Oko w oko z Montezumą

Montezuma: Aztecki Władca to wystawa, która jest biograficzną opowieścią o ostatnim władcy krainy Azteków. To historia jego podwójnej natury: bohaterskiej i tragicznej.
Czyta się kilka minut

 

„Montezuma: Aztecki Władca” to wystawa, która jest biograficzną opowieścią o ostatnim władcy krainy Azteków. To historia jego podwójnej natury: bohaterskiej i tragicznej.

 

British Museum pokazuje po raz pierwszy w Europie wystawę, która bada półmityczny status Montezumy II i późniejsze tego konsekwencje. Z jednej strony Montezuma był postrzegany jako sprytny i bohaterski władca i żołnierz, ale z drugiej strony uważa się go za postać tragiczną, która w akcie tchórzostwa lub skrajnej naiwności odstąpiła swoje królestwo obcym. Tajemnicą owiana jest do dziś jego tragiczna śmierć – różne interpretacje tego wydarzenia również bada londyńska wystawa. Na eksponaty składa się ponad 80 przedmiotów wypożyczonych ze zbiorów meksykańskich i amerykańskich muzeów oraz te należące do kolekcji własnej British Museum. Zebrano tu inkrustowane turkusami maski, kamienne pomniki, złotą biżuterię należącą do Montezumy lub osób z jego otoczenia, a także europejskie malarstwo przedstawiające legendarnego władcę. Olbrzymie wrażenie robią kolekcje kodeksów – Aztekowie zapisywali swoje historie wielobarwnym pismem obrazkowym. Wystawa „Montezuma: Aztecki Władca” nie chce powielać innej londyńskiej wystawy sprzed sześciu lat, kiedy to w Royal Academy skupiono się głównie na okrutnej azteckiej religii. Mimo że w British Museum pokazano przede wszystkim  konkretnego człowieka, to jednak patrząc na wystawione przedmioty, myśl o terrorze panującym w czasie królowania azteckich władców narzuca się sama.

Miasto ze snu

„Czyż może być coś wspanialszego nad władzę tego barbarzyńskiego pana, do którego należy wszystko, co znaleźć można w jego królestwie, całe złoto, srebro, klejnoty i cenne pióra? Tak zaś misternie są owe skarby wyrabiane, że nie masz na świecie złotnika, który by kunsztem tutejszych przewyższał; drogie kamienie zaś cięte tak precyzyjnie, że wyobraźni nie starcza, iżby się domyślić, jakie narzędzia do tego posłużyły. Zaiste nic w Hiszpanii nie może się równać z tym, co tu widzimy” – pisał Hernán Cortés w liście do króla Hiszpanii. Wystawę otwiera portret Montezumy II z 1600 roku, namalowany przez europejskiego malarza. Opisywano go, jako czterdziestoletniego mężczyznę szczupłej postury, miał rzadką brodę i był nieco jaśniejszej karnacji niż jego lud.

Był uznawany za władcę absolutnego, niemal półboga, który był już bardzo sławny, zanim zdobył tron miasta-państwa Tenochtitlán w 1502 r. Był bowiem generałem armii oraz najwyższym kapłanem. „Codex Mendoza” opisuje go jako „uczonego, astrologa, filozofa i biegłego we wszystkich sztukach”. Na początku XVI w. miasto Tenochtitlán, zbudowane na środku jeziora, było u szczytu swojej potęgi. Kiedy hiszpańscy żołnierze pod wodzą Cortésa wkroczyli do Tenochtitlánu, byli oszołomieni. Bernal Díaz del Castillo pisał w swoim „Pamiętniku żołnierza Korteza, czli prawdziwej historii podboju Nowej Hiszpanii”: „Niektórzy żołnierze pytali, czy to, co widzimy, nie jest snem”. Tenochtitlán był większy od ówczesnego Paryża, największego europejskiego miasta. Szerokie ulice, wielkie groble, system kanałów, wielkie światynie, pałace, eleganckie promenady i ogrody botaniczne zachwyciły Hiszpanów. Zdumiała liczba ludzi tam mieszkajacych i nieprawdopodobna czystość. Ogromne wrażenie zrobiły na nich azteckie wyroby rzemieślnicze. Byli oczarowani.

Przybył Pierzasty Wąż

Pierwsza część londyńskiej wystawy pokazuje przedmioty, które łączą się z aztecką mitologią. Montezuma przykładał wielką wagę do tej sfery, otaczali go wróżbici, a on im ulegał. Aztekowie czcili ponad 2 tysiące bóstw, w tym Quetzalcoatla – Pierzastego Węża. Historię świata podzielili na pięć okresów, tzn. słońc. Za czasów Montezumy trwała epoka Piątego Słońca, które trzeba było karmić krwią, by miało siły wędrować po niebie. Krwią ludzką i bijącymi sercami. Na ofiary przeznaczano niewolników i przestępców, później jeńców wojennych. Wierzono, że Quetzalcoatl, który został wypędzony, wypowiedział przepowiednię: „Powrócę w roku jednej trzciny i przywrócę swoje panowanie. Nastanie wtedy czas wielkiego cierpienia ludzi”. Miał mieć białą skórę i czarną brodę, wyczekiwano go ze wschodu. Miguel León Portilla pisze w książce „Zmierzch Azteków”: „Na kilka lat przed najazdem Hiszpanów dała się odczuć atmosfera nieszczęścia, a wiele znaków zapowiadało klęskę. Mędrcy mówili, że pewnej nocy na niebie pojawiła się ogromna, płonąca i ociekająca krwią kolba kukurydzy. Po niebie, pozostawiając ślady ognia, przemknęła kometa. Podobno po ulicach kroczył człowiek o dwóch głowach. Wody jeziora Texcoco podniosły się bez ostrzeżenia w bezwietrzny dzień i zalały miasto. Złapano przedziwnego ptaka z lustrem osadzonym na głowie i przyniesiono go do Montezumy. Król spojrzał w lustro i choć był dzień, zobaczył w nim rozgwieżdżone niebo. Niewątpliwie miało się wydarzyć coś złego. Spojrzał jeszcze raz i zobaczył niezwykłą armię maszerującą ku stolicy. Żołnierze siedzieli na grzbietach zwierząt podobnych do jeleni”. Montezuma traktował proroctwa poważnie, trudno więc się dziwić, że Cortesa wziął za Quetzalcoatla – wszystko się zgadzało.

Dwie twarze Montezumy

Posłańcy Montezumy spotkali się z hiszpańskim konkwistadorem i podarowali mu insygnia Quetzalcoatla: maskę w formie wijącego się węża inkrustowanego turkusową mozaiką, płaszcz i mitrę. Oprócz tego Cortés dostał masę cennych przedmiotów. Kiedy dotarł do Tenochtitlánu, Montezuma przywitał go z szacunkiem, miasto było światecznie udekorowane, a Cortésa z jego ludźmi goszczono w przepięknym pałacu. Prawdopodobnie aztecki władca wiedział już, że nie ma do czynienia z żadnym bogiem, ale być może jego wysłannikiem. Wezwał więc poddanych, by nie stawiali najeźdźcom oporu, nawet wówczas, gdy konkwistadorzy go uwięzili. Co więcej – przyjął chrzest i uznał się za poddanego króla hiszpańskiego. Tego z kolei nie mogli znieść jego dotychczasowi poplecznicy. Na dodatek nawoływał do zaprzestania walk, gdy doszło do powstania przeciwko najeźdźcom. Do dziś nie wiadomo, jak zginął Montezuma: czy z ręki hiszpańskich żołnierzy czy zamordowali go zdradzeni przez swojego króla poddani. Wystawa w British Museum oczywiście nie wyjaśnia tej tajemnicy. W Meksyku Montezuma do dziś ma niezbyt dobrą reputację, lecz w Europie jego postać wciąż owiana jest fascynującą legendą.

 

Montezuma II Xocoyotzin

(ur. 1466, zm. 30 czerwca 1520)

W polskiej literaturze azteckiego władcę przyjęto nazywać hiszpańską interpretacją jego imienia, podczas gdy w Europie Zachodniej obowiązuje nazwa Moctezuma (stąd tytuł wystawy w British Museum brzmi: „Moctezuma. Aztec Ruler”). Inne brzmienia jego imienia to: Motekosoma, Motecuhzoma, Moteuczoma. W języku nahuatl, jakim posługiwali się Aztekowie, jego imię znaczyło „ten, który staje się władcą poprzez wściekłość”. Przydomek „Xocoyotzin” oznacza „odznaczony młodzieniec”.

Wystawa w British Museum trwa do 24 stycznia

 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 1/2010