Logo Przewdonik Katolicki

Prawda historii

ks. prof. dr hab. Paweł Bortkiewicz TCHR
Fot.

Niedawno w telewizyjnych Wiadomościach usłyszałem sensacyjną informację o tym, że honorowym obywatelem mojego rodzinnego miasta, Jeleniej Góry, jest Adolf Hitler. Informacja była podana w kontekście kłopotów wielu innych polskich miast z obywatelami honorowymi. Remanent tej kategorii obywateli stanął przed niejedną radą miasta w związku z gdańskim kazusem...

Niedawno w telewizyjnych „Wiadomościach” usłyszałem „sensacyjną” informację o tym, że honorowym obywatelem mojego rodzinnego miasta, Jeleniej Góry, jest Adolf Hitler. Informacja była podana w kontekście kłopotów wielu innych polskich miast z obywatelami honorowymi. Remanent tej kategorii obywateli stanął przed niejedną radą miasta w związku z gdańskim kazusem Güntera Grassa.

Otóż, sprawa nie jest chyba tak sensacyjna i zawiła, jak kreują ją media. Z tego, co wiem, Hitler nie był i nie jest obywatelem honorowym Jeleniej Góry. Był tak uhonorowanym członkiem społeczności miasta Hirschberg. Problemem polskich miast, tak jak mojego rodzinnego, było to, że po wojnie Adolf-Hitler-Platz zyskał nazwę placu Bolesława Bieruta, a dopiero po 1989 r. mój dom rodzinny znalazł się na godziwie brzmiącym placu Niepodległości. Nie widzę powodu, by rady miejskie miast położonych na Ziemiach Odzyskanych anulowały uchwały niemieckich urzędów miast, które kiedyś tam istniały. Czym innym jest możliwość rozliczenia się z „bohaterami” powojennymi – Bierutami, Rokossowskimi itp.

Kazus Grassa jest jeszcze innym problemem. O ile ktoś nadając Bierutowi obywatelstwo honorowe wiedział, że nagradza tym zbrodniarza, czynił to pod wpływem strachu. Grassa nagradzano za jego postawę dialogu, pojednania, porozumienia. Było to działanie pod wpływem ignorancji niezawinionej, która znosi odpowiedzialność moralną za dany czyn. Główny problem moralny tkwi zatem w samej psychice niemieckiego pisarza, który wbrew ogólnym zasadom, zamiast pamiętać coraz mniej, pamięta coraz więcej. Problemem jest jednak nie tyle jego pamięć, ile kreowanie się przed laty i przez lata na autorytet moralny. Właśnie w tym sensie rewizja godności i tytułów ma sens. Bo nie jest to remanent nikomu niepotrzebny. Jest to remanent prawdy historii i prawdy naszej tożsamości zarazem. „Pamięć i tożsamość” – warto wracać do tytułu ostatniej papieskiej, poniekąd testamentalnej książki. Nie ma sensu być wychylonym wyłącznie w przyszłość, bez oparcia w przeszłości. Bo można upaść…

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki