Samobójczy temat

Każdy Norweg przeciwny UE wymienia jako podstawowy powód, że nie chce, aby ktoś za niego decydował, a każdy, który jest "za", obawia się silnej Brukseli decydującej o wszystkim.



Norwegia starała się o członkostwo w UE aż cztery razy. W latach 1962 i 1967 veto postawiła Francja, nie chcąc w ówczesnym EWG mieć kraju małego, zacofanego i biednego, do którego trzeba dopłacać. W...
Czyta się kilka minut
Każdy Norweg przeciwny UE wymienia jako podstawowy powód, że nie chce, aby ktoś za niego decydował, a każdy, który jest "za", obawia się silnej Brukseli decydującej o wszystkim.

Norwegia starała się o członkostwo w UE aż cztery razy. W latach 1962 i 1967 veto postawiła Francja, nie chcąc w ówczesnym EWG mieć kraju małego, zacofanego i biednego, do którego trzeba dopłacać. W referendach w 1972 i 1994, to Norwegowie z kolei powiedzieli Unii "nie".

W roku 2004 politycy proponują rodakom przeprowadzenie aż dwóch referendów. Jedno zadecyduje, czy Norwegia w ogóle złoży prośbę o członkostwo, a w drugim, zaraz po zakończeniu negocjacji, Norwegowie wypowiedzą się o członkostwie. Przed największym rozszerzeniem UE Norwegowie są jednak dalej eurosceptyczni i tylko 42 procent jest za członkostwem. Dokładnie tyle ile w kwietniu 1994 roku.

Ropa zmieniła wiele

Latem 1971 r. Norwegia rozpoczęła swoją "przygodę" z ropą. Poszukiwania trwały od 1965 roku, lecz po kilkudziesięciu odwiertach wydawało się, że szelf Morza Północnego jest suchy. Kiedy jednak Norwegowie zasiadali do stołu w pierwszy dzień Świąt Bożego Narodzenia 1969 r., radio i telewizja przerwały programy, podając historyczną wiadomość o znalezieniu bogatych złóż.

Czynne do dzisiaj pole Ekofisk nazywane jest gwiazdkowym prezentem i to jego odkrycie głównie sprawiło, że Norwegowie chcą być za wszelką cenę niezależni, bo czują się samowystarczalni. Nie chcą, by decyzje o nich zapadały w Brukseli, nie chcą dzielić się swoim bogactwem naturalnym, łowiskami, systemem socjalnym i nie chcą, aby ich ziemie wykupywali obcokrajowcy, zwłaszcza niespecjalnie lubiani Niemcy. Norwegowie żądają od UE specjalnych warunków dotyczących eksploatacji zasobów morskich i wyjątków dotyczących rolnictwa. Jak podkreśla każdy norweski rząd, symbolem niezależności małego kraju jest utrzymanie potępianych przez Brukselę polowań na wieloryby.

Jan Henry Olsen pochodzący z północnego Tromsoe, minister rybołówstwa odpowiedzialny za negocjacje w 1994 roku, był przeciwnikiem UE, lecz zmienił front, aby przekonywać sceptycznych rybaków, że warto wejść w skład Wspólnoty. - Oni głosowali na "nie", bo po prostu nie wierzyli, że uzyskaliśmy wyjątkowe warunki, lecz co najważniejsze, nie wierzyli, że Bruksela dotrzyma słowa w przyszłości - wspomina Olsen.

Paragraf samobójczy

Temat członkostwa w UE jest w norweskiej polityce nazywany "paragrafem samobójczym". Żadna partia, która chce wygrać wybory lub mieć dużą reprezentację w Stortingu (parlament) nigdy go nie porusza. Nawet Gro Harlem Brundtland, wygrywając wybory w 1989 roku, nic nie wspominała na temat Europy. Dlatego partie proponują teraz dwa referenda, obawiając się właśnie politycznego samobójstwa.

Przed referendum 1994 r. premier Brundtland prosiła, błagała, a nawet straszyła skutkami izolacji. W efekcie została oskarżona o prowadzenie propagandy strachu. Pani premier planowała nawet zmianę konstytucji i zmniejszenie progu do 75 procent posłów parlamentu, aby w przypadku "tak" Storting zatwierdził członkostwo. "Za" były duże miasta, przemysłowcy i biznesmeni. Na "nie" - regionalna Norwegia, rolnicy i rybacy.

Wbrew propagandzie i przy rekordowej frekwencji wyborczej (aż 88,5 procent) 52,2 procent Norwegów powiedziało "nie". Identycznie jak w tegorocznych sondażach. Referendum odbywało się w dodatku w poniedziałek, aby każdy mógł spokojnie w weekend przemyśleć swoją decyzję. Jest to zresztą norweska tradycja, że żadne wybory nie odbywają się w niedzielę.

Dzisiaj nie ma już Brundtland, a obecny premier Kjell Magne Bondevik powiedział pierwszego kwietnia, że "gdyby referendum było jutro, to powiedziałbym - "nie"". I nie był to prima aprilis. Bondevik dodał jednak, że "właśnie wszedł do pokoju przemyśleń", co oznacza zdaniem norweskiej prasy, że "furtka do Unii została uchylona".

Wybory parlamentarne w Norwegii odbędą się w 2005 roku. I właśnie w tym roku, jak uważa były premier, a obecnie lider popierającej członkostwo Arbeiderpartiet i wychowanek Brundtland Jens Stoltenberg należy przeprowadzić pierwsze z referendów.

Wiedzą wszystko o UE

Norwegowie, pomimo że nie należą do Unii, to wiedzą o niej najwięcej ze wszystkich obecnych i przyszłych członków. Debata publiczna na ten temat trwa nieprzerwanie od 1971 roku. Przed referendum sporej objętości książki wydane przez obie strony za rządowe pieniądze i to w nakładzie aż 1,8 miliona egzemplarzy, w dwóch norweskich językach nynorsk i bokmaal, trafiły do wszystkich skrzynek pocztowych, a Lapończycy otrzymali je nawet w swoim języku "sami".

Na przyszły rok przypada 100-lecie dramatycznego rozwiązania unii ze Szwecją. W 1905 roku w dniach 12-13 sierpnia odbyło się pierwsze norweskie "unijne" referendum. Z 368 tys. uprawnionych do głosowania za utrzymaniem unii i szwedzkiej dominacji głosowały zaledwie 184 osoby. Przed unią ze Szwecją Norwegia w latach 1380-1814 znajdowała się w unii z Danią, a efektem było wprowadzenie duńskiego języka, waluty i zmiany nazwy stolicy z Oslo na Christiania. Obie unie do dzisiaj kojarzone są z okupacją. UE to dla Norwegów kolejna unia, która budzi obawy przed uzależnieniem. Każdy Norweg przeciwny UE wymienia jako podstawowy powód, że nie chce, aby ktoś za niego decydował, a każdy, który jest "za", obawia się silnej Brukseli decydującej o wszystkim.

Patrioci

Patriotyzm Norwegów jest ogromny i na każdym kroku podkreślają, że po kilkuset latach bycia zależnym od kogoś, chcą decydować o sobie sami. Flagi są wszędzie, w ogrodach, na kurtkach, na opakowaniach i kojarzą się z dumną wolnością.

Poczucie niezależności pogłębiła wielka ropa. Dochód narodowy brutto na jednego mieszkańca wyniósł w 2001 roku 45 tys. dolarów. W centrali Statoil w Stavanger stoi ogromny licznik, który zagranicznym gościom pokazuje w realnym czasie ilość wydobytych baryłek i przemnożoną przez cenę dnia sumę zarabianych co minutę pieniędzy. W dodatku eksportowy charakter ma rybołówstwo i trzecia na świecie flota handlowa z aż 1600 statkami.

Prosperująca gospodarka z nieprawdopodobnymi funduszami na koncie naftowym doprowadziła jednak do wyśrubowanej spirali cen i zarobków, ponieważ państwo boi się używać petrodolarów, aby nie doprowadzić do zwiększenia konsumpcji i inflacji. W sąsiedniej Szwecji, która w 1994 roku miała referendum dwa tygodnie przed Norwegami, po 10 latach zmieniło się wiele, chociaż nie zawsze na lepsze. Spadły znacznie ceny żywności i zniesione zostały restrykcje importowe, co stymuluje ogromny handel przygraniczny.

Właśnie do Szwecji jeżdżą Norwegowie na zakupy i w ubiegłym roku wydali w przygranicznych sklepach aż 11 miliardów koron. Podwyżki cen papierosów w Norwegii i obniżki podatków na alkohol w Szwecji już powodują, że aż połowa Norwegów przyznała, iż jeździ na zakupy do sąsiadów, głównie po ponad połowę tańsze mięso i drób, którego do Norwegii można przywieźć tylko trzy kilogramy. Szwedzcy politycy zadowoleni dzisiaj z rozmiarów handlu przygranicznego chętnie podkreślają, że "po norweskim "nie" powstało wiele miejsc pracy, ale... w Szwecji".

- Prędzej czy później Norwegia wejdzie do UE, ponieważ już właściwie jesteśmy w Europie. Poprzez EOG i jako dostawca gazu, od którego Europa jest zależna. Nie można żyć stereotypami sprzed 30 lat, a pozostając na zewnątrz, nie mamy w ogóle wpływu na decyzje podejmowane w Brukseli i to decyzje dotyczące nas - powiedział mi jeden z dyrektorów Statoil. Pragnął jednak zachować anonimowość, bo jak powiedział "temat UE jest dalej tematem samobójczym".

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 18/2004