Europejscy oponenci wojny zabiegają o poprawę stosunków z USA i nie w głowie im przypominanie,...
Europejscy oponenci wojny zabiegają o poprawę stosunków z USA i nie w głowie im przypominanie, że nowi członkowie Unii mogą stać się amerykańskim koniem trojańskim (czy jak pisały gazety niemieckie o Polsce - "osłem trojańskim").
Padło wiele wielkich słów, odbyły się uroczystości. Teraz pozostaje codzienność europejskiego bytowania. A ta nie wygląda wcale różowo. W samych Atenach na Radzie Europejskiej - czyli szczycie przywódców Unii, nie udało się doprowadzić do uzgodnienia najważniejszych założeń przyszłej unijnej konstytucji. Przewodniczący Konwentowi Europejskiemu, były francuski prezydent Velery Giscard d'Estaigne zapowiedział przesunięcie prezentacji projektu europejskiego traktatu konstytucyjnego na szczyt w Rzymie, kończący prezydencję włoską. Oznacza to tyle, że ciągle kraje członkowskie nie są w stanie powiedzieć, czym Unia ma być w przyszłości.
Od 17 kwietnia polscy przedstawiciele zasiadają już w unijnych komisjach i gremiach decyzyjnych Wspólnoty. Jeszcze bez prawa głosu, ale z możliwością zgłaszania własnych uwag i wątpliwości. Na razie ustami premiera poparliśmy koncepcję powołania europejskiego ministra spraw zagranicznych, a w kuluarowych rozmowach przedstawiciele władz zdają się optować za rolą lidera małych państw członkowskich.
Dobrze, że strona polska przerwała wieloletnie milczenie i zabiera głos w sprawach dla Unii najważniejszych. Źle, że odbywa się to kolejny raz bez jakichkolwiek konsultacji czy publicznej dyskusji. Formalnie bowiem Polska będzie jednym z najważniejszych członków organizmu europejskiego. Ale w rzeczywistości nasz głos będzie liczył się tylko wówczas gdy zdołamy uporządkować własne państwo i doprowadzić do rozwoju gospodarczego. W przeciwnym razie wypowiedzi takie, jak stawiający nas pod ścianą głos prezydenta Chiraca, będą się powtarzać, a Polakom pozostaną stosunkowo słabe argumenty dyplomatyczne.
Posprzątać polski dom
Zawołanie Jacka Soplicy: "posprzątać dom dzieci" staje się szczególnie aktualne wobec perspektywy naszego wejścia do Unii. Po drodze mamy wprawdzie referendum i głosowania w parlamentach starych członków Wspólnoty, ale sądzić można, że większość obywateli RP opowie się za członkostwem. Podobnie jak parlamentarzyści państw unijnych. Będzie to wybór z rozsądku a nie z miłości. Warto o tym również pamiętać. O ile jakiś polityczny i ekonomiczny sens mogłoby mieć spowolnienie procesu rozszerzenia, o tyle powiedzenie "nie" Brukseli wyłącznie przez Polaków skutkowałoby izolacją polityczną i ekonomiczną Polski i nieuchronnym zwrotem ku Białorusi i Rosji. A tego nie chcemy. Ale aby członkostwo w Unii Europejskiej Polsce się opłaciło, potrzebny jest wielki proces sprzątania. Sprzątanie to przede wszystkim uruchomienie mechanizmów rozwoju ekonomicznego państwa, a także ukrócenie patologii paraliżujących nasze życie. Przyznam, że nie wyobrażam sobie, aby mógł tego dokonać rząd dysponujący poparciem 12 procent obywateli. Wchodzenie do struktur Europy z Millerem na czele i Rywinem w tle grozi Polsce natychmiastową marginalizacją i zyskaniem mało pochlebnego miana chorego człowieka Europy. Reformy ekonomiczne w wydaniu Grzegorza Kołodki grożą z kolei uznaniem nas za kraj niezdolny do rozwoju. I wreszcie rzecz najważniejsza: wejście do klubu unijnego kosztuje. To co proponuje nam Leszek Miller to pot i łzy: wzrost bezrobocia, masowe upadłości firm, zapaść finansów publicznych. Dryf władzy państwowej i unikanie niezbędnych działań reformatorskich prowadzi do zagrożenia tym, że po roku członkostwa Polacy odrzucą całą elitę polityczną namawiającą nas do przystąpienia do Unii, zastępując ją Lepperem i Giertychem. Potem zacznie się poprawiać, ale tempo poprawy zależeć będzie nadal od sprawności władzy. I obawiam się, że SLD liczy na to, że odda Polskę w ręce populistów, by wrócić w triumfie na fali kolejnego kryzysu.
Trudna Europa
Porządek wewnętrzny łączy się nierozerwalnie z polityką zagraniczną państwa. Jej rola będzie już tylko wzrastać. Tymczasem nie mamy wystarczająco przygotowanych kadr dyplomatycznych i fachowych do tego, by nagle - nieomal z dnia na dzień umiędzynarodowić większą część życia gospodarczego i społecznego. Przyznam, że włos mi się jeży na głowie, kiedy obserwuję kolejne inwazje politycznych "fachowców" na urzędy. Bez chwili refleksji, że za kilkanaście miesięcy jednym z ich głównych zadań będzie rozmowa z partnerami z 24 krajów nowej Unii. W tym twarde negocjacje o pieniądzach. Negocjacje, do których ludzie o mentalności pracowników budżetówki są kompletnie nieprzygotowani.
W Atenach skończyły się uroczystości, debaty i łatwe medialne sukcesy. Od tej chwili zaczyna się dla Polaków ciężka praca nad rzeczywistym zarzuceniem kotwicy w Europie. Cywilizacyjna obecność naszego kraju w świecie Zachodu została definitywnie potwierdzona u stóp Akropolu. Nad tym, czy będziemy w głównym nurcie europejskiej polityki i gospodarki, czy na jej peryferiach, musimy pracować sami. Stoimy przed szansą udziału w budowie tej prawdziwej jedności Europy, o której mówi Jan Paweł II. Jedności cywilizacji, kultury, gospodarki, polityki i religii. Ale pytanie: "jaka Europa" jest ciągle otwarte. Pytanie: "jakiej Europy Polacy potrzebują" pada natomiast zdecydowanie za rzadko.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Zyskaj codzienny dostęp do wartościowych treści, które pomagają lepiej rozumieć świat, wiarę i współczesne wydarzenia — gdziekolwiek jesteś i kiedy tylko chcesz.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Wypróbuj bez ryzyka
Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu i sprawdź wszystkie możliwości serwisu.
Po okresie próbnym subskrypcja kosztuje tylko 19,90 zł miesięcznie.
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.
Subskrypcja roczna

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Najlepsza cena
Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.
- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.













