W Warszawie, w małym kościółku św. Benona, tuż za rynkiem Nowego Miasta, od pięciu lat odprawiana jest Msza trydencka. Co niedzielę uczestniczy w niej około stu osób, w różnym wieku. Zdecydowana większość nie pamięta tej liturgii z czasów przedsoborowych. Często „u św. Benona” spotkać można prawicowych polityków, m.in. byłego marszałka Sejmu Marka Jurka. Sporo jest ludzi młodych. Choć atmosfera Mszy trydenckiej daleka jest od luźnego klimatu gitarowo-bongosowego, nie zniechęca ich klasyczna liturgia. Są rozmodleni, sprawnie posługują się dawnymi, łacińskimi mszalkiami. Przy ołtarzu służą wyszkoleni ministranci, a z chóru rozbrzmiewają dźwięki chorału gregoriańskiego. Gdyby nie współczesna architektura prezbiterium, można by myśleć, że jesteśmy w czasach sprzed Soboru Watykańskiego II.
Przez cztery wieki, gdy kapłan sprawował Mszę św., stał tyłem do wiernych, a modlitwy odmawiał po łacinie. Ministranci, obeznani z ministranturą w tym romańskim języku, wykonywali funkcję wiernych. Ci przeważnie tylko dzięki dźwiękom dzwonków dowiadywali się, co w danej chwili działo się przy ołtarzu. We Mszy trydenckiej sporo było momentów ciszy, więcej się też klęczało. Najczęściej kapłan odprawiał „Mszę cichą”, w czasie której ludzie odmawiali różaniec albo inne modlitwy. Bywały też „Msze grane”, czyli z towarzyszeniem organów lub „Msze śpiewane” – najbardziej uroczyste, sprawowane w niedziele i święta. Tak wyglądała Eucharystia od 1570 aż do 1969 roku. Teraz znów może być podobnie. Czy jednak po decyzji Benedykta XVI „stara” Msza stanie się bardziej popularna?
Od dłuższego już czasu media nagłaśniały sprawę. Dużo mówiło się o rzeszy wiernych, którzy z niecierpliwością czekają, aż w ich parafiach księża zaczną odprawiać Eucharystię wg Mszału bł. Jana XXIII. Wiele było obaw, że po ogłoszeniu papieskiego dokumentu Kościół podzieli się na katolików-tradycjonalistów i tych idących z duchem czasu. Jednocześnie wracał obraz Josepha Ratzingera jako „pancernego” kardynała, któremu przede wszystkim zależy na powrocie do tego, co tradycyjne.
Benedykt XVI indult ogłosił. Zacznie obowiązywać od 14 września. Jednak póki co, tłumy wiernych nie ruszyły szturmem do swoich duszpasterzy, aby domagać się odprawiania Mszy trydenckiej. Nic też nie wskazuje, że w najbliższym czasie to się zmieni. – Nie spotkałem się do tej pory z taką prośbą – mówi o. Kazimierz Kubacki, proboszcz parafii św. Andrzeja Boboli w Warszawie. – Wierni spokojnie przyjęli papieski dokument. Nie wywołał on żadnych rewelacji ani sensacji – podkreśla jezuita. Podobnego zdania są księża w diecezji warszawsko-praskiej. Zaznaczają jednak, że gdy zajdzie taka potrzeba, będą starali się spełnić prośbę wiernych.
Z indultu mogą cieszyć się lefebryści, członkowie „Bractwa św. Piusa X”, którzy w 1970 r. odłączyli się od Kościoła katolickiego, zarzucając mu protestantyzację liturgii. Odmówili też zaakceptowania innych ustaleń Soboru Watykańskiego II, zwłaszcza dotyczących kwestii ekumenizmu. W 1988 r. abo Marcel Lefebvre bez zgody papieża wyświęcił czterech biskupów przez co wraz z nimi popadł w ekskomunikę. Nigdy jej jednak nie uznał, gdyż uważał, że działał w stanie wyższej konieczności wobec kryzysu w Kościele, a w takim wypadku prawo kanoniczne zwalnia go z ekskomuniki, nawet gdyby się mylił. Wiele wskazuje na to, że już niedługo lefebryści wrócą na łono Kościoła.
Oprócz Warszawy, Msza trydencka odprawiana jest dziś m.in. w Poznaniu, Krakowie, Lublinie, Bytomiu, Częstochowie, Opolu i Wrocławiu. Reakcja wiernych na papieski indult pokazuje, że raczej nieprędko przybędzie takich miejsc.
Łukasz Krzysztofka
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.









