Ojciec Święty

Bezradność - to słowo najprostsze i najbardziej oczywiste, gdy spoglądamy na te dni. Ale to słowo zostaje dopełnione szybko innymi - nadzieja i miłość. Bezradność jest wyrazem bólu. Ale ból w tym wypadku potwierdza owo szczególne doświadczenie bliskości. Był i pozostaje dla nas Ojcem. Sam fascynował się tym tematem, pisząc choćby "Promieniowanie ojcostwa". Ale jak to u niego bywało...
Czyta się kilka minut

Bezradność - to słowo najprostsze i najbardziej oczywiste, gdy spoglądamy na te dni. Ale to słowo zostaje dopełnione szybko innymi - nadzieja i miłość. Bezradność jest wyrazem bólu. Ale ból w tym wypadku potwierdza owo szczególne doświadczenie bliskości. Był i pozostaje dla nas Ojcem. Sam fascynował się tym tematem, pisząc choćby "Promieniowanie ojcostwa". Ale jak to u niego bywało - fascynacja tematem była dopełniana świadectwem życia. Sam zatem podjął owo promieniowanie ojcostwa. Jest sprawą niezwykle charakterystyczną, że owo promieniowanie rozciągnął Bóg na całe pokolenie - blisko 27 lat życia. Dla wielu było ono jeszcze dłuższe - od czasu święceń kapłańskich Karola Wojtyły. Jak Ojciec uczył nas spoglądać na ten świat, zadziwiać się prawdą i tajemnicą, nie lękać się, ufać, uczył miłować Chrystusa żyjącego w Kościele (dzięki jego miłości Kościół stawał się taki piękny…), wprowadzał w życie publiczne, gdy najpierw mówił o nas i za nas, ale zawsze po to, byśmy później sami mogli się wypowiadać we własnym imieniu i we własnym domu. Wychowywał do życia w wolności, ale odpowiedzialnej. Trudnej, o czym sam doskonale wiedział. Ale wiedział i pokazywał, że taka wolność jest możliwa. W dodatku potrafił nią zafascynować.

Może nie zawsze widzieliśmy to, co było w nim najbardziej podstawowe. Nie widzieliśmy, bo fascynowało nas jego ojcowskie zabieganie, zatroskanie, jego aktywność. On jednak był przede wszystkim mistykiem. Trwał - choć to wręcz nieprawdopodobne - bardziej po tamtej stronie, Bożej rzeczywistości, niż po tej naszej, ludzkiej. Był mistykiem i świadkiem. Stopniowo oddawał wszystko - swoje siły, nogi, ręce, głos… Krzyżowany pokazywał, że w ten sposób najbardziej żyje już nie on, ale w nim żyje sam Chrystus. Nie sposób było tego nie dostrzec. Nie może zatem dziwić, że naturalnym odruchem serca, tuż po jego śmierci, zaczęliśmy się modlić do Boga za jego wstawiennictwem. Niezależnie od procedur kanonizacyjnych jest przecież takim, jakim jest - Ojcem. I to świętym.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 15/2005