Wstyd jest emocją, która pojawia się wtedy, gdy przekraczane są nasze granice. Ja osobiście – ale myślę też, że wiele osób w Kościele – odczuwam wstyd z powodu afery związanej z Marko Rupnikiem. Oprócz bólu i poczucia niesprawiedliwości często pojawia się wstyd, bo działała wśród nas osoba, która pod płaszczem dobra – tworzenia sztuki sakralnej – złamała życie wielu ludzi. To „wśród nas” jest adekwatne, bo jego prace znaleźć można w sanktuarium św. Jana Pawła II w Krakowie, Szczecinku, Częstochowie czy Katowicach, a na świecie w Watykanie, Fatimie i Lourdes. W tym ostatnim miejscu najpierw mozaiki przestały być podświetlane, potem zakryto je aluminiowymi blachami, a teraz zasłoni je inne dzieło artystyczne. Jego autorką jest siostra Samuelle – artystka i pustelniczka, ofiara nadużyć w Kościele.
Nie tylko przemoc seksualna. Relacje współpracowników Rupnika
Sprawa Rupnika jest złożona i nie ma ona jeszcze swojego pełnego karnoprawnego finału. Niemniej działania podjęte przez macierzysty zakon (wydalenie go) oraz wiarygodne relacje pozwalają na wysunięcie pewnych tez. Ze względu na trwający proces nie odniosę się do sprawy wykorzystywania seksualnego oraz grzechu absolutio complicis, którego Rupnik miał się dopuścić (tzn. rozgrzeszenia osoby, którą wcześniej wykorzystał seksualnie). Nie mniej skandaliczne jest jego podejście do osób, z którymi pracował. Relacje byłych współpracowników o. Marko Rupnika wskazują na to, że przemoc psychiczna miała dotyczyć nie tylko kobiet, które oskarżyły go o nadużycia seksualne i duchowe, ale również artystów pracujących z nim przy realizacji mozaik w rzymskim Centro Aletti. W opublikowanych świadectwach powtarzają się opisy atmosfery silnej kontroli, w której autorytet wybitnego twórcy i kierownika ośrodka łączył się z autorytetem duchowym. Osoby współpracujące z Rupnikiem opowiadały o publicznym podważaniu ich kompetencji, deprecjonowaniu talentu, wywieraniu presji emocjonalnej oraz przekonywaniu, że sprzeciw wobec jego decyzji oznacza brak pokory, dojrzałości lub wierności wspólnocie. Według części świadków mechanizmy te prowadziły do uzależnienia psychicznego od oceny przełożonego, utraty poczucia własnej wartości i przekonania, że jedynie całkowite podporządkowanie gwarantuje możliwość dalszej pracy twórczej.

Byli członkowie Centro Aletti oraz współpracownicy opisywali zacieranie granic między pracą artystyczną a kierownictwem duchowym, co według nich utrudniało kwestionowanie decyzji założyciela. W mediach pojawiały się świadectwa osób, które mówiły o konieczności opuszczenia ośrodka z powodu narastającej presji psychicznej, poczucia izolacji oraz manipulacji. Jednocześnie kierownictwo Centro Aletti konsekwentnie odrzucało te zarzuty, określając je jako nieudowodnione i broniąc zarówno działalności ośrodka, jak i swojego założyciela. W 2023 roku wizytacja zlecona przez Wikariat Rzymu uznała życie wspólnoty za prawidłowe, jednak ocena ta spotkała się z ostrą krytyką osób zgłaszających nadużycia oraz części obserwatorów, którzy wskazywali, że nie odnosiła się ona w przekonujący sposób do świadectw byłych członków wspólnoty. Znamienne jest, że nikt nie bierze raczej Rupnika w obronę, choć wcześniej robiły to osoby w jakiś sposób od niego zależne. Choć znalazł on bezpieczną przystań w słoweńskiej diecezji koperskiej, to nie jest raczej możliwe, by wrócił on do publicznej działalności.
Co zrobić z dziełami artystów, którzy krzywdzili?
W historii sztuki wielokrotnie pojawiały się sytuacje, w których dzieła były usuwane, zakrywane lub przestawały być eksponowane z powodu czynów albo poglądów ich twórców. W starożytnym Rzymie stosowano damnatio memoriae, czyli wymazywanie pamięci o osobach uznanych za niegodne poprzez niszczenie posągów, usuwanie inskrypcji i przekształcanie wizerunków. Jednym z najczęściej przywoływanych współczesnych przykładów jest brytyjski artysta Eric Gill, którego dzieła pozostały w przestrzeni publicznej mimo ujawnienia, że dopuszczał się wykorzystywania seksualnego członków własnej rodziny. Część instytucji zdecydowała się ograniczyć promocję jego twórczości lub opatrywać ją dodatkowym komentarzem historycznym. Nie doszło jednak do powszechnego usunięcia jego prac. Podobnie wyglądała debata wokół innych artystów oskarżanych o przemoc lub nadużycia – muzea często rezygnowały z wystaw i promocji, ale rzadziej usuwały same dzieła. Co ciekawe Gill uważał się również za osobę bardzo religijną i taką postawę demonstrował publicznie. Podejście do niego zmieniło się po odczytaniu jego pamiętników. Inaczej traktowano twórców, których sztuka była bezpośrednio związana z ideologiami uznanymi za zbrodnicze. Prace Arno Brekera, ulubionego rzeźbiarza władz III Rzeszy, po wojnie w dużej mierze usunięto z przestrzeni publicznej, ponieważ stały się symbolem nazistowskiej estetyki i propagandy.
Sprawa o. Marko Rupnika wpisuje się w tę długą historię sporów o relację między dziełem a autorem, ale ma szczególny wymiar, ponieważ jego mozaiki znajdują się przede wszystkim w kościołach i sanktuariach. Nie są jedynie obiektami muzealnymi, lecz elementem miejsc kultu. Dlatego pytanie o ich pozostawienie dotyczy nie tylko oceny artystycznej, ale także doświadczenia osób, które mogą odbierać te przestrzenie jako związane z osobą oskarżaną o poważne nadużycia. Niektóre instytucje zdecydowały się zakryć jego realizacje, inne pozostawiły je na miejscu, wskazując na konieczność zachowania ostrożności do czasu zakończenia postępowań. Takich przykładów jest i będzie coraz więcej: w wielu miejscach nie śpiewa się już Barki i innych utworów, bo ich kompozytorem był ks. Cesáreo Gabaráin, oskarżony o molestowanie seksualne nieletnich. Wiem, że dla niektórych może się to wydawać przesadą – cancelujemy, czyli wymazujemy osobę i jej twórczość z publicznego dyskursu. Pięknych dzieł będzie jednak jeszcze wiele, a gdyby jakieś miały powiększyć traumę choć jednej osoby, to lepiej by nie były eksponowane. Ponadto, w przypadku Rupnika, mówimy o osobie wpływowej, która bardzo negatywnie wpływa na reputację Kościoła. Tymczasem najważniejszy jest zawsze los ofiar, a następnie to, że Kościół, po wielu potknięciach, musi być jak żona Cezara, by ocalić resztki wiarygodności.
Ofiara Rupnika odpowiada sztuką
Siostra Samuelle w 1997 roku, po zdobyciu zawodu stolarza w École Boulle, została członkinią Monastycznych Wspólnot Jerozolimskich. Pracowała w warsztatach renowacji mebli, zanim w 1998 roku dołączyła do wspólnoty artystów pod przewodnictwem Marko Rupnika. „La Vie”, chrześcijańska gazeta francuska, publikuje relację siostry Samuelle w 2023 roku. Wspomina ona, że „padła ofiarą subtelnej i szkodliwej przemocy psychicznej”. Podejrzewana o homoseksualizm przez przełożonych, musiała stale monitorować swoje zachowanie w stosunku do innych członków Wspólnot. Wspomina o nadużyciach duchowych podczas spowiedzi u ks. Pierre’a-Marie Delfieux, założyciela Wspólnot. W latach od 2010 do 2014 pracowała także we Włoszech, Hiszpanii i Polsce dla Centrum Aletti, gdzie padła ofiarą jezuity Marko Rupnika. W 2018 roku siostra Samuelle występuje ze Wspólnot Jerozolimskich, by zostać pustelnicą, wciąż zajmującą się sztuką religijną. Ktoś mógłby powiedzieć, że to jakiś syndrom sztokholmski i po tak traumatycznych doświadczeniach należałoby się zupełnie odciąć od kościelnego środowiska. Tylko wtedy byłoby to granie według reguł, które narzucili oprawcy, danie satysfakcji tym, którzy wyrządzili zło w życiu.

W kwietniu 2025 siostra Samuelle i filmowiec Quentin Delcourt zainicjowali projekt artystyczny Renaissance (Odrodzenie), składający się z gigantycznej mozaiki, która ma zostać najpierw stworzona wspólnie przez zakonnice i mnichów, którzy padli ofiarą przemocy seksualnej i psychicznej w Kościele katolickim, a następnie rozłożona na 200 części i umieszczona w miejscach świętych, dekorowanych przez Marko Rupnika. Liczba jest nieprzypadkowa, bo w tylu miejscach można oglądać prace Rupnika. Na pewno wiadomo o zakryciu mozaik w Lourdes, planowane są też kolejne miejsca. Projekt ten będzie tematem filmu dokumentalnego zatytułowanego Symfonia Tesserae, dającego głos ofiarom. Jak mówią jego twórcy, to działanie artystyczne nie ma być ślepą realizacją cancel culture – według Delcourta takie działania wszczynają alarm, nagłaśniają sprawy, ale nie oferują żadnego zadośćuczynienia ofiarom, niemal czyniąc je niewidzialnymi. Wspomina, jak podczas konferencji o ofiarach przemocy „mijając długą, ponurą ścianę, wyobraziłem sobie ogromną mozaikę: to właśnie ona mogłaby głośno i wyraźnie podnieść głosy ofiar w zapadającym w pamięć stylu artystycznym! Natychmiast wyobraziłem ją sobie jako monumentalną i fragmentaryczną, aby mogła być obecna wszędzie na świecie”. Oszczędne w wyrazie, zupełnie inaczej niż pompatyczne dzieła Rupnika, stworzone przez zespół siostry Samuelle dzieła potwierdzają, że ich głos może brzmieć równie mocno jak prac Rupnika. To też droga do uzdrowienia: „Moje słowa, wypowiedziane czy nie, zostają ujawnione, co może pozwolić na moje uzdrowienie: to jest sens kultury zadośćuczynienia”. Zatem nie ślepa zemsta, a pozwolenie na działanie Pana poprzez sztukę. Nie jest to z pewnością recepta dla każdego, ale daje ona nadzieję, że inne ofiary także znajdą swoją drogę do wolności.
Sztuka jako droga do zadośćuczynienia
Podobne działanie artystyczne miało miejsce także w Polsce. W 2023 roku na obrady plenarne KEP jeden z biskupów przyniósł rzeźbę – talerz przygotowany przez artystów według projektu Tomasza Biłki OP. Do tego znaku dołączony był list inicjatorki akcji, Tośki Szewczyk, w którym wyjaśnia ona jego symbolikę: „Talerz jest czarny, z białymi kolcami skierowanymi w stronę jedzącego. Nie da się z niego jeść – choć wydawałoby się, że to przecież podstawowa funkcja, jaką powinien spełniać. Tak właśnie jest w naszym życiu – ból sprawia, że sprawy z pozoru zwyczajne i powszednie stają się nie do udźwignięcia, a samo przeżycie zdaje się wyczynem”.
Sztuka może więc przynieść ukojenie, a nawet uzdrowienie ofiarom. Myślę, że również nam, którzy z bezsilnością obserwujemy historie różnego rodzaju przemocy w Kościele, takie dzieła mogą pomóc w powrocie do równowagi. Delcourt rozszerza pojęcie „kultury zadośćuczynienia”, o której wspominała siostra Samuelle, a według niego może być ona skuteczną i prawdziwą odpowiedzią na niejednokrotne stawianie sprawców na piedestale czy chronienie ich: „Kultura reparacji oznacza odrzucenie tego systemu, który uważam za wadliwy, i zaproponowanie kontrnarracji. Wysuwanie na pierwszy plan nowych historii obok historii sprawców przemocy, wspieranie dialogu między dziełami, pozwala na wyłonienie się nowej konstrukcji z destrukcyjnego aktu”. Tak tworzy się obraz prawdziwej sprawiedliwości.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Zyskaj codzienny dostęp do wartościowych treści, które pomagają lepiej rozumieć świat, wiarę i współczesne wydarzenia — gdziekolwiek jesteś i kiedy tylko chcesz.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Wypróbuj bez ryzyka
Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu i sprawdź wszystkie możliwości serwisu.
Po okresie próbnym subskrypcja kosztuje tylko 19,90 zł miesięcznie.
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.
Subskrypcja roczna

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Najlepsza cena
Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.
- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.















