Wokół Unii



Nawiązując do poprzedniego komentarza, wypada przyznać, że latanie rządu zakończyło się sukcesem. Negocjacje z Unią zostały zwieńczone porozumieniem. I trzeba uczciwie przyznać, że jest to osiągnięcie i sukces rządu i premiera RP. Trzeba też zauważyć, iż główni bohaterowie tych wydarzeń jak dotąd zachowują się elegancko: podkreślając rolę poprzednich rządów,...
Czyta się kilka minut

Nawiązując do poprzedniego komentarza, wypada przyznać, że latanie rządu zakończyło się sukcesem. Negocjacje z Unią zostały zwieńczone porozumieniem. I trzeba uczciwie przyznać, że jest to osiągnięcie i sukces rządu i premiera RP. Trzeba też zauważyć, iż główni bohaterowie tych wydarzeń – jak dotąd – zachowują się elegancko: podkreślając rolę poprzednich rządów, negocjatorów, polityków, rolę Okrągłego stołu i „Solidarności”. To ważne i mądre – nie sposób przecież, po wynegocjowaniu członkostwa w Unii – niszczyć jedności wewnątrz państwa i narodu. Przeciwnie, trzeba tej jedności szukać.

Krok w stronę wejścia do Unii ma wymiar symboliczny. Dodatkowo – data porozumienia, 13 grudnia dla nas, Polaków, pokazuje dobitnie, że w tej symbolice jest wpisana ofiara pokoleń, mądrość porozumienia, cierpienie i śmierć – dotąd nie rozliczone, jakby na zawsze (?) już złożone na ołtarzu historii. Cierpienie i śmierć domagają się przynajmniej szacunku i pamięci.

Krok w stronę wejścia do Unii jest sprawą niewątpliwie historyczną. Mimo tego nie wpadałbym w skrajne mieszanie skal wartości, mówiąc o wydarzeniu na miarę chrztu Polski. Wejście do Unii Europejskiej jest odwrotem od Jałty, jest wyrównaniem krzywd historii (choć przecież nie wyrówna się niczego straconym pokoleniom…), jest działaniem na rzecz przyszłości.

To, co mogło zaniepokoić w finiszu negocjacyjnym, to dyscyplina owych zmagań wręcz sportowych. Rozmowy zostały zdominowane przez dopłaty, pieniądze, subwencje, a najbardziej spornym punktem, o który można się było rozbić w owych pertraktacjach – było mleko krowie… No właśnie, tutaj patos porównania z chrztem Polski chyba trochę pęka i murszeje… Być może w czasach Mieszka też decydował w konkretnych rozwiązaniach jantar czy dostawa oręża, ale… tego nie wiemy. Tutaj natomiast wiedzieliśmy z całą ostrością, że mleko krowie może nam odciąć drogę do Europy, zalać nadzieje i aspiracje… I to właśnie niepokoi. Że w debacie o Unii i miejscu w niej Polski decydującym były dotacje na mleko, a nie wartości. Niestety, ale takie myślenie wcale nie sprawia, że kraina, na temat której toczy się debata, jest mlekiem płynąca. Bez wartości może to być ziemia jałowa...

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 1/2003