jakie role już grała, odpowiada z dumą,
że była Matką Boską
Jestem aniołem kucharzem. Chodź, zobacz mój stół - mówi Asia i ciągnie mnie za rękaw. Jej bezpośredniość sprawiła, że czuję się zakłopotany. Asia patrzy na mnie niewinnym spojrzeniem dziecka, choć ma dobrze po czterdziestce. Jest aktorką teatru "Klamra", który tworzą niepełnosprawni umysłowo...
jakie role już grała, odpowiada z dumą,
że była Matką Boską
Jestem aniołem kucharzem. Chodź, zobacz mój stół - mówi Asia i ciągnie mnie za rękaw. Jej bezpośredniość sprawiła, że czuję się zakłopotany. Asia patrzy na mnie niewinnym spojrzeniem dziecka, choć ma dobrze po czterdziestce. Jest aktorką teatru "Klamra", który tworzą niepełnosprawni umysłowo z warszawskiej wspólnoty "Arka" działającej przy klasztorze dominikanów.
Krawat na albę
Odbywa się generalna próba przedstawienia zatytułowanego "Inny anioł". Na ciemnym stole niebiańskiego kucharza bielą się rozsypane pióra. Asia dmucha w nie i się śmieje. - Przecież w anielskiej kuchni muszą być pióra - mówi. Sięga po torebkę i pokazuje mi mąkę.
Aktorzy przebierają się w białe alby. Ich stroje pachną jeszcze świeżą bryzą proszku do prania.
Wysoki, mierzący niemal dwa metry Janusz z bólem rozstaje się ze swym ulubionym czarnym krawatem. Asia zakłada na głowę furażerkę z białego papieru. - Ładna, prawda? Specjalnie poszłam po nią do cukierni - mówi z dumą w głosie.
Teatr z przypadku
Teatr "Klamra" powstał przypadkiem. - Ktoś z nas wpadł na pomysł, aby zrobić jasełka - wspomina Małgorzata Zachaja z warszawskiej "Arki".
"Arka" to chrześcijański ruch założony przez francuskiego filozofa katolickiego Jeana Vaniera. Niepełnosprawni wraz ze swymi opiekunami tworzą wspólnotę: mieszkają pod jednym dachem, razem pracują i spędzają wolny czas. Życie w niej nie polega - jak podkreślają członkowie ruchu - na "jednostronnej pomocy", lecz "wymianie specyficznych darów, które nosi w sobie każda ze stron".
Praca nad przygotowaniem bożonarodzeniowego przedstawienia przygotowanego przez warszawską "Arkę" spodobała się wszystkim. - Okazało się, że to wspaniała zabawa - wspomina Zachaja. To na nią wskazują aktorzy, gdy pytam, kto wpadł na pomysł stworzenia tej niezwykłej grupy teatralnej.
- To ona - mówi, pokazując palcem Marek, niewysoki mężczyzna około pięćdziesiątki. Przechadza się pomiędzy krzesłami okalającymi scenę.
Za dwie godziny sala prowincjalna klasztoru dominikanów przy ulicy Freta zapełni się widownią. - Ja będę sprawdzał zaproszenia - mówi z dumą Marek. W klapie znoszonej marynarki ma wpięty identyfikator z napisem "Teatr Klamra".
Szary Anioł
Na ciemną scenę padają promienie słońca. Aniołowie budzą się, przeciągają, niektórzy jeszcze ziewają. W tle wspaniale gra muzyka. Kwartet złożony z akordeonu, gitary i fletu wspomaga Marek, uderzając rytmicznie w trójkąt.
Aniołowie biorą się do swych codziennych obowiązków: naprawy sandałów, rozwieszania bielizny i pracy w ogrodzie i kuchni. Wszystkie jaśnieją w blasku reflektora, poza jednym ubranym w zielonkawy, staromodny prochowiec. Szemszel, bo tak ma na imię, wydaje się bezczynnie na coś oczekiwać. Jest inny, czasem nerwowy. Nawet mieszkańców nieba dziwi jego odmienność. Nie rozumieją go.
- Czy to analogia do rzeczywistości, w której żyją aktorzy Klamry?
- Myślę, że tak, ale... - nie kończy zdania Magda Kamińska, wysoka brunetka o czarnych oczach. Jest reżyserem przedstawienia. Podchodzi do sceny, by przekazać aktorom swoje sugestie. Przez chwilę słuchają, ale zaraz wszystko robią po swojemu. Nikogo to jednak nie irytuje.
- Sam teatr nie jest najważniejszy - podkreśla Anna Makrzanowska. - Jesteśmy grupą przyjaciół. Chcemy się spotykać, po prostu być z sobą. Nie chcemy robić teatru dla teatru. Nie chodzi tu też o jakąś terapię, to pretekst do przyjacielskiego spotkania - dodaje z przekonaniem. Zbiera ze stołu kartonowe wywieszki. - Muszę je zawiesić na korytarzu, by goście mogli do nas trafić - wyjaśnia.
Niezależni
- Praca jest trudna, bo niełatwo przekazać im swoją wizję - przyznaje Katarzyna Grubek. Za chwilę jednak dodaje, że być może właśnie w tym tkwi siła teatru. Aktorzy współtworzą go, dają samych siebie. - Dlatego pracując nad sztuką, wsłuchujemy się w to, co oni mają do powiedzenia - zapewnia. - To dla nas, bardzo ważne. Oni uczą nas jak rezygnować z własnych, artystycznych aspiracji, które mogłyby ich nam przesłonić - dodaje.
Aktorzy nie tylko tworzą to, co dzieje się na scenie. Ich zadanie nie ogranicza się do interpretacji zadanej roli. Są dosłownie współtwórcami całości. Tematy sztuk są bardzo często wynikiem wspólnych rozmów; są wyrazem tego, co cieszy... i boli, wypływają z naturalnej ekspresji.
- Gdy ustalimy już, co chcemy opowiedzieć widzom, wówczas nasi aktorzy starają się to przedstawić w krótkich, improwizowanych formach teatralnych. Wspólnie o tym dyskutujemy, a następnie wszystko układamy w całą historię - opowiada Katarzyna Grubek.
Grupa teatralna liczy dwadzieścia osób. Nie wszyscy przyszli na próbę. - Nie traktujemy tego jako bezwzględny obowiązek. Jeżeli ktoś nie ma ochoty, to nie przychodzi - mówi Makrzanowska.
Teatr działa już od czterech lat. Gdy pytam Asię, jakie role już grała, odpowiada z dumą, że była Matką Boską.
Listonosz
Kuba w białej albie przemyka na hulajnodze między rzędami krzeseł. Głowę zadarł z dumą do góry. Z jego naznaczonej już zmarszczkami twarzy nie znika radosny, dziecięcy uśmiech. Jego prywatna, srebrzysta hulajnoga jest dziś służbowym pojazdem anielskiego listonosza. Z ramienia urzędnika niebiańskiej poczty zwisa torba z listami.
Szemszel wypatruje go już od dawna. Jednak jazda sprawia Kubie taką frajdę, że chyba zapomina o swoich obowiązkach. Nic dziwnego, marmurowa posadzka sali prowincjalnej jest wręcz stworzona do istnych szaleństw na hulajnodze.
- Kuba nie jeździj tyle, listy... - przypomina pani reżyser, a dla aktorów, zwyczajnie - Magda.
Wreszcie Szemszel doczekał się listów. Otwiera koperty i czyta z zafrasowaną miną. A Kuba? Jego rola już się skończyła. Stoi jakby lekko zasmucony. Przyznaje, że chciałby być prawdziwym listonoszem i nosić dobre wiadomości wszystkim ludziom.
Małgosia wyświetla z rzutnika na białej ścianie listy, które przesyłają do nieba. Są proste i przejmujące. Aniołowie wzruszają się, gdy pojawia się napisany dziecięcą ręką tekst: "Jestem głodny", "Jest mi zimno", "Aniele, stój przy mnie".
W innym liście jest tylko narysowana niepewną linią łódka kołysząca się na falach i muszelka - tęsknota za minionym latem i ciepłą plażą.
Teraz dopiero wszyscy poznają Szemszela, jako wrażliwego i dostrzegającego potrzeby innych.
Pierwszy dom "Arki" powstał w 1964 roku we francuskim miasteczku Trosly, gdzie Jean Vanier zamieszkał z dwoma upośledzonymi mężczyznami: Rafaelem i Filipem. Obecnie w 30 krajach świata funkcjonuje 120 wspólnot. Choć ruch ten powstał na gruncie katolickim, to obejmuje członków innych wyznań, a nawet religii. Jego członkowie chcą świadczyć o tym, że każdy człowiek, niezależnie od stopnia i rodzaju niepełnosprawności, jest pełnoprawna osobą ludzką. - Upośledzeni umysłowo są ludźmi najbardziej umiłowanymi przez Boga. Wsłuchujmy się w ich cierpienie, a przede wszystkim stańmy się dla nich przyjaciółmi. Bo ten, kto przyjmuje słabego, przyjmuje Jezusa - powtarza Jean Vanier.
W Polsce istnieją trzy domy Arki: w Krakowie, Poznaniu i Wrocławiu. Warszawska wspólnota planuje założenie czwartego domu, w którym mogliby mieszkać upośledzeni i ich opiekunowie.
Na zdjęciu: Jean Vanier podczas spotkania z osobami upośledzonymi w poznańskim klasztorze dominikanów.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!









