O agresji w szkole bez spekulacji

W domu i szkole uczymy się nie tylko sposobów rozwiązywania sporów, lecz także tego, kiedy agresję uznaje się za usprawiedliwioną – mówi Jakub Kołodziejczyk.
Czyta się kilka minut
Jakub Kołodziejczyk | Rys. Zosia Komorowska/PK
Jakub Kołodziejczyk | Rys. Zosia Komorowska/PK

Przez wiele lat zajmowałeś się prewencją agresji w szkole, wychowałeś się też w domu, gdzie powstał pierwszy w Polsce znakomity program profilaktyki dla szkół „Spójrz inaczej na agresję”. Po likwidacji gimnazjów jej skala miała się zmniejszyć, ale tak nie jest. Ataki z użyciem noży w szkołach to niepojęta radykalizacja, czy efekt continuum problemu, lekceważonego przez dorosłych, którzy sami nie chcą wyrzec się agresji?

– Zmiana szkoły jest dla uczniów trudnym momentem i badania wskazują, że może wiązać się ze wzrostem ryzyka agresji. Oczekiwanie, że likwidacja gimnazjów ograniczy problem, miało więc pewne podstawy, ale było przesadne. Nie ma przekonujących dowodów na gwałtowny wzrost przemocy fizycznej w szkołach. Dwa tygodnie temu badałem sytuację uczniów w jednej z gmin pod Lublinem. Dominowały zachowania werbalne i relacyjne: wyzwiska, obrażanie, odrzucanie, ignorowanie. Agresja fizyczna występowała znacznie rzadziej. Problem w tym, że uderzenie łatwiej zauważyć niż codzienne upokarzanie czy wykluczanie. Tymczasem to właśnie takie doświadczenia mogą prowadzić do narastania konfliktu. Oczywiście atak z użyciem noża nie jest prostym, nieuchronnym następstwem szkolnych wyzwisk.

Nie ma tu cudownych rozwiązań, które chętnie proponują politycy. Niedawno słyszałem o pomyśle zwiększenia monitoringu. Kamery mogą pomóc odtworzyć przebieg zdarzenia, lecz nie nauczą uczniów rozwiązywania konfliktów. Osoba działająca w silnych emocjach może w ogóle o nich nie myśleć, a ktoś planujący przemoc może wybrać miejsce poza ich zasięgiem. Bardziej potrzebna jest dyskusja o tym, co stanowi priorytet szkoły: wyniki egzaminów czy także wychowanie, relacje i bezpieczeństwo?

Spekulacje „czemu dzieci to robią” są modne i… jałowe. Agresja i przemoc to zachowania wieloczynnikowe (nie wolno sprowadzać ich tylko do emocji). Spytam więc inaczej: co dzieci motywuje do agresji wobec drugiego, co im to daje?

– Motywacje bywają różne: zdobycie pozycji w grupie, uznania czy kontroli nad innymi, czasem odreagowanie frustracji. Badania dobrze opisują czynniki indywidualne związane z agresją: przekonania, że jest dopuszczalna, usprawiedliwianie krzywdzenia innych, impulsywność czy trudności z samokontrolą. Ale gdy patrzymy tylko na dziecko, łatwo przeoczyć środowisko. W domu i szkole uczymy się nie tylko sposobów rozwiązywania sporów, lecz także tego, kiedy agresję uznaje się za usprawiedliwioną. Podobną rolę odgrywają grupy rówieśnicze i media społecznościowe, gdzie poniżanie innych bywa nagradzane uwagą i popularnością. Dorośli również odpowiadają za wzorce, które przekazują.

Niedawno ukazał się w „Przewodniku” mój wywiad z profesor socjologii o badaniach na temat stosunku Polaków do sztucznej inteligencji. Bardzo duża grupa ludzi w sytuacji konfliktu, kryzysu lub problemu woli rozmawiać z AI niż z człowiekiem. To świadczy o deficycie bliskiej osoby, poczuciu osamotnienia, o braku zaufania. Dostępność AI wpłynie na eskalację agresji?

– Z takim wnioskiem byłbym ostrożny. Korzystanie z AI nie musi oznaczać osamotnienia, a nie mamy podstaw, by przewidywać, że samo w sobie nasili agresję. Niepokoiłoby mnie raczej to, gdyby rozmowa z chatbotem zastępowała kontakt z ludźmi, zwłaszcza w kryzysie. Wiemy, jak ważne dla dobrostanu młodych ludzi są wsparcie, poczucie przynależności i zaufanie do dorosłych. W profilaktyce agresji liczy się właśnie jakość relacji. Pytanie, czy rodzina i szkoła tworzą przestrzeń, w której młody człowiek może bez obawy powiedzieć o swoim problemie.

Czy są oznaki tego, że ktoś za chwilę zostanie sprawcą?

– Nie ma prostego profilu przyszłego sprawcy, a pojedynczy sygnał, taki jak wycofanie czy złość, niczego nie przesądza. Poważnie trzeba natomiast traktować konkretne groźby, zapowiedzi skrzywdzenia innych, przygotowania do ataku czy próby zdobycia niebezpiecznych narzędzi. Liczy się kontekst i kumulowanie sygnałów. Reakcją nie powinno być etykietowanie ucznia, lecz sprawdzenie sytuacji, zapewnienie pomocy i – jeśli istnieje zagrożenie – podjęcie działań chroniących innych. Kluczowe, by uczniowie mieli zaufanego dorosłego, któremu mogą o takich sygnałach powiedzieć.

Jakub Kołodziejczyk
Doktor nauk humanistycznych w dyscyplinie nauki o zarządzaniu, psycholog, pracuje w Zakładzie Przywództwa i Zarządzania w Edukacji Instytutu Spraw Publicznych UJ. Do najważniejszych obszarów jego zainteresowań należą zachowania ryzykowne dzieci i młodzieży

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 42/2026