Co prawda oficjalnie jest nazywany opatem, co mnie zawsze fascynowało, bo jako żywo nigdy nim nie był – pierwszy klasztor cenobityczny (wspólnoty mnichów) założył św. Pachomiusz. Antoni natomiast szukał Boga w samotności tak konsekwentnie, że kiedy wokół niego zbierała się grupa uczniów lub przychodziło do niego zbyt wiele osób po rady, wstawał i ruszał dalej. Tu rodzi się pierwsze pytanie: czy katolik może uciekać od wspólnoty, i to z takim uporem?
Klucz
Aby rzucić nieco światła na tę kwestię, trzeba dostrzec co najmniej dwa aspekty. Po pierwsze, Antoni nie zaszył się na pustyni z laptopem i starlinkiem, żeby regularnie publikować w sieci opowieści o życiu samotniczym, toczyć wojenki w mediach społecznościowych albo nadrabiać zaległości w oglądaniu seriali. On wszedł w totalne nic, jeśli chodzi o relacje z bliźnimi, kompletną ciszę. A ludzie tamtych czasów byli o wiele lepiej zsocjalizowani niż my, bycie z innymi osobami było jak oddychanie, dawało też poczucie bezpieczeństwa. Zresztą pięknie to oddają słowa św. Benedykta, kiedy został odnaleziony w swojej pustelni przez jednego z diecezjalnych księży. Kiedy ten powiedział do pustelnika: „Wstań, posilmy się, bo dzisiaj jest Pascha”, przyszły święty odparł: „Istotnie, jest to Pascha, bo było mi dane ciebie zobaczyć!” (Grzegorz Wielki, Dialogi II,1,7). Człowiek będący jedynie sam ze sobą odczuwał to jako psychiczny ból, więc samotność Antoniego była jednym z dojmujących elementów jego ascezy i dostrzeżenie tego jest bardzo istotne.
Po drugie, istotniejsze, on rozdał swój pokaźny majątek i wywędrował z rodzinnej wioski, bo takie wezwanie usłyszał od Boga. Jak podkreśla Ysabel de Andia w artykule dołączonym do polskiego wydania żywotu i pism ascetycznych świętego (Źródła Monastyczne 35), podjął on tak radykalną decyzję, będąc posłuszny wezwaniu z Ewangelii, usłyszanemu na liturgii: „Sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a ty pójdź za Mną” (por. Mt 19, 21). Jak dalej pisze badaczka, im dłużej przebywał sam na sam z Bogiem, tym bardziej stawał się Theodidaktos, przez który to tytuł należy rozumieć człowieka, który jest nauczany bezpośrednio przez Boga. Aby jednak osiągnąć taki stan, Egipcjanin musiał do końca życia mierzyć się z nieustannym oczyszczaniem serca i nous – to greckie słowo oznacza dosłownie umysł, ale mnisi używali go, kiedy chodziło im o sposób poznawania i podejmowania decyzji. Kluczowe jednak pozostawało posłuszeństwo wobec tego, do czego wzywał Antoniego Duch Święty. A Ten prowadził go coraz głębiej w pustynię, w coraz pełniejszą samotność, która pozwalała mu na coraz pełniejsze wsłuchanie w Boga i wgląd w siebie.
Odpowiadając na postawione wyżej pytanie: tak, katolik może, a wręcz powinien, jeśli opuszczając fizycznie wspólnotę, w ten sposób spełnia Boże wezwanie. Niedawno miałam przyjemność czytania książek ks. Wayne’a Sattlera, księdza diecezjalnego, który przez wiele lat był, za zgodą swojego biskupa, pustelnikiem. Wrócił do aktywnego duszpasterstwa z powodów zdrowotnych, ale wciąż tęsknił za pustelnią. Kiedy jednak wbrew rozeznaniu próbował odbyć przynajmniej rekolekcje w samotności, wytrwał zaledwie dzień. Jak sam pisał, pokój, który wcześniej był celum (łac. niebo), stał się celą, prawie więzienną. Wyprowadził z tego doświadczenia wniosek, że to Bóg podtrzymuje wybierających życie pustelnicze w tym powołaniu, a kiedy tego wsparcia nie ma, dalsze podążanie tą drogą staje się bezsensowną katorgą.
Znak czasów?
Wyjście Antoniego najpierw na skraj wioski, a potem w głąb dziczy, rozumianej zarówno jako brak ludzkiej obecności, jak i jako ziemie, gdzie spotykani ludzie najczęściej przyjaźni nie są, było prowokacją. Z boku mogło wyglądać na szaleństwo, bo oznaczało radykalne u-Bóstwo – brak stałego dochodu, wystawienie się na niebezpieczeństwo ze strony rozbójników, handlarzy niewolników, zwierząt i chorób, upał dniem i lodowate pustynne noce. Wyrafinowana autoagresja czy samobójstwo na raty? Ani jedno, ani drugie – Egipcjanin zmarł, mając dobrze ponad sto lat, do końca sprawny fizycznie i intelektualnie. Jego ogołocenie sprawiało, że Bóg hojnie go obdarowywał, a im bardziej był ogołocony, tym więcej otrzymywał. Owszem, dzielił się tym z ludźmi przychodzącymi do niego po radę, ale to nie była istota jego powołania. Istotą było doskonałe posłuszeństwo Bogu, a Ten wzywał swojego eremitę do trwania w Jego pokoju.
Tu warto przypomnieć zapiski innego pustelnika, dwudziestowiecznego i swego czasu niesłychanie popularnego – Thomasa Mertona. Jednym z tematów, który często powracał w jego późniejszych książkach, m.in. Zapiskach współwinnego widza, było to, jak błędnym podejściem do życia pustelniczego/kontemplacyjnego jest szukanie jego docześnie rozumianej użyteczności. Z tego punktu widzenia ono jest bezużyteczne; nie generuje żadnego PKB, nawet duchowego i pobożnościowego. Eremita po prostu jest i kocha Boga, który go wyprowadził na pustynię. Owszem, Pan może swojego sługę odwołać z tej warty i posłać do życia aktywnego (od IV wieku dość modne było „polowanie” na cenionych pustelników, by wyświęcić ich na biskupów, wśród wielkich postaci o takiej przeszłości można wskazań św. Bazylego Wielkiego czy św. Jana Chryzostoma), ale zasadniczego bilansu życia jedynie z Panem nie da się podsumować w tabelkach Excela.
Może tu właśnie leży odpowiedź na pytanie, czemu współcześnie coraz więcej osób słyszy wezwanie do życia eremickiego? Są inne, bardziej podręczne odpowiedzi: przebodźcowanie, sekularyzacja hierarchii i jej uwikłanie w politykę, ogólna tendencja do tego, by wszystko było szybkie, łatwe i przyjemne. Moim zdaniem jednak żadna z nich nie mogłaby uzasadnić wyboru życia w samotności, na praktykowaniu modlitwy i ascezy, przy jednoczesnym narażaniu się na samotne mierzenie się z problemami wynikającymi z ubywania w miarę lat sił i zdrowia.
Dla mnie dobrym obrazem wyboru pustelniczego życia jest ewangeliczna scena, w której płynący łodzią apostołowie widzą idącego po falach Jezusa (Mt 14, 24–33). A dokładnie to, co przydarza się św. Piotrowi. Stawia on wszystko na jedną kartę: „Panie, jeśli to ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie”. Jezus mówi mu: „Przyjdź!”, więc apostoł wychodzi z łodzi i rzeczywiście idzie po falach. A kiedy na chwilę traci wiarę, zamiast próbować radzić sobie samemu, woła: „Jezu, ratuj mnie!”, a Pan go wybawia. Kluczowe jest tu założenie, bardzo podobne do tego, które zrobił setnik proszący o uzdrowienie sługi: jeśli to jest Bóg, wszystko jest możliwe, więc dzieją się rzeczy niemożliwe, przynajmniej po ludzku.
Pustelnik, który w swojej samotni staje się człowiekiem coraz bardziej ludzkim, a więc dojrzalszym, łagodniejszym, skupionym na Tym, którego kontempluje, i otwartym na braci, jest znakiem, że po pierwsze, Bóg jest, po drugie, właśnie przechodzi, po trzecie, jest bliski człowiekowi i pragnie z nim bliskiej, intymnej wręcz relacji. A kiedy przychodzi zwątpienie, wystarczy zawołać Go po imieniu i chwycić podaną rękę. Widocznie nasze czasy potrzebują tego świadectwa. A pewnie potrzebują i tych, którzy są Theodidaktoi, dzięki czemu potrafią jasno rozeznać i odważnie wstawić się za tymi, którzy tego rozeznania i wstawiennictwa potrzebują.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













