Przede wszystkim moralnie usprawiedliwiona nieznajomość prawa powoduje brak zobowiązania w sumieniu. Jest to powód oczywisty, przypominający ignorancję...
Wypowiada się niekiedy łacińską sentencję, która głosi "dura lex sed lex", co oznacza, że prawo może być twarde, ale pozostaje prawem. W niektórych jednak wypadkach może nastąpić uwolnienie z prawa, które nie powinno kolidować z etyką.
Przede wszystkim moralnie usprawiedliwiona nieznajomość prawa powoduje brak zobowiązania w sumieniu. Jest to powód oczywisty, przypominający ignorancję niezawinioną, która także uwalnia od odpowiedzialności za czyn. Także fizyczna niemożliwość wypełnienia prawa (np. choroba) nie pociąga żadnej winy moralnej w wypadku niezachowania prawa. Warto zauważyć, że mimo oczywistości tego powodu wielu ludzi, kierując się zapewne swoistą formalistyką, wyznaje: "nie byłem na niedzielnej Mszy św. z powodu choroby".
Najciekawszym przypadkiem zwolnienia z wierności prawu jest sytuacja, gdy słuszność moralna dyktuje niezachowanie prawa. Jest to tak zwana epikeia. Oznacza ona sposób roztropnego stosowania prawa pozytywnego w wyjątkowej sytuacji, dokonany w myśl domniemanego zamiaru prawodawcy, a nie według samej litery prawa. Ta litera w nadzwyczajnych okolicznościach, nieprzewidzianych przez prawodawcę, byłaby szkodliwa dla dobra osobistego i wspólnego. Według św. Tomasza epikeia jest korekturą ogólnej ustawy w celu dostosowania jej do wymogów konkretnej sytuacji. Dzięki powiązaniu ze sprawiedliwością epikeia jest cnotą, usprawniającą do działalności na rzecz tego, co sprawiedliwe (odejście od sprawiedliwości legalnej dokonuje się w imię sprawiedliwości ogólnej).
Ponieważ przedmiotem epikei jest słuszne zastosowanie litery prawa, dlatego dotyczy ona tylko prawa stanowionego ludzkiego
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu lub zakup subskrypcję od razu na rok i oszczędź pieniądze.









