Nastrój pogromowy, czyli kapitulacja rozumu

dziennikarz KAI
Czyta się kilka minut
Tomasz Królak, dziennikarz KAI | fot. Magdalena Bartkiewicz
Tomasz Królak, dziennikarz KAI | fot. Magdalena Bartkiewicz

Czy, jak twierdzi Andrzej Leder, mamy w Polsce nastrój pogromowy? Pogląd filozofa kultury jest wstrząsający, ale mam wrażenie, że chyba prawdziwy. Parę tygodni temu pisałem o tym, że na wzrost antyukraińskich nastrojów powinien zareagować polski episkopat, bo sytuacja się zaostrza i może wymknąć się spod kontroli. Te parę tygodni, które przyniosły serię brutalnych pobić, potwierdziło zarówno te przeczucia, jak i zasadność mojego skromnego apelu. Nie żebym uważał, że głos biskupów radykalnie odmieni nastroje, ale sądzę, że może choć trochę by je uspokoił. Ponadto sytuacja, w której biskupi wyrażają moralny sprzeciw i ukazują, że takie postępowanie jest sprzeczne z chrześcijańską wizją bliźniego, diametralnie różni się od tej, w której milczą, nieprawdaż?

Ale do tematu wzmagającej się fali niechęci czy nawet nienawiści wobec Ukraińców żyjących w Polsce wracam głównie dlatego, że poruszył mnie głos bp. Mariano Crociaty. Przewodniczący Komisji Konferencji Episkopatów Unii Europejskiej (COMECE) odniósł się do sytuacji w Ceucie, czyli hiszpańskiej eksklawie w Afryce, gdzie dziesiątki tysięcy młodych migrantów podjęło desperacką próbę dotarcia do tej północnoafrykańskiej cząstki Europy. W wypowiedzi włoskiego biskupa uderzyły mnie cztery wątki. Po pierwsze, jak zauważył,  życie ludzkie musi być chronione w każdy możliwy sposób, a „jeśli nie jesteśmy do tego zdolni, wszystko inne smakuje już jak porażka naszego człowieczeństwa”. Po drugie, wskazuje, że trzeba odejść od „łatwej instrumentalizacji służącej partyjnym grom, tak dobrze znanej w codziennej polityce”.  Po trzecie, zwracając uwagę, że sytuacje związane ze współczesnymi migracjami generują sytuacje niekiedy bardzo złożone, na które nie ma prostych odpowiedzi, podkreśla, że powinny one prowadzić do poszukiwania szlachetnych rozwiązań. I wreszcie czwarta konstatacja włoskiego duchownego: musimy sobie nawzajem pomóc zrozumieć, że w obliczu nierówności i chaosu świata po prostu nie ma odpowiednich środków, które mogłyby powstrzymać ludzi przed masową ucieczką z własnych ojczyzn i żadne mury ani deportacje tu nie wystarczą.

To są stwierdzenia świetne, niekiedy mocne, na pewno przenikliwe, prawdziwe i… kompletnie nieobecne w naszej medialnej przestrzeni. Nie jestem przekonany, że zakorzeniły się w całym Kościele w Polsce.

Z niejakim rozrzewnieniem myślę o tym, co by było, gdyby te proste rady bp. Crociaty przyświecały rozmowom w studiach telewizyjnych i radiowych, by były respektowane na portalach, w miejscach pracy, w domach i, po prostu, w rozmowach Polaków. Gdybyśmy zamiast karmić własne niezłomne przekonania, byli skłonni do wysłuchania jeden drugiego, do opisywania skomplikowanego obrazu świata nie zero-jedynkowo, ale w sposób zniuansowany. Gdybyśmy przestali w Polsce powtarzać z przekonaniem populistyczne kocopoły, bo taki styl oddala nas od siebie – nas: ludzi, obywateli, chrześcijan.

Wciąż chyba do nas nie dochodzi, że wypowiadając radykalne opinie (a nad tym, by były coraz bardziej radykalnie, w pocie czoła harują czołowe media różnych maści), jedynie karmimy ekstremizmy po drugiej stronie. A tak będzie się działo dopóty, dopóki nie będziemy gotowi przyznać, że ci z drugiej – lewej czy prawej strony – też mogą mieć trochę racji i że nie cała prawda to ta, którą my głosimy. Jeśli dyskusja o falach migrantów, którzy – chcemy tego czy nie – będą coraz mocniej wpływać na kształt Europy, ma być godna człowieka, musi uwzględnić perspektywę zaproponowaną przez bp. Crociatę – z chrześcijańskim kanonem na czele. Włoski duchowny nie pokazuje gotowych i łatwych rozwiązań. Ale wskazuje warunki, których spełnienie może nas do nich choć trochę przybliżyć.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu lub zakup subskrypcję od razu na rok i oszczędź pieniądze.

Wypróbuj za darmo

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie
  • Możesz zrezygnować w dowolnym momencie
19.90 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 19.90 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 33/2026