Parę lat temu po występie Kronos Quartet na "Warszawskiej Jesieni" całe miasto oszalało na ich punkcie. Pamiętam, kiedy usłyszałam po raz pierwszy Kronos podczas spotkania...
Parę lat temu po występie Kronos Quartet na "Warszawskiej Jesieni" całe miasto oszalało na ich punkcie. Pamiętam, kiedy usłyszałam po raz pierwszy Kronos podczas spotkania towarzyskiego 10 lat temu. Nikt nie protestował, kiedy wyłączono muzykę rockową i zabrzmiała płyta "Africa pieces", na której zespół grał muzykę współczesnych kompozytorów afrykańskich. Usłyszeliśmy instrumenty smyczkowe w repertuarze tak lekkim, a jednocześnie nie kiczowatym, nie wydumanym, nie śmiertelnie poważnym. Później okazało się, że to nie tylko kwestia repertuaru, ale samego sposobu gry i podejścia do muzyki. Tu nikt nikogo nie oszukuje, w graniu Kronos jest radość i ta radość udziela się słuchaczom.
Penderecki dla więźniów
Dzisiaj Kronos Quartet tworzą: David Harrington (skrzypce), Hank Dutt (altówka), John Sherby (skrzypce) i Jennifer Culp (wiolonczela), która pięć lat temu zastąpiła znaną z wcześniejszych płyt Joan Jeanrenaud. Kronos Quartet gra już 30 lat, dając prawie 200 koncertów rocznie. Wydali 30 samodzielnych płyt, z których każda jest genialna. Siedem razy byli nominowani do nagrody Grammy. Dla kwartetu z Los Angeles powstało już ponad 500 kompozycji! Tylko w tej chwili pisze muzykę specjalnie dla nich czterdziestu pięciu kompozytorów, a wśród nich jest Mikołaj Górecki, który kończy właśnie "III Kwartet" (mają już zresztą w repertuarze także napisany na zamówienie przez Góreckiego "Kwartet smyczkowy"). Oprócz Góreckiego z polskich kompozytorów grają również Pendereckiego i Lutosławskiego. Obszerny repertuar zawiera utwory różnorakich artystów: od Szostakiewicza, Weberna, Bartoka do Astora Piazzolli, Johna Cage'a czy eksperymentatorów jazzowych - Diamandy Gallasa i Theleniousa Manka aż do Franka Zappy i Jimmiego Hendrixa. Oprócz bliskiej współpracy z tytanami współczesnej muzyki klasycznej zamawiają utwory mniej znanych kompozytorów z Afryki, Australii, Japonii czy Argentyny. Występują w najbardziej znanych salach świata, jak Carnegie Hall, Sydney Opera House czy La Scala, ale także w więzieniu San Quentin i w programie "Ulica Sezamkowa". To dlatego, że Kronos Quartet jest instytucją, która ma konkretne zadania: popularyzację muzyki współczesnej.
Minimaliści dla Polaków
W Warszawie nie podliżą się publiczności. Pewnie wychodząc z założenia, że świetnie znamy swoich kompozytorów, przywiozą nam nieco inny repertuar. Przede wszystkim usłyszeć będzie można utwór amerykańskiego minimalisty Terry'ego Rileya "One Earth, One People, One Love", któremu towarzyszyć będzie gra świateł. Nad oprawą wizualną czuwają specjaliści od oświetlenia, których zespół zabiera ze sobą na każdą trasę koncertową. Poza tym usłyszymy utwory Alfreda Schnittke, Steve'a Reicha (też słynny minimalista) oraz Michaela Gordona z Nikaragui i Etiopczyka Getatchew Mekury'ego. Na deser przedstawią własne wersje piosenek islandzkiego zespołu Sigur Ros. Szykuje się uczta dla ucha, bo ta Cudowna Czwórka Klasyki (tak nazwało ich pismo "Rolling Stone", porównując ich do Beatlesów) cokolwiek gra, robi to perfekcyjnie, z wielkim zaangażowaniem i sercem.
Ci, którzy nie trafią 8 lutego do Filharmonii Warszawskiej, mogą zawsze założyć na uszy słuchawki i zamknąć oczy. Wiem, że to nie to samo, ale domowy koncert lepszy jest niż żaden.
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu lub zakup subskrypcję od razu na rok i oszczędź pieniądze.









