Logo Przewdonik Katolicki

Wrzesień 1939-2006

Bp Ignacy Jeż
Fot.

Dla ludzi starszych wiekiem a do takich się zaliczam początek września to co roku przypomnienie tego, co się działo w tych dniach w 1939 roku. To już 67 (!) lat temu. Ale przecież zapomnieć się nie da. Wraca co roku wspomnienie wspaniałej pogody, która panowała prawie przez cały miesiąc. Ale równocześnie wspomnienie strasznych wiadomości, jakie z ust do ust przechodziły,...

Dla ludzi starszych wiekiem – a do takich się zaliczam – początek września to co roku przypomnienie tego, co się działo w tych dniach w 1939 roku. To już 67 (!) lat temu. Ale przecież zapomnieć się nie da. Wraca co roku wspomnienie wspaniałej pogody, która panowała prawie przez cały miesiąc. Ale równocześnie wspomnienie strasznych wiadomości, jakie z ust do ust przechodziły, wzmacnianych plotką, których prawdziwości nie można było w żaden sposób sprawdzić: o nalotach bombowych, o tysiącach ginących pod kulami padającymi z samolotów niewinnych ludzi, ludzi uciekających przed frontem, a potem wracających do domów i opowiadających, co przeżyli po drodze, o niekończących się szeregach jeńców wojennych, żołnierzy branych do niewoli, o zniszczeniu Warszawy i innych miast.

A potem okupacja. Trudno jej obrazy przywracać, bo wielu ją jeszcze pamięta. Inni znają ją z opowiadań bezpośrednich świadków. Należy ona do całości przeżyć tego, co określamy jednym słowem: druga wojna światowa, która zmieniła życie na ziemi. Nie tylko u nas, ale wszędzie na świecie, bo wszędzie upowszechniły się jej skutki. Ogromny, szaleńczy rozwój techniczny i nienadążający za nim rozwój życia moralnego: auta jako przedmiot powszechnego użytku, radio i telewizja, telefony dla wszystkich dostępne, a dziś jeszcze na dodatek „komórki” w rękach nawet małych dzieci, gazety, książki, albumy, filmy, sztuki teatralne w ilościach nie do ogarnięcia, komputery razem z Internetem – to wszystko wśród pogardy dla ludzkiego życia, jako skutek wielomilionowych ofiar minionej wojny, mimo powszechnej troski o zdrowie, o szpitale i specjalistyczne kliniki, mimo powszechnej troski o sport, który ma pomóc ludzkiej tężyźnie ciała. Zmiana, jaka nastąpiła, dotyczy nie tylko form ludzkiego życia, ale samego człowieka.

Gdy po rekolekcjach dla młodzieży gimnazjum, w którym ja sam przed 70 laty zdawałem maturę (mają takie pomysły młodzi katecheci!), zapytali mnie młodzi ludzie o porównanie tej młodzieży z 1932 roku z tą z 2002 roku, odpowiedziałem, że nie ma porównania, bo to jest inny człowiek. Czy oni są lepsi, czy gorsi – ci z dnia dzisiejszego? – nie wiem. Oni są po prostu inni. I gdyby ich dzisiaj postawić przed taką próbą, przed jaką stanęły Szare Szeregi w powstaniu warszawskim, reakcja byłaby chyba taka sama. Mimo że są inni...

Jeśli do zmian, jakie zaszły, zaliczyć też „globalizację”, że to niby cały świat stał się jedną wioską, w której wszyscy o wszystkich wszystko wiedzą, bo padły przecież granice (w dawnym tego słowa znaczeniu) między poszczególnymi państwami i każda wiadomość, dobra czy zła, w tej samej niejako chwili, staje się własnością całego świata – to jesteśmy na pewno na najlepszej drodze, by nawzajem być sobie braćmi, by naprawdę jeden brał brzemię drugiego na swoje barki (Ga 6,2) i by rzeczywiście jeden był Ojciec dla wszystkich ludzi na ziemi.

QFFFQS – quod felix, fastum fortunatumque sit (oby to było szczęśliwe sprzyjające i pomyślne) – jak kończyli starzy Rzymianie swoje życzenia składane drugim.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki