Od 30 lat pracuje Ksiądz w Czadzie. Czy wyjazd na misje był od początku częścią Księdza powołania?
– Misje były we mnie właściwie od dziecka. Zainspirowała mnie książka podarowana przez misjonarza pracującego w Papui-Nowej Gwinei. Wtedy zrodziło się pragnienie, by kiedyś również wyjechać na misje. Po kilku latach pracy kapłańskiej nadarzyła się okazja. W 1995 roku do diecezji rzeszowskiej przyjechali biskupi z Czadu z prośbą o księży. Zgłosiłem się bez wahania.
Jak wygląda życie w Czadzie?
– To jeden z najbiedniejszych krajów Afryki. Większość ludzi utrzymuje się wyłącznie z uprawy roli. Przemysł praktycznie nie istnieje, dlatego poza rolnictwem trudno znaleźć pracę. Dostęp do edukacji, służby zdrowia i czystej wody jest bardzo ograniczony. W Czadzie są tylko dwie pory roku – deszczowa i sucha. Ta pierwsza trwa zaledwie około trzech miesięcy. Od tego, ile spadnie deszczu, zależą późniejsze zbiory, a więc i to, czy ludzie będą mieli co jeść. W porze suchej deszcz nie pada przez wiele miesięcy. Wszystko wysycha. Zostaje tylko goła ziemia, kurz i bardzo wysokie temperatury, które od marca do czerwca dochodzą nawet do pięćdziesięciu stopni w cieniu. Na prowincji niewiele się zmieniło przez ostatnie trzydzieści lat. Ludzie mieszkają w prostych domach z niewypalanej cegły, przykrytych słomą. Całe życie rodzinne toczy się właściwie na podwórku. Ludzie jedzą zazwyczaj raz dziennie, wieczorem, około godziny 20.00. To, co zjedzą wtedy, musi wystarczyć do następnego dnia.
Czy wyjeżdżając na misje spodziewał się Ksiądz, że budowa studni stanie się jedną z najważniejszych form pomocy?
– Nie. Nie miałem pojęcia, że brak wody będzie aż tak wielkim problemem. Wiedziałem coś o Afryce z książek czy z telewizji, ale rzeczywistość przerosła moje wyobrażenia. Zobaczyłem ludzi pijących wodę z błotnistych rozlewisk, w których jednocześnie kąpią się ludzie, piorą ubrania i wchodzą do nich zwierzęta. Ta sama woda służy później do picia.
Dlaczego mieszkańcy nie mogą sami zapewnić sobie dostępu do czystej wody?
– Ponad 65 proc. powierzchni kraju stanowi pustynia. W wielu regionach nie ma rzek. W porze deszczowej ludzie korzystają z wody zgromadzonej w zagłębieniach terenu, ale wystarcza jej tylko na pewien czas. Później kopią płytkie studnie. Wodę można znaleźć już na głębokości kilku metrów, jednak jest jej za mało, aby zaspokoić potrzeby całej wioski. Budowa studni głębinowej z kolei przekracza ich możliwości finansowe. Ludzie żyją z tego, co sami wyhodują. Czasami uda im się sprzedać trochę sezamu albo zwierzę, aby zdobyć pieniądze na leczenie czy opłacenie szkoły dla dzieci. To wszystko.
Ile osób korzysta z jednej studni?
– To zależy od wielkości wioski. Czasem jest to dwieście lub trzysta osób, a czasem kilka rodzin, które dopiero założyły nową osadę. W Czadzie bardzo często powstają nowe wioski. Kiedy w starej zaczyna brakować ziemi pod uprawę, kilka rodzin przenosi się w inne miejsce. Jeżeli nie ma tam wody, taka osada nie ma szans się rozwijać. Natomiast kiedy pojawia się studnia, zaczynają przychodzić kolejni mieszkańcy. Znam miejsca, gdzie początkowo mieszkały dwie lub trzy rodziny, a dziś jest ich już kilkadziesiąt.
Ile studni udaje się wybudować każdego roku?
– To zależy od środków, które otrzymujemy od ofiarodawców. Średnio budujemy około dwudziestu studni rocznie. Współpracuję od wielu lat z tą samą ekipą. Studnie służą przez długie lata. Później mieszkańcy sami dbają o ich utrzymanie. Wiedzą, że jeśli pompa się zepsuje, nie będzie wody, dlatego czują się za nią odpowiedzialni.
Co zmienia studnia w życiu mieszkańców?
– Zmienia właściwie wszystko. Ułatwia życie ludziom i zwierzętom. Woda jest potrzebna do gotowania, prania, mycia i codziennego funkcjonowania. Największą zmianę odczuwają kobiety i dzieci. To one każdego dnia o świcie przynoszą wodę do domu. Noszą ją w pięćdziesięciolitrowych pojemnikach na głowie, często mając jednocześnie na plecach małe dziecko. Studnia w wiosce sprawia, że nie muszą już pokonywać wielu kilometrów. Bardzo zmienia się również sytuacja zdrowotna mieszkańców. Jest mniej zakażeń bakteryjnych, ponieważ ludzie przestają pić zanieczyszczoną wodę. Kojarzymy wszyscy zdjęcia dzieci w Afryce z dużymi brzuszkami – to właśnie przez szkodliwe bakterie w ich jelitach.
Czy budowanie studni jest także formą ewangelizacji?
– Myślę, że tak. Kościół katolicki cieszy się w Czadzie dużym zaufaniem – nie tylko wśród katolików, ale także protestantów i muzułmanów. Nie robimy różnicy, komu pomagamy. Budujemy studnie tam, gdzie są potrzebne. Często słyszę od ludzi: „Wiemy, że ksiądz nie robi różnicy, tylko widzi człowieka i jego potrzeby”.
Po trzech dekadach można powiedzieć, że wybudował Ksiądz setki studni. Czy potrzeby nadal są tak duże?
– Szczerze mówiąc, przestałem już liczyć wybudowane studnie. Kiedyś wydawało mi się, że z czasem próśb będzie mniej, ale jest odwrotnie. Przychodzą ludzie z kolejnych wiosek i proszą o pomoc, a lista oczekujących praktycznie się nie zmniejsza. Nie chcę nikomu dawać fałszywej nadziei, bo wszystko zależy od środków, jakie otrzymujemy od ofiarodawców. Kiedy uda się zdobyć pieniądze, możemy rozpocząć kolejną budowę.
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu lub zakup subskrypcję od razu na rok i oszczędź pieniądze.








