Król przycwałował późnym popołudniem przez zaśnieżone pola na karym ogierze. Towarzyszyło...
Król przycwałował późnym popołudniem przez zaśnieżone pola na karym ogierze. Towarzyszyło mu czterech jeźdźców odzianych w grube kożuchy i czapy z zajęczego futra.
Gapie nadaremnie czekali jednak na scenę "zabicia" władcy. - Nie godzi się, żeby w taki mróz tarzać chłopaka po śniegu - tłumaczyła Dorota Mąderek, dyrektor Muzeum Regionalnego w Rogoźnie, które zorganizowało inscenizację.
Oszczędzony król pozował tylko do zdjęć pod nazwanym jego imieniem rozłożystym dębem, gdzie według tradycji miał skonać Przemysł. Przy drzewie łopotał czerwony sztandar z białym piastowskim orłem w koronie, który od czasów Przemysła II stał się godłem Polski.
- Czuję się zaszczytnie - odezwał się władca, w postać którego wcielił się Konstanty Sznitko. Na co dzień jest trenerem w rogozińskim Klubie Jeździeckim "Europejczyk".
Przebrany za króla trener razem z miejscowymi notablami zapalił znicz za zmarłego od ran władcę. Znicz postawił też monarsze zastępca burmistrza Rogoźna, Krzysztof Głów. - Nie chcemy żerować na cudzej tragedii, ale historii już nie odwrócimy. Dlatego przypominamy co roku, że to u nas zamordowano króla, żeby przy okazji promować nasze miasto - powiedział nam zastępca burmistrza. Po oficjalnej ceremonii podszedł do ogniska i razem z innymi uczestnikami spotkania upiekł kiełbaskę.
Mieszkańcy Rogoźna zebrali się po raz pierwszy w tym miejscu 8 lutego 1996 roku - w 700. rocznicę zamachu na króla. Odtąd co roku spotykają się w kolejne rocznice "tragedii rogozińskiej", żeby odtworzyć scenę zgładzenia władcy.
Koronowany pod koniec czerwca 1295 roku w gnieźnieńskiej katedrze na króla Przemysł II był pierwszym władcą, który po okresie rozbicia dzielnicowego rozpoczął scalać ziemie polskie - zjednoczył Wielkopolskę i Pomorze Gdańskie. Jego królewskie panowanie nie trwało jednak długo. Siedem miesięcy po koronacji Przemysł przyjechał do Rogoźna, żeby spędzić tutaj kończące karnawał zapusty. W Popielec 8 lutego 1296 roku o świcie do zamku wkroczyli zamachowcy. Ranny król próbował uciekać, ale dobito go pod Rogoźnem.
- Król z załogą musieli poprzedniego wieczoru nieźle popić i dlatego dali się zaskoczyć - tłumaczy Dorota Mąderek.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!











