Logo Przewdonik Katolicki

Milion w obronie rodziny

Paweł Skibiński
Fot.

18 czerwca ulicami Madrytu przeszła wielusettysięczna manifestacja zwołana w obronie hiszpańskich rodzin. Manifestanci demonstrowali pod hasłem: "Rodzina jest ważna. Dziecko ma prawo do matki i do ojca. Bronimy wolności". Bezpośrednią przyczyną tej masowej reakcji społeczności tamtejszych katolików były projekty rozwiązań prawnych zgłoszone przez hiszpański rząd socjalistyczny Jose...

18 czerwca ulicami Madrytu przeszła wielusettysięczna manifestacja zwołana w obronie hiszpańskich rodzin. Manifestanci demonstrowali pod hasłem: "Rodzina jest ważna. Dziecko ma prawo do matki i do ojca. Bronimy wolności". Bezpośrednią przyczyną tej masowej reakcji społeczności tamtejszych katolików były projekty rozwiązań prawnych zgłoszone przez hiszpański rząd socjalistyczny Jose Luisa Rodrigueza Zapatero.


Na ulice stolicy Hiszpanii wyległy całe rodziny: obok siebie szły wszystkie pokolenia - dziadkowie, dzieci i rodzice. Hiszpańskie rodziny zjechały się dosłownie z całego kraju. Organizatorzy manifestacji, Foro espa?ol de la Familia (FEF - Hiszpańskie Forum Rodziny) szacowali, że demonstrowało około 1,5 miliona ludzi. FEF mogło poza tym pochwalić się poparciem ponad 1000 zagranicznych organizacji pozarządowych, zajmujących się zagadnieniami rodzinnymi i edukacyjnymi. Komentatorzy miejscowi podkreślają, że była to prawdopodobnie najliczniejsza demonstracja od 1976 roku, to jest od zapoczątkowania w Hiszpanii przejścia do demokracji liberalnej.
Nie było to zresztą pierwsze bezprecedensowe dokonanie społecznego ruchu prorodzinnego. Wcześniej "po raz pierwszy w okresie demokratycznym" udało im się złożyć w parlamencie społeczny projekt ustawy, który miałby zarezerwować miano małżeństwa tylko dla związków między kobietą i mężczyzną oraz prawo do adopcji dzieci wyłącznie dla małżeństw. Pod tym projektem podpisało się ponad 700 tysięcy obywateli.

O co im chodzi?


Sobotnia manifestacja miała być apelem do rządu hiszpańskiego oraz do wszystkich sił politycznych w tym kraju, by szanowały prawa rodziny, prawa dzieci oraz wolności obywatelskie wszystkich obywateli, nie tylko mniejszości seksualnych, lecz także osób wierzących.
Organizatorem było Hiszpańskie Forum Rodziny - koalicja złożona z kilku istotnych organizacji pozarządowych, zajmujących się zagadnieniami rodziny. Większość z nich skupia środowiska katolickie. Zwołana przez FEF demonstracja nie miała więc charakteru partyjnego, ale też nie była demonstracją konfesyjnie katolicką. Cieszyła się poparciem m.in. Wielkiego Imama Madrytu, Federacji Wspólnot Żydowskich w Hiszpanii oraz innych wyznań religijnych.
Jednak oczywiste jest, że najistotniejsze było poparcie udzielone manifestacji przez Konferencję Episkopatu Hiszpanii. Poparła ona demonstrację jako "sprawiedliwe wykorzystywanie przez wiernych świeckich swych praw" i wyraziła swe najwyższe zaniepokojenie sytuacją panującą w kraju. Wzięło w niej udział ponad dwudziestu biskupów z całego kraju, m.in. były przewodniczący Episkopatu Hiszpanii, arcybiskup Madrytu kardynał Antonio Maria Rouco Valera.
Bezpośrednią przyczyną zorganizowania tej masowej demonstracji była chęć reakcji na forsowany (i niemal zaakceptowany) projekt ustawy, nadającej związkom homoseksualnym status małżeństw wraz z prawem do adopcji dzieci. Organizatorzy powoływali się przy tym na tekst ONZ-etowskiej konwencji praw dziecka, która stwierdza, że dziecko ma prawo do posiadania i ojca, i matki.
Demonstranci żądali oczywiście natychmiastowego wycofania tego projektu. Jednak ich postulaty nie ograniczały się jedynie do tego punktu. Domagali się realizacji spójnej polityki prorodzinnej, poszanowania przez władze prawa wyboru przez rodziców szkoły dla dziecka, prawa, które zakładałoby poszanowanie życia ludzkiego w całej swej pełni, oraz poszanowania i doceniania prawa do wolności religijnej obywateli.

Nacisk na rząd


Wszystkie te postulaty w otwarty sposób kłócą się ze stanowiskiem zajmowanym przez obecny rząd. Premier Zapatero bowiem oprócz tzw. małżeństw homoseksualnych forsuje rozluźnienie procedur rozwodowych (dodajmy, że niezbyt restrykcyjnych już dziś). Zapowiada też wprowadzenie eutanazji.
Wszystkie te rozwiązania uderzają w same podstawy instytucji rodziny. Demonstranci nie kryli swego oburzenia. Jeden z nich, Jose Ignacio Echaniz, na co dzień szef marketingu niewielkiego wydawnictwa, jeszcze przed rozpoczęciem marszu mówił mi wzburzony: "Przecież teraz łatwiej jest wziąć rozwód, niż wyrzucić kogoś z pracy. Dla nich ważniejsza jest umowa etatowa niż małżeństwo!".
W sferze edukacyjnej natomiast socjalistyczny rząd stosuje brutalny szantaż, grożąc obcięciem dotacji publicznych dla oświaty katolickiej, co znacznie zmniejszyłoby zakres jej oddziaływania. Proponuje też wprowadzenie ścisłej kontroli administracyjnej nad szkołami prywatnymi (tj. głównie katolickimi). Miałoby się to wyrażać m.in. wprowadzeniem kuriozalnego wprost rozwiązania, które pozostawiałoby ostateczną decyzję, jeśli chodzi o wybór szkoły, nie w rękach rodziców, lecz jakichś ciał administracyjnych, które mogłyby arbitralnie zmienić wybór dokonany przez rodzinę. Stąd postulat demonstrantów dotyczący obrony wolności edukacyjnych obywateli.
Organizatorzy demonstracji zdecydowanie formułowali swe oczekiwania. Jeden ze współorganizatorów, Benigno Blanco, przewodniczący Hiszpańskiej Federacji Rodzin Wielodzietnych, mówił m.in.: "Nie będziemy milczeć. Będziemy demonstrować dopóki nas się nie wysłucha. Dziś nic się nie kończy, to dopiero pierwszy krok do tego, by osiągnąć cel, którego nie możemy się wyrzec, nad którego osiągnięciem nie zaprzestaniemy pracować. Jest nim pełne uznanie praw prawdziwego małżeństwa, praw naszych dzieci oraz prowadzenie integralnej polityki poparcia dla rodziny, co sprawiedliwie się nam należy w zamian za całe dobro, jakie rodziny wyświadczają społeczeństwu".

Co dalej?


Demonstracja przebiegała jednak nie w ponurej atmosferze społecznych rewindykacji, lecz raczej radosnego, rodzinnego święta. Nad pochodem, który rozlał się na całe centrum hiszpańskiej metropolii, unosiły się kolorowe baloniki, nastrój demonstrantów był raczej radosny.
Niestety, nadzieje na spełnienie ich postulatów są raczej niewielkie. Wicepremier Hiszpanii, Teresa Fernandez de la Vega, jeszcze w trakcie demonstracji stwierdziła, że "ci, którzy dzisiaj demonstrują, czynią to tylko po to, by wymóc to, by zakazać tego prawa innym". Inni politycy socjalistyczni, komunistyczni i popierający rząd separatyści mówili o "nietolerancji demonstrantów, o manipulacjach opozycji i hierarchii kościelnej" itd.
Na razie manipulacji dopuściła się przede wszystkim policja państwowa, które podała, że demonstrantów było 166 tysięcy. Jeden z dziennikarzy skomentował tę liczbę, pytając ironicznie, czy policjanci policzyli tylko dzieci biorące udział w manifestacji. Zarejestrowano też przypadki utrudniania wjazdu do miasta demonstrantom przybywającym do Madrytu spoza stolicy.
Te wypowiedzi i działania świadczą jasno, że taktyka rządu Zapatero polegać będzie na ośmieszaniu inicjatywy społecznej oraz na próbie jej zbagatelizowania.
Niestety, jak wynika z badań opinii społecznej, większość Hiszpanów popiera propozycje socjalistycznego rządu. Nie dość na tym - także na forum politycznym postulaty demonstrantów nie mogą liczyć na choćby skromne poparcie. Wprawdzie w demonstracji uczestniczyli politycy opozycyjnej Partii Ludowej (PP) - m.in. Angel Acebes, sekretarz generalny partii, poza polityką członek katolickiego ruchu Legionistów Chrystusa - jednak trzeba pamiętać, że ich akces nie ma konsekwentnego charakteru. Ci sami czołowi politycy PP, którzy w sobotę z chęcią deklarowali poparcie dla rodziny, w kwietniowym głosowaniu w hiszpańskim parlamencie opowiedzieli się za ustawą ułatwiającą rozwody - wbrew stanowisku Kościoła i episkopatu oraz wbrew stanowisku organizacji katolickich. Tylko 7 ze 148 posłów PP opowiedziało się wówczas przeciw temu rozwiązaniu.
Być może skutkiem demonstracji było to, iż Senat - izba wyższa Kortezów - odesłał w poniedziałek projekt ustawy o związkach homoseksualnych do ponownego rozpatrzenia w Kongresie. Jednak szanse na jego odrzucenie w izbie niższej są bardzo niewielkie.
W tej sytuacji postulaty wielomilionowej społeczności katolickiej (a nawet szerzej, społeczności wierzących obywateli Hiszpanii) nie znajdą zapewne w najbliższym czasie rzeczywistego poparcia w świecie polityki. Katolicy nie mają dziś reprezentacji politycznej. Bez tego trudno jest zaś wyobrazić sobie powstrzymanie wprowadzenia antyrodzinnych ustaw.
Jednak masowa demonstracja w Madrycie na pewno pomoże hiszpańskim katolikom. Mogli bowiem siebie "policzyć", dowiedzieć się, że nie są sami podczas demonstracji zorganizowanej nie przez partie polityczne, nawet nie przez hierarchię kościelną, lecz przez nich samych. Być może oznacza to, że społeczność katolicka w Hiszpanii budzi się z długiego snu...

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki