W interesie dziecka czy dorosłych?

Po raz pierwszy we Włoszech sąd uznał, że dziecko może mieć troje rodziców: matkę i dwóch ojców, żyjących w zalegalizowanym za granicą „małżeństwie” jednopłciowym.
Czyta się kilka minut
Il. AI/PK
Il. AI/PK

Transkrypcja – słowo dotychczas raczej nieznane stało się w ostatnich miesiącach przedmiotem kontrowersji. Transkrypcja to wpisanie do rejestru stanu cywilnego danego państwa zdarzeń, które miały miejsce poza jego granicami. W Polsce wzburzenie wywołała konieczność transkrypcji aktów małżeństwa zawartych przez pary jednopłciowe w krajach, w których taka możliwość jest dopuszczalna (pisałem na ten temat w numerze 5/2026). Ostatnio podobna sytuacja zdarzyła się we Włoszech. Tym razem kontrowersje spowodowała konieczność transkrypcji niemieckiego aktu urodzenia, w którym wpisano dziecku troje (!) rodziców. „Idea rodziny zaczyna być głęboko zraniona, dekonstruowana” – stwierdziła w telewizji RAI włoska minister ds. przyrostu naturalnego i równych szans Eugenia Roccella.

Ilu może być rodziców?

Zadajmy wobec tego podstawowe pytanie: ilu dziecko może mieć rodziców? Nasuwająca się odpowiedź – że dwoje – bynajmniej nie jest oczywista. Zawsze były przecież sytuacje, gdy po śmierci jednego z małżonków zawierano ponowne małżeństwo i ten nowy małżonek stawał się prawdziwym rodzicem dla dzieci, wbrew stereotypom o złej macosze i ojczymie. Bywa też czasem podobnie po rozwodzie, czy w sytuacjach dzieci pozamałżeńskich. Pamiętam pogrzeb ojca mojego znajomego, gdy syn w mowie nad grobem dziękował mu, że „chciał być jego tatą” – nie był bowiem jego rodzicem biologicznym. No i oczywiście zawsze istniała adopcja, czyli ofiarowanie rodzicielstwa dzieciom, dla których naturalni rodzice nie mogli, bądź nie chcieli stworzyć domu. To są sytuacje piękne, można powiedzieć: budujące.

Współcześnie zaczęły się jednak pojawiać sytuacje inne, które trudno w ten sposób ocenić. W pierwszym rzędzie wynikają one z rozwoju biologii. Zapłodnienie in vitro było przedstawiane jako oferta dla par mających problemy z zajściem w ciążę bądź z jej donoszeniem. Po pewnym czasie stało się jednak również przedmiotem komercji niemającej nic wspólnego z problemami z płodnością. Wystarczy wspomnieć banki nasienia, w których każda kobieta mogła sobie wykupić plemniki celem zajścia w ciążę w drodze procedury in vitro, przy całkowitej anonimowości ojca dziecka. Następnie pojawiła się surogacja, czyli macierzyństwo zastępcze. Macierzyństwo zastępcze to porozumienie, zgodnie z którym kobieta (tzw. matka zastępcza lub surogatka) zgadza się na donoszenie ciąży i urodzenie dziecka w imieniu innej osoby lub pary.

Tutaj już można zadać pytanie, ilu dziecko urodzone w takiej procedurze ma rodziców i kto tymi rodzicami właściwie jest. Z jednej strony mamy bowiem kobietę, które dziecko rodzi, z drugiej jednak rodzi ona dziecko, które powstało z komórek rozrodczych innych osób. Możemy czasem przeczytać o jakiejś parze celebrytów, którym urodził się syn lub córka i na końcu takiej wiadomości znaleźć informację, że dziecko przyszło na świat w drodze surogacji. W takim przekazie rodzicami są osoby, które dziecko „zamówiły” i udostępniły swoje komórki rozrodcze. W części państw, w tym w Polsce, prawo reguluje tę kwestię jednak inaczej. W 2008 roku wprowadzono do kodeksu rodzinnego i opiekuńczego art. 619, który jednoznacznie stwierdza, iż matką dziecka jest kobieta, która je urodziła. Zakaz surogacji obowiązuje w takich krajach jak: Włochy, Francja, Niemcy, Austria, Szwecja, Norwegia i Szwajcaria, jest ona natomiast legalna m.in. w Rosji, Grecji, Wielkiej Brytanii, Armenii, Finlandii, USA, Czechach, Meksyku, Indiach, Tajlandii czy Ukrainie.

Problemy z surogacją

Trzeba jasno powiedzieć, że mamy tutaj do czynienia z sytuacją inną jakościowo niż te pozytywne wspomniane na początku. Tam jest jasne rozróżnienie między rodzicem biologicznym a rodzicem, który staje się nim na podstawie swej własnej decyzji. Tutaj już troje osób można nazwać rodzicami biologicznymi. Jak się jednak okazuje, rodziców biologicznych może być jeszcze więcej. W 2015 roku w Wielkie Brytanii wprowadzono procedurę, w której plemnik pobrany od ojca i jądro komórkowe pochodzące z komórki jajowej pierwszej matki wprowadzane są do komórki jajowej bez jądra, należącego do drugiej matki. Celem tej procedury jest wyeliminowanie choroby dotykające mitochondriów komórkowych. Dziecko ma więc w takiej sytuacji troje rodziców biologicznych, a jeśli by skorzystano z usług surogatki, byłoby ich czworo – trzy matki i jeden ojciec.

Możliwa jest sytuacja, w której rodziców jest jeszcze więcej. Otóż niektóre pary zamawiające surogację nie mogą przekazać swych własnych komórek rozrodczych, gdyż są one za słabe. Wtedy w grę wchodzą komórki od anonimowych dawców. W skrajnej sytuacji rodziców byłoby więc pięcioro: ci, którzy przekazali komórki rozrodcze, kobieta które była surogatką i ci, którzy dziecko zamówili. Ci ostatni nie byliby wprawdzie rodzicami biologicznymi, ale oni właśnie byliby traktowani jako rodzice „prawdziwi”.

Prawo do informacji

Jakie są skutki takiego manipulowania rodzicielstwem? Tak naprawdę dopiero przekonamy się o tym w przyszłości, gdy więcej dzieci w ten sposób poczętych i urodzonych wejdzie w wiek nastoletni. Z doświadczeń dotyczących adopcji wiadomo na przykład, że dzieci chcą znać swoich rodziców naturalnych, niezależnie od tego, że są wychowywane w kochających rodzinach. Z tego właśnie powodu ponad 20 lat temu zmieniono ustawę o aktach stanu cywilnego, umożliwiając osobom, które zostały adoptowane, otrzymanie pierwotnego aktu urodzenia (wcześniej nie było to możliwe). Nie będzie więc niczym zaskakującym, jeśli podobne pragnienia będą żywić osoby urodzone przez surogatki czy poczęte nasieniem anonimowego dawcy. W Niemczech zresztą taka sytuacja już się zdarzyła w 2013 roku. Młoda kobieta, dowiedziawszy się, że mężczyzna, który ją wychowywał, nie jest jej biologicznym ojcem, rozpoczęła poszukiwania ojca w placówce, w której jej matka poddała się sztucznemu zapłodnieniu od anonimowego dawcy. Wyższy Sąd Krajowy w Hamm (Nadrenia-Północna Westfalia) orzekł, że ma prawo do takiej informacji.

Trzeba jeszcze wspomnieć o zdarzających się nadużyciach. Wiadomo, że nadużycia mogą zdarzyć się w każdej dziedzinie, jednak tutaj ich skutki mogą być wręcz niewyobrażalne. Procedura in vitro prowadzi często do ciąż mnogich. Zdarzyła się więc sytuacja, gdy kobieta surogatka była zmuszana do aborcji jednego z trojaczków, ponieważ zamówienie opiewało na co najwyższej dwójkę dzieci, a nie na trójkę. Głośnym echem odbiła się sytuacja z Holandii, w której okazało się, że pewien mężczyzna jest ojcem ok. 500-600 dzieci. Mężczyzna sprzedawał swoje nasienie różnym klinikom, zatajając informację, ile razy nasienie zostało już wykorzystane. Jest więc bardzo realna obawa, że w Holandii, która jest przecież małym krajem, w związki będą wchodzić nieznające się rodzeństwa z wszystkimi tego konsekwencjami. Jak więc widać, manipulowanie pojęciem rodzicielstwa nie jest kwestią ostatnich miesięcy – tyle, że wcześniej działo się to na poziomie biologicznym, teraz zaś wkracza na poziom formalno-prawny.

„Wspólny projekt rodzicielski”

Sprawa, która wywołała protesty we Włoszech, dotyczy czteroletniego chłopca, który urodził się w Niemczech. Dziecko zostało poczęte bez uciekania się do sztucznego zapłodnienia. Jego matka jest przyjaciółką pary mężczyzn mieszkających w tym kraju, którzy zawarli tam związek małżeński. Jeden z mężczyzn jest biologicznym ojcem chłopca, a drugi – pochodzenia włosko-niemieckiego – uzyskał zgodę niemieckiego sądu na uznanie dziecka za swojego syna, zgodnie z tamtejszym prawem dopuszczającym adopcję przez pary jednopłciowe.

Po uzyskaniu niemieckiego aktu urodzenia, para mężczyzn wystąpiła do włoskiego urzędu stanu cywilnego w Apulii o transkrypcję dokumentu, by uznać ich ojcostwo także we Włoszech. Wniosek pierwotnie został odrzucony, gdyż urzędnicy podejrzewali, że dziecko mogło zostać urodzone przez surogatkę, co we Włoszech nie jest dopuszczalne. Sąd w Bari ostatecznie nakazał transkrypcję aktu urodzenia, stwierdzając że nie ma dowodów na udział surogatki. Sąd oparł się na opinii wydanej przez niemieckie służby socjalne. W opinii można było przeczytać, że obaj ojcowie „sprawują władzę rodzicielską nad dzieckiem, które od urodzenia mieszka z nimi” oraz że „dziecko utrzymuje kontakt z obiema rodzinami biologicznymi, w tym z dwójką rodzeństwa z tej samej matki”, ponieważ „obie rodziny regularnie się odwiedzają”, mimo że mieszkają w różnych miastach.

Agencja informacyjna włoskiego episkopatu SIR podkreśliła, że orzeczenie sądu w Bari rodzi pytania wykraczające poza sferę prawną. Adwokat dwóch mężczyzn mówiła o „wspólnym projekcie rodzicielskim”, jakby to było „niemal menedżerskie porozumienie między stronami, które mają wspólny cel”. „Jednak poczęcie człowieka – podkreśla agencja w swym komentarzu – nie jest projektem między równymi sobie. Mówienie o «projekcie» oznacza przesunięcie punktu ciężkości z dziecka – które przychodzi na świat, nie wybierając tego – na dorosłego, który chce je mieć. Dziecko przestaje być darem, a staje się wynikiem planowania. Nie jest to tylko wpadka językowa: jest to redefinicja aktu prokreacji w kategoriach subiektywnej woli i umowy”. Matka biologiczna „urodziła syna przeznaczonego, na mocy wcześniejszej umowy, dla innych”. Słuszne jest zatem pytanie: „czy ta struktura została zaprojektowana w interesie dziecka, czy w interesie otaczających je dorosłych?”.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.

Co otrzymujesz w subskrypcji?

- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów

- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym

- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej

- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online

- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży

- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF

Najlepsza cena

Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.

- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł

↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 27/2026