W prawdzie we wschodnich Niemczech tradycyjnie, od lat obserwowany jest tak zwany „ujemny przyrost naturalny”, ale jednak problemy takie występują na różnym poziomie w większości państw Starego Kontynentu. We wschodnich miastach wprawdzie „kurczą się” małe miasta przemysłowe: np. ludność Eisenhüttenstadt zmalała przez 20 lat z 50 do 33 tys. mieszkańców, ale na przykład nadgraniczne miasto Görlitz przeżyło dość znaczny napływ rencistów z zachodu Niemiec, którzy stwierdzili, że tu na starość będzie się im żyło lepiej. W niektórych miasteczkach Brandenburgii czy Meklemburgii-Przedpomorza, szczególnie w rejonie nadgranicznym, zamieszkało na przykład wielu Polaków, którzy są tam mile widziani, a sami dobrze się czują, mogąc kupić niezłe mieszkania po niższej cenie niż kilkadziesiąt kilometrów na wschód, w Polsce.

 

Los niektórych  miasteczek wschodnioniemieckich jednak wydaje się przesądzony, skoro mówi się, że w powiatach Prignitz czy Uckemark nieopłacalne jest nawet utrzymanie miejskich wodociągów, bo nikt już prawie z nich nie korzysta, a stojąca w rurach woda osadza tylko kamień.

- Może taka jest prawidłowość rozwoju społeczności ludzkich. W końcu wiele miasteczek istniejących w średniowieczu nie przetrwało do dziś, to i może niektóre obecne miejscowości przestaną istnieć, a ludzie zamieszkają gdzie indziej. Miasta przemijają, ale ludzie nie. I dlatego nie bałbym się o los autostrad, o których wspomniał pan na początku. Dopóki ludzie będą gdziekolwiek mieszkać, drogi zawsze muszą ich łączyć, i nawet jeśli nie połączą niektórych wyludniających się miast niemieckich, to zawsze mogą łączyć nas, Polaków i Niemców, oraz inne kraje europejskie. 

 


 

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki