Zew pustyni

Od kilku lat widoczny jest w Polsce wzrost liczby osób decydujących się na życie pustelnicze. Myślę, że warto zastanowić się nad tym fenomenem, szczególnie że na początku stycznia wspominamy św. Antoniego Pustelnika, pierwszego, który wybrał ten sposób budowania relacji z Bogiem.
Czyta się kilka minut
Klasztor św. Antoniego Wielkiego na Pustyni Arabskiej w Egipcie fot. WIKIPEDIA
Klasztor św. Antoniego Wielkiego na Pustyni Arabskiej w Egipcie fot. WIKIPEDIA

Co prawda oficjalnie jest nazywany opatem, co mnie zawsze fascynowało, bo jako żywo nigdy nim nie był – pierwszy klasztor cenobityczny (wspólnoty mnichów) założył św. Pachomiusz. Antoni natomiast szukał Boga w samotności tak konsekwentnie, że kiedy wokół niego zbierała się grupa uczniów lub przychodziło do niego zbyt wiele osób po rady, wstawał i ruszał dalej. Tu rodzi się pierwsze pytanie: czy katolik może uciekać od wspólnoty, i to z takim uporem?

Klucz

Aby rzucić nieco światła na tę kwestię, trzeba dostrzec co najmniej dwa aspekty. Po pierwsze, Antoni nie zaszył się na pustyni z laptopem i starlinkiem, żeby regularnie publikować w sieci opowieści o życiu samotniczym, toczyć wojenki w mediach społecznościowych albo nadrabiać zaległości w oglądaniu seriali. On wszedł w totalne nic, jeśli chodzi o relacje z bliźnimi, kompletną ciszę. A ludzie tamtych czasów byli o wiele lepiej zsocjalizowani niż my, bycie z innymi osobami było jak oddychanie, dawało też poczucie bezpieczeństwa. Zresztą pięknie to oddają słowa św. Benedykta, kiedy został odnaleziony w swojej pustelni przez jednego z diecezjalnych księży. Kiedy ten powiedział do pustelnika: „Wstań, posilmy się, bo dzisiaj jest Pascha”, przyszły święty odparł: „Istotnie, jest to Pascha, bo było mi dane ciebie zobaczyć!” (Grzegorz Wielki, Dialogi II,1,7). Człowiek będący jedynie sam ze sobą odczuwał to jako psychiczny ból, więc samotność Antoniego była jednym z dojmujących elementów jego ascezy i dostrzeżenie tego jest bardzo istotne.

Po drugie, istotniejsze, on rozdał swój pokaźny majątek i wywędrował z rodzinnej wioski, bo takie wezwanie usłyszał od Boga. Jak podkreśla Ysabel de Andia w artykule dołączonym do polskiego wydania żywotu i pism ascetycznych świętego (Źródła Monastyczne 35), podjął on tak radykalną decyzję, będąc posłuszny wezwaniu z Ewangelii, usłyszanemu na liturgii: „Sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a ty pójdź za Mną” (por. Mt 19, 21). Jak dalej pisze badaczka, im dłużej przebywał sam na sam z Bogiem, tym bardziej stawał się Theodidaktos, przez który to tytuł należy rozumieć człowieka, który jest nauczany bezpośrednio przez Boga. Aby jednak osiągnąć taki stan, Egipcjanin musiał do końca życia mierzyć się z nieustannym oczyszczaniem serca i nous – to greckie słowo oznacza dosłownie umysł, ale mnisi używali go, kiedy chodziło im o sposób poznawania i podejmowania decyzji. Kluczowe jednak pozostawało posłuszeństwo wobec tego, do czego wzywał Antoniego Duch Święty. A Ten prowadził go coraz głębiej w pustynię, w coraz pełniejszą samotność, która pozwalała mu na coraz pełniejsze wsłuchanie w Boga i wgląd w siebie.

Odpowiadając na postawione wyżej pytanie: tak, katolik może, a wręcz powinien, jeśli opuszczając fizycznie wspólnotę, w ten sposób spełnia Boże wezwanie. Niedawno miałam przyjemność czytania książek ks. Wayne’a Sattlera, księdza diecezjalnego, który przez wiele lat był, za zgodą swojego biskupa, pustelnikiem. Wrócił do aktywnego duszpasterstwa z powodów zdrowotnych, ale wciąż tęsknił za pustelnią. Kiedy jednak wbrew rozeznaniu próbował odbyć przynajmniej rekolekcje w samotności, wytrwał zaledwie dzień. Jak sam pisał, pokój, który wcześniej był celum (łac. niebo), stał się celą, prawie więzienną. Wyprowadził z tego doświadczenia wniosek, że to Bóg podtrzymuje wybierających życie pustelnicze w tym powołaniu, a kiedy tego wsparcia nie ma, dalsze podążanie tą drogą staje się bezsensowną katorgą.

Znak czasów?

Wyjście Antoniego najpierw na skraj wioski, a potem w głąb dziczy, rozumianej zarówno jako brak ludzkiej obecności, jak i jako ziemie, gdzie spotykani ludzie najczęściej przyjaźni nie są, było prowokacją. Z boku mogło wyglądać na szaleństwo, bo oznaczało radykalne u-Bóstwo – brak stałego dochodu, wystawienie się na niebezpieczeństwo ze strony rozbójników, handlarzy niewolników, zwierząt i chorób, upał dniem i lodowate pustynne noce. Wyrafinowana autoagresja czy samobójstwo na raty? Ani jedno, ani drugie – Egipcjanin zmarł, mając dobrze ponad sto lat, do końca sprawny fizycznie i intelektualnie. Jego ogołocenie sprawiało, że Bóg hojnie go obdarowywał, a im bardziej był ogołocony, tym więcej otrzymywał. Owszem, dzielił się tym z ludźmi przychodzącymi do niego po radę, ale to nie była istota jego powołania. Istotą było doskonałe posłuszeństwo Bogu, a Ten wzywał swojego eremitę do trwania w Jego pokoju.

Tu warto przypomnieć zapiski innego pustelnika, dwudziestowiecznego i swego czasu niesłychanie popularnego – Thomasa Mertona. Jednym z tematów, który często powracał w jego późniejszych książkach, m.in. Zapiskach współwinnego widza, było to, jak błędnym podejściem do życia pustelniczego/kontemplacyjnego jest szukanie jego docześnie rozumianej użyteczności. Z tego punktu widzenia ono jest bezużyteczne; nie generuje żadnego PKB, nawet duchowego i pobożnościowego. Eremita po prostu jest i kocha Boga, który go wyprowadził na pustynię. Owszem, Pan może swojego sługę odwołać z tej warty i posłać do życia aktywnego (od IV wieku dość modne było „polowanie” na cenionych pustelników, by wyświęcić ich na biskupów, wśród wielkich postaci o takiej przeszłości można wskazań św. Bazylego Wielkiego czy św. Jana Chryzostoma), ale zasadniczego bilansu życia jedynie z Panem nie da się podsumować w tabelkach Excela.

Może tu właśnie leży odpowiedź na pytanie, czemu współcześnie coraz więcej osób słyszy wezwanie do życia eremickiego? Są inne, bardziej podręczne odpowiedzi: przebodźcowanie, sekularyzacja hierarchii i jej uwikłanie w politykę, ogólna tendencja do tego, by wszystko było szybkie, łatwe i przyjemne. Moim zdaniem jednak żadna z nich nie mogłaby uzasadnić wyboru życia w samotności, na praktykowaniu modlitwy i ascezy, przy  jednoczesnym narażaniu się na samotne mierzenie się z problemami wynikającymi z ubywania w miarę lat sił i zdrowia.

Dla mnie dobrym obrazem wyboru pustelniczego życia jest ewangeliczna scena, w której płynący łodzią apostołowie widzą idącego po falach Jezusa (Mt 14, 24–33). A dokładnie to, co przydarza się św. Piotrowi. Stawia on wszystko na jedną kartę: „Panie, jeśli to ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie”. Jezus mówi mu: „Przyjdź!”, więc apostoł wychodzi z łodzi i rzeczywiście idzie po falach. A kiedy na chwilę traci wiarę, zamiast próbować radzić sobie samemu, woła: „Jezu, ratuj mnie!”, a Pan go wybawia. Kluczowe jest tu założenie, bardzo podobne do tego, które zrobił setnik proszący o uzdrowienie sługi: jeśli to jest Bóg, wszystko jest możliwe, więc dzieją się rzeczy niemożliwe, przynajmniej po ludzku.

Pustelnik, który w swojej samotni staje się człowiekiem coraz bardziej ludzkim, a więc dojrzalszym, łagodniejszym, skupionym na Tym, którego kontempluje, i otwartym na braci, jest znakiem, że po pierwsze, Bóg jest, po drugie, właśnie przechodzi, po trzecie, jest bliski człowiekowi i pragnie z nim bliskiej, intymnej wręcz relacji. A kiedy przychodzi zwątpienie, wystarczy zawołać Go po imieniu i chwycić podaną rękę. Widocznie nasze czasy potrzebują tego świadectwa. A pewnie potrzebują i tych, którzy są Theodidaktoi, dzięki czemu potrafią jasno rozeznać i odważnie wstawić się za tymi, którzy tego rozeznania i wstawiennictwa potrzebują.  

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 2/2026