Logo Przewdonik Katolicki

Putin odkręcił film

Łukasz Kaźmierczak
Fot.

Z Krystyną Kurczab-Redlich, nazywaną polską Anną Politkowską, rozmawia Łukasz Kaźmierczak Powiedziała Pani kiedyś, że trudno określić Rosjan mianem społeczeństwa, bo tak naprawdę jest to jedynie demograficzna jednostka statystyczna... - Miałam na myśli społeczeństwo obywatelskie, wyznające jakieś spójne wartości, w imię których potrafiłoby...

Z Krystyną Kurczab-Redlich, nazywaną „polską Anną Politkowską”, rozmawia Łukasz Kaźmierczak 


Powiedziała Pani kiedyś, że trudno określić Rosjan mianem społeczeństwa, bo tak naprawdę jest to jedynie demograficzna jednostka statystyczna...


- Miałam na myśli społeczeństwo obywatelskie, wyznające jakieś spójne wartości, w imię których potrafiłoby ono wyjść na ulice i walczyć. Rosjanom to się zdarzyło tak naprawdę tylko raz, kiedy kończył się komunizm, a oni czynnie poparli Jelcyna w czasie puczu moskiewskiego. Ale zezwoliła im na to ówczesna władza. W dzisiejszej Rosji taka solidarność już by nie powstała. Nie widzę tam żadnej chęci ani możliwości do jednoczenia się w jakiejś wspólnej sprawie.


Cała historia Rosji pokazuje zresztą dobitnie, że wszelkie próby tego rodzaju buntów były nieliczne i zawsze bardzo ostro pacyfikowane. Nie dane więc było Rosjanom poznać, czym w istocie jest demokracja. Owszem, dawno, dawno temu istniał przez chwilę w Niżnym Nowogrodzie specyficzny rodzaj demokracji kupieckiej, ale została ona straszliwie spacyfikowana przez Iwana Groźnego, który wymordował właściwie całą ludność tego miasta.


Wydaje mi się zresztą, że ponure czasy Iwana Groźnego tak strasznie zaważyły na mentalności Rosjan, iż wszystko, co potem nastąpiło, było tylko poprawioną albo pogorszoną wersją tego, co już się stało w XVI wieku. 


Ale jeszcze na początku lat 90. wydawało się, że na Kremlu możliwe jest zaszczepienie przynajmniej zalążków demokracji...


- Rzeczywiście powstawało wówczas sporo organizacji obywatelskich, stowarzyszeń obrony wolności słowa czy bibliotek wiejskich, skomputeryzowanych i z dostępem do Internetu. Takie działania finansował m.in. Michaił Chodorkowski, który dzisiaj gnije w łagrze gdzieś hen pod syberyjską Czytą.


I pewnie gdyby do władzy nie doszedł Władimir Władimirowicz Putin, to dzisiaj Rosja byłaby o wiele, wiele dalej; rozwijałaby się nawet przy tym zapijaczonym i rozkradającym co się tylko da Jelcynie. Bo cokolwiek by o nim złego nie mówić, to jednak w przeciwieństwie do swojego następcy nie robił on jednego: nie zamykał gazet i stacji telewizyjnych, a przede wszystkim nie zabijał dziennikarzy.  


Nie można jednak wszystkiego zwalać tylko na Putina. A może po prostu ciągle daje o sobie znać ten specyficzny radziecko-rosyjski chromosom strachu, o którym pisze Pani w swojej głośnej „Pandrioszce”?


- Wie pan, niedawno w pociągu spotkałam Rosjanina, który dał mi do przeczytania znakomitą prozę swojego rodaka, żyjącego obecnie w Izraelu i piszącego o genomie strachu, czyli o tym, co zżerało go w Rosji i z czego z trudem wyzwolił się dopiero za granicą. Ów człowiek nigdy w życiu nie miał w ręku mojej książki, a jednak doszedł do podobnych wniosków, ba - użył niemal identycznej nazwy na określenie tego, czego doświadczał.


Ale przeciętny Rosjanin nie zdaje sobie z tego sprawy, podobnie jak my, Polacy, nie jesteśmy świadomi tkwiącego w nas, a przekazywanego z pokolenia na pokolenie genomu oporu, może bezsensownego, ale jednak istniejącego. I honoru - nie tylko prywatnego, ale także tego w większej skali. Tymczasem rosyjski gonor to jest inwektywa. I to też o czymś świadczy… 


Uważa więc Pani, że ten podskórny strach to dla Rosjan pojęcie całkowicie nieuświadomione?


- Kiedy pytam moją koleżankę pracującej w rosyjskiej telewizji, czy odczuwa strach, ta z oburzeniem zaprzecza. Ale wystarczy, że podejdzie do niej milicjant, to jej twarz robi się natychmiast biała jak kreda. Bo rosyjski stróż prawa może ją wylegitymować bez żadnego uzasadnienia, może wziąć jej dowód osobisty, podrzeć go, wyrzucić i powiedzieć, że ona nigdy nie miała dokumentu tożsamości, może pod byle jakim pretekstem zabrać jej samochód, może wreszcie wziąć ją na komisariat i tam zgwałcić, pobić czy zażądać ogromnego okupu za nią. Ona jest wobec niego zupełnie bezbronna. Ale jeżeli zapytasz ją, czy się boi władzy, niechybnie odpowie: nie, ja się niczego nie boję.  


Czyli od stuleci nie zmienia się nic i nadal władza oraz srogi klimat to najwięksi wrogowie rosyjskiego człowieka...


- Mogę na to podać dziesiątki, jeśli nie setki, przykładów: przy wyjściu z metra spotykam znajomą, rodowitą moskwiankę, prowadzącą interesy, mającą kontakty z mafią - bo tam każdy, kto zajmuje się biznesem, musi je mieć - a wiec posiadającą silne oparcie i zaplecze. A ja widzę ją trzęsącą się, rozdygotaną, rozmazaną. Okazuje się, że milicjanci zgarnęli ją z ulicy, bo nie chciała pokazać dowodu, w którym miała 2 tysiące dolarów wpłacone przez klienta. Co z nią robiono w suce, nawet nie chciała mi mówić, zdołała jedynie wykrztusić z siebie, że kiedy prowadzono ja do celi w komisariacie, to na swoje szczęście spotkała na korytarzu naczelnika tego komisariatu, swojego znajomego, który kazał ją zwolnić. Ale gdyby tylko wyszedł on z pokoju minutę później, to…  


Zaiste grubą skórę musi mieć obywatel nowego rosyjskiego imperium…


- Najbardziej szkoda mi tych pierwszych lat rządów Jelcyna, bo był już wtedy taki moment, że milicjant musiał stać się nieco bardziej cywilizowany w stosunku do obywatela. Ale od momentu, kiedy do władzy doszedł Putin, wszystko zmieniło się dosłownie z dnia na dzień. Jednego dnia słyszałam w urzędzie: przepraszam obywatelko, proszę obywatelko, a nazajutrz jakiś potworny gbur odepchnął mnie brutalnie, wrzeszcząc: won, siejczas my zdies.


Po prostu nagle powiedziano im: wy jesteście wszystkim… 


Ta zmiana dotyczy także rosyjskiej polityki zagranicznej. Wystarczy wsłuchać się w język niedawnego prezydenckiego orędzie Dmitrija Miedwiediewa...


- Tak naprawdę Putin i teraz Miedwiediew anulują wszelkie wolności i wszelkie prawa do niepodległości tych wszystkich krajów, które wyrwały się spod sowieckich wpływów. Dzieje się to zaś przy zupełnej bierności przekupnego Zachodu. W konsekwencji mamy nowe linie demarkacyjne, a patrząc na przykład Gruzji, także odrodzoną na nowo możliwość agresji militarnej. Tym samym spełnia się prorocze zdanie, które słyszałam wielokrotnie w Rosji, głoszące, że Putin odkręci ten film. I teraz lepiej dociera do mnie to, o czym nieraz mówili mi żołnierze Specnazu, czyli rosyjskich oddziałów specjalnych: wy się tak nie cieszcie, że myśmy już od was wyszli na zawsze…  


Czy to już spełnienie wielkomocarstwowych ambicji rządzącej korporacja KGB, o której tyle mówi dziś Władimir Bukowski, a wcześniej opisywał ją Aleksander Litwinienko?


- To jest coś o wiele więcej, to jest reaktywacja imperium zła. Czyli takiej rzeczywistości, w której nagromadzenie zła staje się coraz większe i coraz bardziej dopuszczalne w skali społecznej i w skali jednostki.


Jeżeli bowiem aż 17 tysięcy ludzi poddano w Rosji torturom, to iluż było tych, którzy torturowali? Kim są ci kaci? Skąd się bierze ta cała ogromna kadra oficerska, która każdego roku doprowadza do samobójstw ponad 6 tys. żołnierzy?


Otóż wynika to z nieustannej selekcji negatywnej. Im jesteś gorszy, tym jesteś lepszy. Im więcej w tobie łapczywości, złodziejstwa i bezwzględności, tym wyżej zajdziesz.


Dlatego właśnie władcą na Kremlu został Putin. Wcale nie z tego powodu, że był wcześniej taki lojalny wobec mera Petersburga Anatolija Sobczaka, tylko dlatego, że nikt nie był tak zły jak on. I na nikogo nie było tylu „haków”. Putin jest wcieleniem zła. Bo on to zło wymyśla. 


Gdzie zatem we współczesnej Rosji jest miejsce na Boga? Czy wiara jest tym czynnikiem, który może odrodzić tamtejsze społeczeństwo?


- Póki co, większość Rosjan jest tak zatruta narastającym cynizmem i pogardą nawet dla samych siebie, że trudno mówić w ich przypadku o jakiejś głębszej religijności. Bo jeśli ktoś mówi o sobie: Ja rab - niewolnik, ja nikto - nikt, to tylko pokazuje, jak bardzo jest zagubiony. Tak bardzo, że tylko w agresji znajduje realizacje swojego ”ja”.


Ale miejsce dla Boga jest wszędzie i u każdego, także i u tego, który torturował i mordował.


Trzeba tylko zrobić Mu odpowiednie wejście. Bo przez brudny przedsionek Pan Bóg nie wejdzie. I te słowa odnoszą się także do całej dzisiejszej Rosji.


 




 




 




Krystyna Kurczab-Redlich - dziennikarka i reportażystka, wieloletnia korespondentka polskich mediów w Rosji, autorka filmów dokumentalnych o Czeczenii oraz książek „Pandrioszka” i „Głową o mur Kremla”. W 2005 roku na wniosek czeczeńskiej organizacji „Echo wojny”, Amnesty International i Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka jej kandydatura została zgłoszona do Pokojowej Nagrody Nobla.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki