Głosiciel Ewangelii nadziei

Maj to tradycyjnie miesiąc święceń i rocznic święceń kapłańskich. Wprawdzie w uroczysty sposób obchodzi się tylko te okrągłe, ale po przekroczeniu 60 lat kapłaństwa każdy następny rok wart jest odnotowania. 7 maja br. minęło 61 lat służby kapłańskiej ks. prof. Mariana Wolniewicza, wybitnego biblisty i popularyzatora Pisma Świętego oraz tłumacza ksiąg Nowego Testamentu i autora...
Czyta się kilka minut

Maj to tradycyjnie miesiąc święceń i rocznic święceń kapłańskich. Wprawdzie w uroczysty sposób obchodzi się tylko te okrągłe, ale po przekroczeniu 60 lat kapłaństwa każdy następny rok wart jest odnotowania. 7 maja br. minęło 61 lat służby kapłańskiej ks. prof. Mariana Wolniewicza, wybitnego biblisty i popularyzatora Pisma Świętego oraz tłumacza ksiąg Nowego Testamentu i autora komentarzy w Biblii Tysiąclecia (Dzieje Apostolskie) i w Biblii Poznańskiej (Ewangelie).

Przez jego szkołę biblijną przeszły całe pokolenia księży diecezjalnych i zakonnych. Jego uczniem był m.in. kard. Zenon Grocholewski, biskupi poznańscy: Juliusz Paetz, Zdzisław Fortuniak, Marek Jędraszewski, Stanisław Napierała i Grzegorz Balcerek, a także bp Edward Samsel z Łomży i bp Antoni Długosz z Częstochowy. W chętnie głoszonych homiliach i rekolekcjach na wnikliwą lekturę Biblii uwrażliwiał też siostry zakonne oraz świeckich. - Głoszenie Ewangelii żywym słowem stało się moją drogą życia - mówi ks. prof. Marian Wolniewicz.

Od ministrantury do kapłaństwa

- Nie przypominam sobie ani jednego momentu, w którym przeżyłbym jakieś szczególne wezwanie do kapłaństwa - wspomina ks. prof. Marian Wolniewicz. - Wszystko odbyło się naturalnie. Jedynym wytłumaczeniem, dlaczego zostałem księdzem jest to, że nie widziałem żadnej innej możliwości, żadnej innej drogi dla siebie.

Z domu rodzinnego ks. profesor pamięta ołtarzyk z figurą św. Antoniego z Dzieciątkiem Jezus i wiszący nad nim obraz Matki Boskiej Częstochowskiej, przy którym wieczorem rodzina odmawiała wspólnie pacierz, w maju Litanię loretańską, a w październiku Różaniec. Kiedy 17 maja 1928 r. przyjął po raz pierwszy Komunię Świętą, wracając na swoje miejsce, miał ochotę "śmiać się i krzyczeć z radości". W tym okresie "pociągała go cisza", lubił się zatem zaszywać m.in. w głębi ogrodu, by "pomedytować w milczeniu i samotności". Religia obecna była też w zabawie. Wraz z rodzeństwem organizował domowe procesje, msze itp. - Najczęściej to ja okrywałem się jakąś narzutą lub obrusem, wyciągałem z kredensu duży kryształowy kieliszek do wina, układałem na ołtarzu książkę i odprawiałem mszę albo przewodniczyłem procesjom. Mówiłem też kazania.

W 1932 r. ks. Wolniewicz przeprowadził się z rodziną na ul. Północną (gen. T. Kutrzeby). Był już wtedy od czterech lat uczniem Gimnazjum św. Marii Magdaleny, w którym wszyscy chłopcy w trzeciej klasie uczyli się ministrantury. Toteż kiedy w wakacje ojciec, zawodowy oficer, zachęcił jego i brata Alojzego, by służyli do Mszy św. w kościele garnizonowym, następnego dnia zgłosili się do kościelnego i zostali przyjęci. Założyli koło ministranckie, któremu jako najstarszy i najbardziej "wyuczony" przewodniczył Marian. "Moje zajęcia w kole ministrantów trwały cztery lata, wypełniały mój wolny czas i niewątpliwie przygotowały w jakimś stopniu moją przyszłość", wspomina ks. profesor w autobiografii. Kiedy w klasie maturalnej (1936 r.) dyrektor zapytał maturzystów, co mają zamiar robić w przyszłości, wyjawił, że wybiera się do seminarium. Wówczas koledzy próbowali namówić go na medycynę, przekonując, że jako lekarz będzie mógł wiele zrobić dla ludzi. - Ale ja mówiłem im i sobie, że jako ksiądz mogę zrobić jeszcze więcej, bo lekarz się ożeni i nie będzie miał czasu, a ksiądz jest wolny i cały czas może ofiarować innym.

Rodzice nie sprzeciwiali się wstąpieniu najstarszego syna do seminarium. Ucieszył się także starszy o 16 lat kuzyn ks. Teodor Korcz, który obiecał pomoc finansową. Wcześniej, w 1934 r., ks. Teodor zabrał Mariana do Częstochowy. "Pierwsze spotkanie z cudownym wizerunkiem przeżyłem tak głęboko, że żadne z późniejszych spotkań nie dorównało mu ani go nie zatarło", zapisał po latach ks. profesor.

Studia na raty

- Z niejednego pieca jadało się chleb teologicznej wiedzy - wspomina ks. senior. Wakacje przed wstąpieniem do Arcybiskupiego Seminarium Duchownego w Gnieźnie (1936 r.) spędził u ks. Teodora - wówczas już proboszcza w Gorzycach Wielkich (pod Ostrowem Wlkp.). - Gorzyce odegrały wielką rolę w moim przygotowaniu do kapłaństwa. Z chwilą wstąpienia do seminarium spędzałem tam wszystkie wakacje. Gorzyce przedłużały i uzupełniały moją formację seminaryjną, ukazując na konkretnym przykładzie życie i pracę duszpasterza na co dzień - podkreśla ks. profesor. Po dwóch latach w Gnieźnie kontynuował studia w Poznaniu do listopada 1939 r., kiedy Niemcy zamknęli seminarium. Przeczekawszy następne dwa lata w Gorzycach, we wrześniu 1941 r. został przyjęty i wyjechał do seminarium księży pallotynów w Ołtarzewie, goszczących kleryków z seminariów zamkniętych przez Niemców. Ale już w grudniu, po aresztowaniu kolegi, wraz z innymi musiał opuścić Ołtarzew. Znalazł schronienie u warszawskich pallotynów. W lutym podjął dalszą naukę w Wyższym Seminarium Duchownym w Sandomierzu, w którym studiowali klerycy z dziesięciu diecezji. Wreszcie 7 maja 1944 r. otrzymał święcenia kapłańskie z rąk bp. sandomierskiego Jana Kantego Lorka. Zachęcony przez niego do dalszych studiów wyjechał na rekonesans do Warszawy, jednak wybuch powstania w sierpniu 1944 r. sprawił, że we wrześniu zamiast studiować biblistykę włączył się w pracę duszpasterską w parafii w Zaleszanach. Wypełniał tam czasami dość niezwykłe misje. Jedną z nich było przygotowanie i udzielenie chrztu Żydówce, która z wdzięczności za ocalenie przez Polaków postanowiła przyjąć katolicyzm. W Zaleszanach nie pozostał długo, bowiem w październiku wyjechał na dalsze studia do Lublina. Na Wydział Teologiczny KUL-u zgłosiło się siedmiu słuchaczy z różnych diecezji. Sale były puste - żadnych ław, tablic itp., tylko dwa pieńki, na nich oheblowana deska jako ława dla studentów i krzesło dla profesora. Jeśli przyszła cała siódemka, ostatni musiał stać. W marcu 1945 r. przerwał studia, by wrócić do wolnej już macierzystej diecezji poznańskiej.

Powroty do biblistyki

Do Gorzyc dotarł w Wielki Piątek. Gorzyczanie witali go z wielkim wzruszeniem - wyjechał stąd jako kleryk, a teraz wracał jako ksiądz, który mógł ich wyspowiadać i odprawić dla nich świąteczne Msze (ks. proboszcz Teodor Korcz był jeszcze w obozie w Dachau). Zaraz po Wielkanocy zgłosił się do dyspozycji biskupa poznańskiego ks. Walentego Dymka i już w kwietniu trafił jako wikariusz kooperator do parafii św. Mikołaja w Lesznie. Po 18 miesiącach ks. biskup skierował go jako nauczyciela religii (prefekta) do Liceum im. J. I. Paderewskiego w Poznaniu. Jednak dwa lata później zlecił mu dokończenie studiów biblijnych w Lublinie. Do Poznania wrócił w 1953 r. jako doktor św. Teologii i podjął pracę w Arcybiskupim Seminarium Duchownym (od 1974 r. PWT, a od 1998 r. WT UAM). Równolegle wykładał biblistykę w seminarium chrystusowców w Poznaniu, w ATK i w jezuickim "Bobolanum" w Warszawie, w seminarium karmelitów w Poznaniu oraz u dominikanów w Krakowie. Pełnił też szereg funkcji w kurii arcybiskupiej, był moderatorem Sodalicji Mariańskiej (1988-1997) oraz diecezjalnym duszpasterzem pracowników nauki (współpracował wtedy z ówczesnym biskupem krakowskim Karolem Wojtyłą). Mimo tylu zajęć zdołał opublikować ponad 250 prac (przekłady i komentarze Biblii, książki, monografie, pomoce duszpasterskie itp.) oraz zredagować wiele dzieł zbiorowych. W 1998 r. został uhonorowany przez abp. J. Paetza nagrodą roku "za wybitne osiągnięcia w dziedzinie kultury chrześcijańskiej".

Za najpilniejsze zadanie dla współczesnych biblistów polskich ks. profesor uważa ekumeniczny przekład całego Pisma Świętego.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 21/2005