Miłuj całym sercem

Serce jest w nas głębiej niż nasza dusza. Co więcej, jest fundamentem osoby składającej się z duszy i ciała. Do serca tak naprawdę nie wchodzi rozum, tylko miłość. Tylko ona dobrze się tam czuje i rozeznaje. Dlatego serce zostaje wyodrębnione w przykazaniu miłości Boga, obok duszy, umysłu i naszych sił witalnych.
Czyta się kilka minut
fot. Katarina/Adobe Stock
fot. Katarina/Adobe Stock

Z sercem ludzkim jest taki kłopot, że nie do końca wiadomo, jak je zdefiniować. Być może dzieje się tak dlatego, że serce jest w nas czymś najbardziej boskim, i przez to – o paradoksie! – poza naszą kontrolą. Papież Franciszek trafnie zauważa w swojej ostatniej encyklice Dilexit nos, że „serce zajmowało niewiele miejsca w antropologii i jest pojęciem obcym dla wielkiej myśli filozoficznej. Preferowano inne pojęcia, takie jak rozum, wola czy wolność”. Najwięcej „serca” pozostało jednak w literaturze i języku codziennym. Gdy ktoś wleje nam zupy po same brzegi talerza, mówimy, że nalał nam od serca. Jeśli boleje nad cierpieniem kogoś bliskiego, serce mu się kraje. Jeśli jakaś osoba jest współczująca i życzliwa, stwierdzamy, że ma dobre serce.

Serce to fundament

Franciszek zwraca uwagę, że Biblia bardzo często, „mówi nam o rdzeniu, o sercu, które kryje się za tym, co zewnętrzne, a nawet za powierzchownymi myślami, które nas dezorientują”. Serce to „miejsce”, „gdzie konkretne osoby mają źródło i korzeń wszelkich innych swoich sił, przekonań, pasji, wyborów”. Sobór Watykański II uczy, że człowiek dociera w sobie „do tej niemierzonej głębi, gdy zwraca się ku sercu, gdzie oczekuje na niego Bóg, który bada serca (por. 1 Sm 16, 17; Jr 17, 10), i gdzie sam w oczach Boga decyduje o swoim losie” (Gaudium et spes). 

Katechizm Kościoła świetnie wyraża tajemnicę tego naszego osobowego centrum, w którym „połączeni” jesteśmy z samym Stwórcą i które przenika tylko sam Bóg: „Serce jest mieszkaniem, w którym jestem, gdzie przebywam (według wyrażenia semickiego lub biblijnego: gdzie «zstępuję»). Jest naszym ukrytym centrum, nieuchwytnym dla naszego rozumu ani dla innych; jedynie Duch Boży może je zgłębić i poznać”). Jean Corbon, jeden ze współautorów Katechizmu, w swojej książce Liturgia – źródło wody życia dopowiada, że wszystkie obszary życia, na którym się poruszamy na co dzień jak „«ja» biologiczne lub «ja» społeczne, to, co wyrozumowane, lub idealne, superego lub marzenie” nie są jeszcze całą osobą. „We wszystkich tych peryferyjnych mieszkaniach człowiek jest jakby z wizytą, nie jest u siebie, jeszcze się nie odnalazł. Tylko w sercu jesteśmy sobą i takimi się stajemy”. Wniosek z tego taki, że jako ludzie nie możemy być cały czas obecni w sercu, skoro tam zstępujemy, pojawiamy się tam niejako na chwilę, by potem powrócić do pracy, do myślenia, do naszych pragnień i ideałów, do tworzenia. Jednak to w sercu rozgrywa się dramat człowieka. Tam właśnie otrzymujemy sens, energię i miłość, by w tym świecie funkcjonować na różne sposoby.

 A więc serce bardziej odpowiada temu, co św. Teresa z Ávili nazwała „twierdzą wewnętrzną”, najgłębszą komnatą, do której musimy mozolnie przedzierać się przez szereg mieszkań. Serce jest w nas głębiej niż nasza dusza. Co więcej, jest fundamentem osoby składającej się z duszy i ciała. Do serca tak naprawdę nie wchodzi rozum, tylko miłość. Tylko ona dobrze się tam czuje i rozeznaje. Dlatego serce zostaje wyodrębnione w przykazaniu miłości Boga, obok duszy, umysłu i naszych sił witalnych.

W naszej europejskiej kulturze, przesączonej rozumem, myślimy czasem, że znamy siebie w pełni, że nasze dobre postępowanie to kwestia nabycia pewnej samokontroli i odpowiedniego poznania siebie. Tymczasem metafora serca przypomina nam, że nikt z nas nie zna w pełni samego siebie. Tylko Bóg zna nasze serce. My natomiast poznajemy siebie stopniowo przez doświadczenie, próby, modlitwę, spotkania, terapię, przez interakcję z pięknem i złem. Dopiero gdy wchodzimy do naszego serca, stajemy się autentyczni, wtedy poznajemy, kim tak naprawdę jesteśmy. „Serce jest jednocześnie miejscem szczerości, w którym nie można oszukiwać ani udawać” (Dilexit nos).

Jak dostać się do środka

Kiedy możemy poznać, że znaleźliśmy się w naszym sercu? Myślę, że jedną z cielesnych oznak naszej „wizyty” w sercu, czyli chwil przeżycia szczerości, bywają łzy. Płaczemy z różnych powodów: smutku, współczucia, z radości, współcierpienia z innymi. Ale łzy lecą nam po policzku, gdy uświadamiamy sobie jakąś istotną prawdę o sobie, której być może dotąd nie byliśmy świadomi. Podczas procesu Jezusa Piotr, który wcześniej zarzekał się, iż zna siebie i na pewno nie wyprze się swego Mistrza, zrobił dokładnie to, co Jezus mu zapowiedział. Jednak dopiero gdy Jezus spojrzał na Piotra, apostoł przypomniał sobie słowa Jezusa i zapłakał (por. Łk 22, 61–62). Szymon nie tylko poznał, kim rzeczywiście jest, ale też dopuścił słowa Jezusa do swojego serca. Przyjął prawdę o sobie. Zstępujemy do serca, gdy zauważamy obecność Boga i dobra w świecie, będąc wdzięcznymi. Także skrucha i poznanie naszego błądzenia, gdy jednocześnie budzi w nas nadzieję na zmianę, jest zstąpieniem do serca.

Gdy się modlimy, również możemy „przedrzeć się” przez gąszcz rozmaitych impulsów, obrazów i myśli do naszego serca. Jak to się dzieje? Katechizm Kościoła uczy, że uporczywe rozproszenia, które „zakłócają” naszą modlitwę, wychodzą często z głębi naszego serca: „Roztargnienie wyjawia nam, do czego jesteśmy przywiązani”, to znaczy, pokazują nam, gdzie nasza wolność jest skrępowana. A powrót do serca polega nie na tym, by walczyć z roztargnieniem jak Don Kichot z urojonymi olbrzymami, lecz na pokornym uświadomieniu sobie tego przed Panem, obudzeniu naszej miłości przede wszystkim do Niego i zdecydowanym ofiarowaniu Mu naszego serca, by je oczyścił.

Nie wszystko zależy od nas

Jak więc odnieść to wszystko, co dotąd napisałem, do miłowania Boga całym naszym sercem? Św. Tomasz z Akwinu pisze, że kiedy Biblia mówi, aby kochać Boga sercem, chodzi o naszą wolę, o naszą intencję, aby wszystko kierować ku Bogu. Nie wszystko zależy od nas. Nie mamy pełnego wpływu na to, jak będzie wyglądać nasza modlitwa. Jedyne co możemy zrobić, to podjąć decyzję, aby się modlić i trwać w niej bez względu na wszystko. Nie potrafimy na zawołanie zmienić siebie czy nawet uniknąć wszystkich naszych grzechów. Możemy jednak ciągle ofiarować Bogu samych siebie, słuchać Jego Słowa, przyjmować Jego miłość, powracać do Boga nie zniechęcając się. Nie jesteśmy w stanie wszystkiego zrozumieć i pojąć, nie tylko w naszym życiu, ale i w życiu innych osób czy w całej otaczającej nas rzeczywistości. Możemy jednak zaufać Bogu, Jego dobroci i Opatrzności.

Ale jest jeszcze jeden ciekawy wyróżnik miłości Boga całym sercem. Jezus w Kazaniu na Górze mówi tak: „Błogosławieni czystego serca albowiem oni Boga oglądać będą” (Mt 5, 8). Z tego zdania wynika, że czystość jest najpierw właściwym patrzeniem, oglądaniem wszystkiego w Bogu, poznaniem, które dzielimy z Bogiem. Czystość jest w pewnym sensie synonimem prawdziwej wolności, a ta, jak pisze Abraham Heschel w Prorokach, zakłada otwartość serca, umysłu, oczu i uszu. 

Co to znaczy? Patrzę, a więc także odnoszę się do świata, innych ludzi, stworzenia tak jak odnosi się do nich Bóg. Czystość jest znakiem bliskości i zażyłości z Bogiem. Jest to bycie w środku wielkiej wizji, planu, który Bóg już realizuje. Patrzę na wszystko z punktu widzenia dobra, piękna i miłości. Uczę się tego, jak patrzy na nas Bóg. W jaki sposób? Katechizm Kościoła przypomina nam, że dzieje się to w trakcie kontemplacji, adoracji Boga, gdy po prostu jestem przed Nim, poświęcam mój czas i uwagę, nawet jeśli jest bardzo rozproszona: „Ta uwaga zwrócona na Niego jest wyrzeczeniem się własnego «ja». Jego spojrzenie oczyszcza serce. Światło spojrzenia Jezusa oświeca oczy naszego serca; uczy nas widzieć wszystko w świetle Jego prawdy i Jego współczucia dla wszystkich ludzi”.

Z ciała i z ducha

Czystość w rozumieniu biblijnym nie oznacza nieskazitelności moralnej, braku skaz i pęknięć. Czyste serce może być jedynie w relacji do drugiej osoby. Gdy ktoś ma czyste serce, pomiędzy nim a tym, na którego patrzy, nie ma żadnych barier, przeszkód i zasłon. Kiedy św. Paweł pisze w Liście do Galatów o uczynkach z ciała, czyli takich, które są skutkiem poddania się niekontrolowanym namiętnościom i pożądliwościom wrogim Bogu i człowiekowi, wymienia niektóre z nich: „nierząd, nieczystość, wyuzdanie, uprawianie bałwochwalstwa, czary, nienawiść, spór, zawiść, wzburzenie, niewłaściwa pogoń za zaszczytami, niezgoda, rozłamy, zazdrość, pijaństwo, hulanki i tym podobne” (Ga 5, 19–21) Trzeba tu dodać, że nie chodzi o nasze ciało fizyczne, bo ono nie jest złe, tylko o dobre ciało, które może ulec wpływowi złych impulsów. Jeśli się uważniej przyjrzymy tym uczynkom, to zauważymy, iż one wcale nie sprawiają bliskości i komunii między ludźmi. Wszystko co gwałtowne, agresywne, pełne żądzy zawłaszczania i podporządkowania drugiego, raczej odstrasza jednych ludzi od drugich. Boimy się zbliżyć do człowieka, który idzie przez życie jak po trupach, wykorzystuje innych, szuka tylko swego interesu, tworzy podziały i rani wszystkich wokół. Takie postawy sprawiają, że nikt nie chce być jego przyjacielem. Ten człowiek żyje nie z głębi serca, lecz na zewnątrz siebie. Nie wiem, kim jest. Każdy woli uciekać od niego jak diabeł od święconej wody. Te uczynki czynią, jak mówi gdzie indziej sam Jezus, serce człowieka nieczystym, a więc zamkniętym na innych, zniewolonym, ostatecznie zatwardziałym. W którymś momencie taki człowiek nie widzi już żadnego problemu w sobie. I w ten sposób jeszcze bardziej odpycha innych od siebie.

Natomiast kiedy św. Paweł pisze o uczynkach z ducha cechuje je całkiem odmienne działanie pomiędzy osobami. Apostoł wylicza wśród nich „miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie” (Ga 5, 22). Te cnoty, zresztą chyba jak wszystkie inne, mają w sobie coś pociągającego i przyciągającego ludzi do siebie. One budują relacje i tworzą bliskość. Z człowiekiem, który posiada takie cnoty, chce się po prostu być. W niczym nikomu nie zagraża, można mu zaufać, człowiek czuje się bezpiecznie. Jest to opis człowieka o sercu czystym.

Niezwykle istotne jest również to, że uczynki z ducha nazwane są owocem, to znaczy, że dojrzewają w czasie, nie są jakimś nagłym i jednorazowym impulsem. Mają korzenie w sercu, wymagają uprzedniego ćwiczenia, ale nie zrodzą się najpierw w sercu, a potem w naszym umyśle i ciele, bez boskiego Ogrodnika, który umożliwia ich wzrost. Nie można tego powiedzieć o uczynkach z ciała, czyli nieczystych, które zawierają w sobie jakąś impulsywność, nagłość, brak kontroli. Dzieje się tak wtedy, gdy, na przykład, ktoś mówi, że nie chciał obrazić swojej żony, ale go poniosło. Uczynki z ciała płyną ze zniewolenia. Owoc Ducha wyrasta z wolności. A to oznacza, że gdy, przykładowo, panuję nad uczuciem gniewu, to pozwalam sobie na jego przeżycie, ale nie pozwalam, aby mój gniew przerodził się w agresję, wulgarność i przemoc. Panuję nad nim za pomocą samoświadomości, refleksji i szerokiego spojrzenia na świat, siebie samego i bliźnich. Jestem wtedy łagodny.

Nowe serce

Podstawowym działaniem Bożej miłości w nas jest to, co Pismo Święte i liturgia nazywa uświęceniem. To Duch Święty z jednej strony oczyszcza nasze serce z tego, co uniemożliwia budowanie relacji z Bogiem, z sobą samym i z bliźnimi, a z drugiej wlewa nam swoją miłość. Nie można kochać Boga całym sercem, jeśli nie będzie ono poddane oczyszczeniu i przyjmowaniu miłości. I tak znów powracamy do tego, co na początku: miłować Boga całym sercem to przyjmować Go jako Stwórcę, Ojca, to poddawać się uświęceniu. Na tym właśnie polega stwarzanie „nowego serca” przez Boga. Oczywiście, Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra (por. Rz 8, 28). Uświęcenie oznacza współpracę, czyli nabywanie cnót przez ćwiczenie się w konkretnych sytuacjach. Bóg wspiera nas, daje to, co konieczne do miłości, ale nie działa magicznie. Dlatego wzywa nas do miłości Jego całym sercem.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 39/2026