29 lipca w Singapurze wokalista i frontman brytyjskiego zespołu rockowego Massive Attack, Robert Del Naja, rozwinął na scenie flagę Palestyny. Reakcja władz była ostra: zaraz po koncercie zatrzymano w areszcie cały zespół, muzyków przesłuchiwano, a ich pokoje hotelowe zostały przeszukane. Dodatkowo kapelę objęto bezterminowym zakazem wjazdu do Singapuru. Wspomniany incydent jest zaledwie najnowszym, choć bynajmniej nie ostatnim ogniwem długiego łańcucha manifestacji, budzących skandale jak świat długi i szeroki.
O co w tym wszystkim chodzi? Flaga Palestyny, sama w sobie, jest symbolem neutralnym, zważywszy że palestyńskie państwo stanowi byt legalny i uznany przez zdecydowaną większość pozostałych państw świata. Jest przecież rzeczą normalną i powszechnie akceptowaną, że widownia licznych imprez masowych, jak np. kibice narodowych reprezentacji, maluje na mecze twarze w barwy swoich państw. I nikt nie widzi w tym niczego złego. Ale w przypadku Palestyny to tylko teoria. W praktyce publiczne prezentowanie flagi tego państwa budzi dziś w świecie skrajnie odmienne emocje. A z definicji władze, niezależnie jakiego kraju, skrajnych emocji sobie nie życzą.
Mogli przymknąć oko
Uliczne protesty, najczęściej gorące, przeciw dyskryminacyjnej, kolonialnej a nawet ludobójczej polityce Izraela w Strefie Gazy i na Zachodnim Brzegu Jordanu, to dziś stały element krajobrazu miast szeroko pojętego Zachodu. A protesty, rzecz wiadoma, zawsze balansują na granicy prawa i przyzwoitości. Nic zdrożnego nie ma, bo być nie może, w haśle „Wolna Palestyna!”, które na tych mityngach słychać najczęściej (wzniósł je także w Singapurze Del Naja). Ale już slogan „From the River to the See Palestine will be free!” może budzić uzasadniony sprzeciw. River (rzeka) to przecież Jordan, zaś See to Morze Śródziemne. Znaczy to, że Izrael miałby zniknąć z mapy świata.
Tego w Singapurze nie było. Del Naja, idąc za widownią, która entuzjastycznie przyjęła widok flagi, wzniósł hasło „Wolna Palestyna!”, po czym usunął ją na zaplecze sceny. Singapur nie toleruje jednak nawet tak niewinnych wystąpień i nie jest to podyktowane polityczną modą, lecz stanowi fundament kupieckiej polityki neutralności, stabilności i pragmatyzmu. W imię tych zasad prawo z 1949 roku zakazuje prezentowania sztandarów obcych państw bez urzędowego zezwolenia.
Inna sprawa, że singapurska policja oraz sąd mogłyby przymknąć oko na występ psychodelicznej kapeli z Bristolu. Singapur jest mieszanką narodowości oraz religii, lecz akurat na tym polu nie notuje się tu większych zadrażnień. Muzułmanie stanowią tam kilkanaście procent populacji, lecz tendencje radykalnego islamu reprezentuje absolutny margines społeczny. A ludzie, którzy wstali z krzeseł i bili brawo, podczas gdy Del Naja machał flagą Palestyny, to nie żadni malajscy nacjonaliści, lecz zwykli, antysystemowi fani trip-hopu. Zaś singapurskie władze, robiąc z incydentu awanturę na pół świata, wywołały efekt odwrotny od zamierzonego.
Sprawa jednostronnie zamknięta
Pora odpowiedzieć wprost na postawione na początku pytanie. Świat, mimo że patrzy z zakłopotaniem na to, co Izrael wyprawia z Palestyńczykami, woli jednak zbytnio z Izraelem nie zadzierać. Bo za Izraelem stoi murem Waszyngton, stolica światowego imperium.
Na tym tle latem 2024 roku zaszło ważne, choć przeoczone wydarzenie. Ale zanim o nim powiemy, musimy cofnąć się jeszcze o 36 lat. W 1988 roku Organizacja Wyzwolenia Palestyny (OWP) ogłosiła niepodległość państwa, które faktycznie od 1967 roku stanowi terytorium okupowane przez Izrael. Akt ten szybko uznały kraje arabskie, liczne kraje tzw. trzeciego świata oraz takie olbrzymy, jak Indie i Chiny. Państwa Zachodu zachowały wstrzemięźliwość, gdyż OWP kojarzone było z terroryzmem. Zmieniło to się po ustaleniach z Oslo (1993–1995), na mocy których OWP wyrzekło się terrorystycznych metod, uznało Izrael (z wzajemnością), za co tenże Izrael zgodził się na powołanie na okupowanych terytoriach Autonomii Palestyńskiej. Nie było to państwo suwerenne, ale też kwestia niepodległości nie została dla Palestyńczyków zamknięta. Odłożono ją tylko na pięć lat.
A potem wszystko się popsuło, nieważne teraz z czyjej winy. Z jednej strony intifada, z drugiej Netanjahu... Dość, że 21 lutego 2024 roku, w kilka miesięcy po ataku Hamasu, izraelski parlament, miażdżącą większością głosów, przyjął uchwałę głoszącą, że nikt nie może proklamować niepodległej Palestyny bez zgody Izraela. Zaś pięć miesięcy później, 18 lipca, Kneset, podobnie miażdżącą większością, odrzucił jakąkolwiek możliwość powstania palestyńskiego państwa. Sprawa została zamknięta, przynajmniej z punktu widzenia Izraela.
Za lipcową uchwałą głosowali wszyscy obecni na sali żydowscy posłowie, od lewej do prawej. Przeciw było tylko dziewięciu deputowanych, reprezentujących mniejszość arabską (w państwie Izrael, nie na terytoriach okupowanych).
Jest coś takiego...
Z takim postawieniem sprawy nie zgadzają się na międzynarodowym forum liczne środowiska. Jakie? Ktoś mógłby powiedzieć: lewicowe, a nawet lewackie. Lecz będzie to zaledwie połowa prawdy. Piszący te słowa lewakiem nie jest, choć generalnie z protestami sympatyzuje. Można chyba powiedzieć, że dziś hasło „Wolna Palestyna!” bliskie jest wszystkim, którzy – choćby intuicyjnie – czują, że nie jest dobrze, gdy o wszystkich ważnych w świecie sprawach decydują jedynie możni.
Modę na prezentowanie palestyńskiej flagi zainicjowała piłkarska drużyna Celtic Glasgow – jeszcze w 2016 roku, podczas meczu z izraelską drużyną Hapoel Beer Szewa. Swoją drogą Celtic to specyficzny przypadek środowiska zdecydowanie antysystemowego. Jego zawodnicy i najwierniejsi kibice wyrośli w przyfabrycznych „familokach” Glasgow: to często katolicy, w Szkocji długo traktowani jak obywatele drugiej kategorii. Warto przypomnieć, że tę drużynę założył katolicki ksiądz.
Dokończmy teraz pokrótce dzieje uznania palestyńskiej niepodległości. W 2012 roku Palestyna otrzymała status członka obserwatora Zgromadzenia Ogólnego ONZ. Była to cezura w odniesieniu do kwestii, jaka dotąd traktowana była pokątnie i nieco wstydliwie. W kolejnych latach posypały się akty uznania niepodległości Palestyny ze strony państw Zachodu. Kolejnym progiem okazała się tutaj wojna z Gazą i okrutne postępowanie z palestyńskimi cywilami – uznanie zgłosiło kilka ważnych państw Europy. W chwili obecnej formalnego uznania odmawiają Palestynie Niemcy, Francja, Włochy, Holandia i Dania, choć rządy tych krajów deklarują poparcie dla przyszłego rozwiązania dwupaństwowego, tzn. istnienia Izraela i Palestyny. Zaś na forum globalnym palestyńskie państwo uznaje dziś aż 149 spośród 193 państw ONZ.
Polska była jednym z krajów, które uznały Palestynę jako pierwsze, bo już w 1988 roku. Wiadomo, czasy były wtedy inne, OWP kojarzyła się z poparciem Związku Radzieckiego, więc kwestia palestyńskiej niepodległości nie miała u nas zbyt wielu kibiców. Jednak dziś międzynarodowe układy zdążyły się biegunowo zmienić, a polskiego uznania nikt przecież w III RP nie odwołał. Zapomniał widać o tym wiceminister Władysław Teofil Bartoszewski, gdy w styczniu 2024 roku, w wywiadzie dla Radia Zet, wypowiedział słynne już słowa: „Nie ma czegoś takiego jak Palestyna”. Ministerstwo Spraw Zagranicznych nie lubi, gdy mu się je przypomina. Chyba się wstydzi. Przynajmniej dobre i to.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Zyskaj codzienny dostęp do wartościowych treści, które pomagają lepiej rozumieć świat, wiarę i współczesne wydarzenia — gdziekolwiek jesteś i kiedy tylko chcesz.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Wypróbuj bez ryzyka
Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu i sprawdź wszystkie możliwości serwisu.
Po okresie próbnym subskrypcja kosztuje tylko 19,90 zł miesięcznie.
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.
Subskrypcja roczna

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Najlepsza cena
Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.
- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.















