Sport i polityka

Nie licząc wiernych kibiców, ludzie dowiadują się o znaczeniu sportu przy okazji wielkich zawodów. Także wtedy nie zawsze chodzi o sportowe wyniki, a częściej o polityczną otoczkę.
Czyta się kilka minut
Występ latynoamerykańskiego wokalisty Bad Bunny’ego podczas finału meczu futbolu amerykańskiego NFL Super Bowl 60 pomiędzy Seattle Seahawks i New England Patriots na stadionie Levi’s, 8  lutego 2026 r. w Santa Clara w Kalifornii fot. Kevin Sabitus/ Getty Images
Występ latynoamerykańskiego wokalisty Bad Bunny’ego podczas finału meczu futbolu amerykańskiego NFL Super Bowl 60 pomiędzy Seattle Seahawks i New England Patriots na stadionie Levi’s, 8  lutego 2026 r. w Santa Clara w Kalifornii fot. Kevin Sabitus/ Getty Images

Przyznam, że trochę mówię o sobie, bo nie jestem przesadnym fanem sportu. Lubię za to obejrzeć rywalizację w niektórych dyscyplinach, a to dlatego, że są naprawdę imponujące (widział ktoś z Państwa Ilię Malinina i jego salto… na łyżwach?). Inne mają w sobie jakiś element nostalgii, np. gdy olimpijskie srebro zdobywa skoczek narciarski, od razu przypominają się piękne czasy małyszomanii. Widz taki jak ja zatrzymuje się na niezwykłych wyczynach, ale też spektakularnych upadkach, jak koszmarny wypadek narciarki alpejskiej Lindsey Vonn. Zdarzają się i zabawne błędy, jak ten amerykańskiej bobslejowej czwórki: w trakcie rozpędzania się jeden z zawodników poślizgnął się i nie udało mu się na czas wskoczyć do boba. Spowodowało to reakcję łańcuchową i w efekcie jedynie pilot dojechał do mety. Myślę, że wielu z nas uśmiechnie się nawet do całych dyscyplin. Bo czyż nie jest dla nas egzotyczny curling, którego zasady są proste, acz potrzeba niezłych umiejętności, żeby za pomocą szczotek doprowadzić kamień we właściwe miejsce? Jeden z Amerykanów robił to tak żarliwie, że ową szczotkę złamał, a do historii przejdzie rzut Niklasa Edina, który wybił z „domu” aż trzy „czajniki” przeciwnika, jak żartobliwie nazywa się kamienie w tej grze.

Igrzyska politycznie sterylne

To, że nawiązałem do sportów zimowych, wynika oczywiście z powodu trwających wciąż XXV Igrzysk Olimpijskich w Mediolanie i Cortinie. Dla Włochów, którzy ostatnie igrzyska zorganizowali równo 20 lat temu w Turynie, to już trzeci raz, gdy są gospodarzami tych zawodów (letnie zorganizowali raz, w 1960 roku w Rzymie). Warto zakończyć tę wzmiankę z historii olimpizmu faktem, że pierwsze zimowe igrzyska we Włoszech odbyły się również w Cortinie d’Ampezzo w 1956 roku, ale to miejsce miało gościć igrzyska 12 lat wcześniej. Wszelkie rozgrywki olimpijskie były jednak w tamtym czasie oczywiście odwołane z powodu II wojny światowej. Dobrze, że tak się stało z jeszcze jednego powodu: zapewne faszystowskie Włochy wykorzystałyby je propagandowo, tak jak zrobili to naziści w przypadku igrzysk w Berlinie w 1936 roku. Oto zatem moment, kiedy wraz z historią na olimpijskie areny wkracza polityka, choć dziś w formie sterylnej. Dlaczego? Otóż Międzynarodowy Komitet Olimpijski (MKOl) wkłada wiele wysiłku w to, żeby podczas trwania zawodów nie dochodziło do żadnych manifestacji politycznych.

Po II wojnie światowej igrzyska olimpijskie wielokrotnie stawały się areną takich manifestacji, mimo że idea olimpizmu zakłada neutralność sportu. W realiach zimnej wojny sport był silnie związany z ideologiczną rywalizacją między Wschodem a Zachodem. Jednym z najbardziej znanych przykładów są bojkoty igrzysk: w 1980 roku wiele państw zachodnich, z USA na czele, zrezygnowało z udziału w igrzyskach w Moskwie w proteście przeciwko interwencji ZSRR w Afganistanie. Cztery lata później kraje bloku wschodniego odpowiedziały bojkotem igrzysk w Los Angeles. Decyzje te miały charakter czysto polityczny, a ich konsekwencje najbardziej odczuli sportowcy pozbawieni szansy startu. Innym głośnym przykładem była manifestacja amerykańskich lekkoatletów Tommiego Smitha i Johna Carlosa podczas ceremonii medalowej w Meksyku w 1968 roku, kiedy wykonali gest „Black Power” w proteście przeciwko rasizmowi. Choć wydarzenie miało miejsce w czasie zimnej wojny, stało się symbolem powojennych protestów sportowców na igrzyskach.

MKOl konsekwentnie próbuje ograniczać takie działania. W Karcie Olimpijskiej zawarto zakaz manifestacji politycznych, religijnych i ideologicznych na arenach sportowych, podium oraz podczas ceremonii. MKOl argumentuje, że celem tych zasad jest ochrona jedności igrzysk i zapobieganie konfliktom między państwami. Jednocześnie w ostatnich latach Komitet nieznacznie złagodził swoje stanowisko, dopuszczając wypowiedzi sportowców poza oficjalnymi ceremoniałami.

L’Italia è bellezza

Dlatego ceremonia otwarcia obecnych igrzysk nie iskrzyła politycznym napięciem, a była wielką reklamą Włoch jako kraju, w którym tworzy się piękną sztukę. Ceremonia odbyła się 6 lutego na słynnym stadionie San Siro w Mediolanie (który po igrzyskach i wiosennej rundzie piłkarskiej Serie A zostanie zburzony), a równocześnie w innych miejscach: Livigno, Predazzo i Cortina d’Ampezzo – co było pierwszym takim przypadkiem w historii zimowych igrzysk. Główne widowisko nosiło tytuł Armonia („Harmonia”) i podkreślało ideę jedności, różnorodności i wspólnego świętowania sportu i kultury. Na scenie pojawili się m.in. Mariah Carey, Laura Pausini i Andrea Bocelli. Trzeba przy tym powiedzieć, że Carey wypadła dość średnio, beznamiętnie wykonując słynny włoski przebój Volare. Sami Włosi zaprezentowali się za to perfekcyjnie: choreografie, prezentacje folkloru, odniesienia do designu i historii Włoch oraz nowoczesna oprawa świetlna i muzyczna robiły wrażenie. W pochodzie reprezentacji uczestniczyło około 2,9 tys. sportowców, maszerujących w miejscach, gdzie będą rywalizować. Następnie prezydent Włoch Sergio Mattarella oficjalnie ogłosił igrzyska za otwarte, a olimpijski ogień rozpalono dwukrotnie: w Mediolanie i w Cortinie d’Ampezzo, co symbolizowało połączenie miasta i górskiego regionu.

Nie dało się jednak zaplanować reakcji widowni na niektórych polityków. Najbardziej negatywną otrzymał wiceprezydent USA J.D. Vance, a buczenia nie zdołało wyciszyć nawet zwiększenie głośności muzyki. Podobnie gwizdy usłyszano także podczas wejścia reprezentacji Izraela, wygwizdywanie było słyszalne szczególnie w Mediolanie. Z kolei aplauz otrzymała reprezentacja Ukrainy (ukraiński skeletonista Władysław Heraskewycz nosi kask ze zdjęciami sportowców poległych na wojnie z Rosją). I to tyle. Wprawdzie zimowe igrzyska są zawsze bardziej stonowane niż letnie, ale po odważnej oprawie zawodów w Paryżu spodziewano się także mocnych akcentów. Parę osób zżymało się jedynie na nietypowy kształt olimpijskiego znicza, przypominający… oko Saurona, niektórym sportowcom zarzucano obnoszenie się z symbolami LGBT. Polityczną, choć sprawiedliwą decyzją jest także kolejny rok nieobecności na arenach zawodników z Rosji i Białorusi, którzy występują ewentualnie pod neutralną flagą. MKOl zapewnia, że wcześniej zostali dokładnie sprawdzeni: nie mogą wywodzić się z wojskowych klubów sportowych, wspierać reżimów w swoich krajach, co więcej, przeszukane zostały ich profile w mediach społecznościowych, a najmniejszy wyraz sympatii wobec Putina i Łukaszenki kończyłby się niedopuszczeniem do  igrzysk.

Dyskusje wzbudzała za to inna kwestia: do zimowych igrzysk dopuszczono trzy nowe kraje: Benin, Gwineę Bissau oraz Zjednoczone Emiraty Arabskie. Nie kojarzą się z zimowymi sportami, prawda? Sprawa wygląda jednak tak, że coraz mniej krajów będzie się z nimi kojarzyć przez globalne ocieplenie. Naukowcy mówią, że tylko kilkanaście państw na ten moment posiada naturalną zimową infrastrukturę, by organizować igrzyska w lutym, jak to się przyjęło. Jedni postulują przesunięcie ich na styczeń, co do tej puli dodałoby kilka krajów. Olimpijczyków czeka zatem decyzja, czy nie odejść od  zasady, że zimowe igrzyska odbywają się na lodzie i śniegu, a w zamian dodać kilka halowych rozgrywek. Wtedy zainteresowanie tymi zawodami na pewno by wzrosło.

Miłość wygra z nienawiścią

Przenieśmy się teraz na drugą stronę Atlantyku. Tam tradycyjnie odbył się Super Bowl, czyli finałowy mecz o mistrzostwo w futbolu amerykańskim. To dyscyplina, która nie wzbudza może w Europie dużego zainteresowania, ale samo wydarzenie przyciąga za to kulturalnym przerywnikiem pomiędzy połowami meczu. Podczas przerwy uwagę przykuło widowisko (halftime show), które odbyło się na stadionie Levi’s Stadium w Santa Clara.

Głównym wykonawcą był portorykański gwiazdor Bad Bunny – pierwszy w historii latynoski artysta solo, który stał się główną postacią tego show. Niedawno otrzymał on też nagrodę Grammy, co stało się okazją, by w czasie wystąpienia po jej odebraniu wypowiedzieć się przeciwko oddziałom ICE, brutalnie obchodzącym się w USA z imigrantami. Benito Antonio Martínez Ocasio, bo tak naprawdę się nazywa ów artysta, nie zamyka się tylko w obrębie swojego gatunku muzycznego – latin trapu. W trakcie koncertu Bad Bunny wykonał swoje największe przeboje, łącząc reggaeton, latin trap i energiczne rytmy, które porwały zarówno tłum na stadionie, jak i miliony widzów przed telewizorami. Towarzyszyły mu specjalne występy gościnne, m.in. Lady Gagi i Ricky’ego Martina, co dodało programowi dodatkowej gwiazdorskiej energii i różnorodności muzycznej. Wstępne szacunki wskazują, że jego pokaz przyciągnął ponad 135 mln widzów na całym świecie, co czyni go rekordowym pod względem oglądalności spośród wszystkich dotychczasowych halftime shows. Artysta wplótł w swój występ elementy kultury latynoskiej, tworząc pełne barw i symboliki widowisko. W finale na ekranach stadionu pojawiło się hasło The only thing more powerful than hate is love („Jedyne, co jest silniejsze od nienawiści, to miłość”), a sam artysta zakończył show, trzymając piłkę z napisem Together, we are America, odwołując się do wspólnoty ponad różnicami językowymi i kulturowymi. Podczas występu, co też istotne, posługiwał się głównie językiem hiszpańskim.

Nie trzeba było długo czekać na reakcję prezydenta Donalda Trumpa. Dla tych, których twórczość Bad Bunny’ego nie przekonuje, konserwatywna organizacja Turning Point USA zorganizowała „kontr‑koncert”, transmitowany równolegle z oficjalnym halftime show. W „All‑American Halftime Show” udział wzięli m.in. Kid Rock, Brantley Gilbert, Lee Brice i Gabby Barrett, artyści utożsamiani z klimatem muzyki rock i country, a politycznie klakierzy Trumpa. Sam prezydent grzmiał na swojej platformie społecznościowej: „Pokaz w przerwie meczu Super Bowl jest absolutnie okropny, jeden z najgorszych w historii! Nie ma sensu, jest obrazą dla wielkości Ameryki i nie reprezentuje naszych standardów sukcesu, kreatywności ani doskonałości”. Dalej insynuował, że nikt tego występu nie zrozumiał, a tańce były niemoralne (swoją drogą ciekawe, jak Trump zobaczył ten występ, skoro równocześnie miał swój koncert dla „prawdziwych” Amerykanów?). Już teraz mówi się, że tak ostra reakcja może wpłynąć na tzw. wybory połówkowe, które w USA odbędą się już niedługo. Latynosi bowiem dotychczas w dużej mierze głosowali na partię konserwatywną, teraz ten trend się odwraca. Jak widać, sport i politykę łączy rywalizacja. Wolę jednak tę na sportowych arenach, a na nich hasło o tym, że od nienawiści mocniejsza jest miłość.  

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 8/2026