Z dziejów bezpieki

Kilka tygodni temu poznański Oddział Instytutu Pamięci Narodowej zaprezentował na tamtejszym placu Wolności wystawę prawie 90 plansz ukazujących twarze poznańskiej bezpieki.

Można było obejrzeć same szychy bezpieki, bijącego ramienia Partii na ziemi wielkopolskiej w okresie Polski Ludowej. Ekspozycja ukazała ich akta personalne, przebieg służby,...
Czyta się kilka minut

Kilka tygodni temu poznański Oddział Instytutu Pamięci Narodowej zaprezentował na tamtejszym placu Wolności wystawę prawie 90 plansz ukazujących „twarze poznańskiej bezpieki”.

Można było obejrzeć same „szychy” bezpieki, „bijącego ramienia Partii” na ziemi wielkopolskiej w okresie Polski Ludowej. Ekspozycja ukazała ich akta personalne, przebieg służby, awanse – większość z nich otrzymała stopnie pułkowników. Przechodzili oni zwykle uprzednio „przeszkolenie resortowe” w Wyższej Szkole Oficerskiej nr 3 Centrum Wyszkolenia MSW w Legionowie. W 1990 roku w większości przeszli „w służbie Narodu” na „zasłużoną” emeryturę.

Trochę historii

Już 30 stycznia 1945 roku na poznańskim Łazarzu pojawiła się grupa operacyjna Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego z ppłk. Stanisławem Szotem na czele, licząca prawie 60 funkcjonariuszy. W skład tej pierwszej grupy, mającej za zadanie stworzyć na terenie Wielkopolski struktury aparatu bezpieczeństwa, wchodzili głównie funkcjonariusze z wojewódzkich urzędów bezpieczeństwa w Lublinie i Rzeszowie.

Wojewódzki Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Poznaniu, w ramach przemian w organizacji struktur aparatu bezpieczeństwa, przechodził również wszelkiego rodzaju reorganizacje, zwłaszcza po grudniu 1956 r. W 1983 r. w miejsce istniejących komend wojewódzkich MO powołano wojewódzkie urzędy spraw wewnętrznych, w których znalazły się wszystkie komórki pionu Służby Bezpieczeństwa w dotychczasowym składzie.

W jego skład wchodziło 10 wydziałów o różnym przeznaczeniu. Tak np. Wydział V według stanu z 1954 r.), a Wydział IV według stanu z 1956 r., zajmował się „walką z wrogą działalnością Kościoła i innych związków wyznaniowych”. Współpracował on ściśle z Wydziałem ds. Wyznań, znajdującym się w strukturach władz wojewódzkich.

W opinii służbowej (z lutego 1985 r.) jednego z ostatnich naczelników Wydziału IV i wieloletniego pracownika pionu departamentu IV MSW czytamy:

„Posiada gruntowną znajomość problematyki operacyjnej na odcinku ujawniania i zwalczania sprzecznej z normami konstytucyjnymi i prawnymi pozareligijnej działalności kleru katolickiego. Posiada wymierne osiągnięcia w operacyjnej kontroli duszpasterstwa akademickiego oraz działalności ideologicznej Kościoła prowadzonej wśród młodzieży, a stojącej z gruntu na wrogich pozycjach do naszego Państwa socjalistycznego. Dobre wyniki uzyskuje w rozpoznawaniu działalności innych wyznań religijnych”.

Wydział W – zorganizowany w kwietniu 1955 w ramach Wydziału IX (technika operacyjna), a następnie wydzielony – zajmował się perlustracją korespondencji, czyli przeglądaniem listów i przesyłek pocztowych, zwłaszcza przychodzących z państw zachodnich. Wydział ten posiadał komórki w urzędach pocztowych.

Bez szkoły średniej

Wiele cennych informacji związanych z tematem znajdujemy też w publikacji prof. Henryka Dominiczaka („Organy bezpieczeństwa PRL 1944-1990”, wyd. Bellona 1997) i komentarza Andrzeja Dobosza („Generał w bibliotece”, Izabelin 2002). Komuniści od samego początku swej działalności stworzyli zalążki organów bezpieczeństwa. Oddział wywiadu zbierał dane wywiadowcze o hitlerowskim aparacie okupacyjnym, jak i o polskim wojsku podziemnym oraz o jego zapleczu politycznym. Materiały wywiadowcze z rozpracowań wojskowych i cywilnych komórek podziemnych podporządkowanych rządowi londyńskiemu po wkroczeniu na ziemie polskie Armii Czerwonej posłużyły do licznych aresztowań ich członków.

Prof. Dominiczak na podstawie oficjalnych Akt Archiwum MSW podaje, że w 1950 r. 19 proc. funkcjonariuszy bezpieczeństwa nie miało skończonej szkoły podstawowej, 74 proc. miało świadectwo szkoły podstawowej i tylko 7 proc. szkołę średnią. A zatem oficer UB po czterech klasach mógł zamknąć w piwnicy nawet starostę i przy okazji osiągnąć kolejny stopień.

Praca na zmiany

Autorzy stwierdzają, że mimo wszelkich pokus materialnych przez cały czas PRL-u Służba Bezpieczeństwa nie była w stanie obsadzić wolnych etatów. W 1950 r. w centrali brakowało chętnych na 40 proc. etatów. Mimo to pracowitość towarzyszy przekraczała wszelkie wyobrażenia. W 1954 r. istniało 10 milionów kart osobowych wrogów. Setki pracowników na trzy zmiany czytało całą zagraniczną korespondencję, korespondencję Kościoła katolickiego, „elementu podejrzanego” oraz wybrane losowo 20 proc. pozostałych listów. Korespondencja dostarczała wielu danych do skompromitowania określonych osób (chodziło o sprawy intymne), które wykorzystywano przy werbunkach agentów i informatorów.

Największy wróg – Kościół

Przełom z października 1956 r. zmienił zasadniczo ważne reguły gry: partia w trosce o własne bezpieczeństwo nie przyzwalała już na masowe morderstwa i terror fizyczny (choć to ostatnie tylko do pewnego czasu). Ale już w lutym 1957 r. kierownictwo partii zaczęło pocieszać i hołubić zniechęconych funkcjonariuszy, zachęcając ich do większej bojowości. Na krajowej odprawie SB 14 lutego 1957 r. sekretarz KC Jerzy Albrecht pouczał: „W walce klasowej najpoważniejszą siłę stanowi Kościół katolicki (…) trzeba rozpracowywać jak przedtem wrogo działających księży, gdzie by oni nie byli”.

Gdy w 1966 r. Kościół przygotowywał się do obchodów Milenium, MSW stworzyło swój własny komitet do przeszkadzania w tych obchodach. Przewodniczył mu osobiście minister Moczar, a poza jego wiceministrami w skład wchodzili również: przewodniczący Komitetu Radia i Telewizji Sokorski, minister komunikacji, przewodniczący Głównego Komitetu Kultury Fizycznej oraz wiceminister kultury i sztuki Kazimierz Rusinek.

Już w grudniu 1957 r. SB odzyskała wiarę we własne siły do tego stopnia, że zastępca prokuratora generalnego musiał tłumaczyć się, że wprawdzie wpłynęło 2000 spraw o łamanie praworządności, ale: „rozpatrywaliśmy te sprawy nie z punktu widzenia jakiejś abstrakcyjnej sprawiedliwości i praworządności, lecz z punktu widzenia partyjnego, ustrojowego i politycznego w ogóle”. Tak więc prokuratura odmówiła ścigania funkcjonariusza, który przychodząc na rewizję do domu, zastrzelił człowieka leżącego w łóżku.

Inwigilacja

Prof. Dominiczak podaje, że mimo łagodnych czystek w 1956 roku, 25 proc. funkcjonariuszy miało za sobą służbę w organach od 1944 roku, a 38 proc. przynajmniej dziesięcioletni staż. Nadal czytano nasze listy – w ciągu trzech kwartałów roku 1965 SB skonfiskowało 140 tysięcy listów i paczek, stosowano na szeroką skalę podsłuch telefoniczny i domowy, podglądano, fotografowano i filmowano obywateli z ukrycia. Istniała także samodzielna sekcja „S”, zajmująca się opracowywaniem „środków farmaceutycznych dla celów operacyjnych”. Jednak coraz bardziej rozbudowywane i dofinansowywane organy natrafiały na nieprzezwyciężalne trudności. W połowie lat 60. dyrektor Departamentu Wywiadu Mirosław Milewski tłumaczył zwierzchności, że obserwacja personelu dyplomatycznego PRL na zachodnich placówkach jest bardzo utrudniona, ponieważ dyplomaci dla zaoszczędzenia pieniędzy przebywają głównie w swych mieszkaniach.

W lipcu 1972 r. minister spraw wewnętrznych informował Biuro Polityczne Partii o wzmożonej aktywności „osób o postawach rewizjonistycznych i syjonistycznych, do których należą: Zambrowski, Ochab, Bieńkowski, Herbert, Staszewski”.

W trosce o gospodarkę

Za czasów Gierka Służba Bezpieczeństwa zaczyna intensywnie zajmować się gospodarką. Gdy w latach 40. psuła się stara maszyna, czy pękał pas transmisyjny, ubecy znajdowali ofiarę winną sabotażu. W latach 70. mieli już w swych szeregach inżynierów i techników, których raporty zaczęły zawierać rzeczowe analizy niemądrej polityki inwestycyjnej. Raporty te nie miały żadnego wpływu na decyzje kierownictwa, a równocześnie ci sami ubecy musieli ścigać i prześladować ludzi, którzy wyrażali podobne jak oni opinie na temat gospodarki. Zaczęły się procesy „schizofreniczne”.

Interesująca jest też informacja, że wybór kardynała Wojtyły na papieża bardzo ujemnie wpłynął na morale funkcjonariuszy SB zajmujących się walką z Kościołem. By umocnić ich na duchu, 25.01.1979 r. przybył do gmachu MSW na Rakowiecką sekretarz KC PZPR Stanisław Kania. Oświadczył wówczas towarzyszom: „Obok licznych niepokojów i wątpliwości, jakie przeżywamy w związku z wyborem Wojtyły na papieża, cieszy również pewność, że nie zostanie on przewodniczącym episkopatu polskiego. Aby się to nie stało, prowadziliśmy określoną subtelną działalność”. Sapienti sat!

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 28/2007