Kobieta trzech światów

Takie postaci są jak pomost pomiędzy wiekami oraz różnymi środowiskami. Urodzona dokładnie 150 lat temu Matka Elżbieta Róża Czacka łączy XIX i XX wiek, tradycję arystokratyczną z narodzinami inteligencji oraz świat widzących i niewidomych.
Czyta się kilka minut
Etapy życia Róży Czackiej: od młodej arystokratki do matki Elżbiety | fot. Wikipedia
Etapy życia Róży Czackiej: od młodej arystokratki do matki Elżbiety | fot. Wikipedia

Ukraina, dawne ziemie polskie. W rodzinie Czackich, hrabiostwa herbu Świnka (nim wykazywał się ojciec Feliks, matka Zofia pochodziła z kolei ze znamienitego rodu Ledóchowskich) rodzi się szóste dziecko – Róża. Wielu jej przodków po kądzieli było ludźmi zasłużonymi dla Polski. Mieczysław Ledóchowski to doradca Leona XIII, z kolei wuj Włodzimierz był generałem jezuitów, a jego siostry to św. Urszula i bł. Maria Ledóchowskie, a i po mieczu znaleźlibyśmy jednostki wybitne. Dobra to baza do wysokiej formacji kulturalnej i duchowej.

Kształcenie hrabianki

Róża Maria Czacka dorastała w drugiej połowie XIX wieku, w czasach zaborów, gdy kobiety nie miały dostępu do takiej samej edukacji instytucjonalnej jak mężczyźni. W zamożnych rodzinach ziemiańskich i arystokratycznych kształcenie dziewcząt odbywało się najczęściej w domu. Obejmowało języki obce, literaturę, historię, muzykę, religię i zasady życia towarzyskiego. Edukacja Róży Czackiej wpisywała się w ten model, ale jednocześnie wyraźnie poza niego wykraczała. O jej wykształcenie szczególnie dbał ojciec. W domu zatrudniano odpowiednio dobranych nauczycieli i guwernantki, także z zagranicy. Według materiałów Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi w Laskach Róża realizowała program odpowiadający poziomowi ówczesnego męskiego gimnazjum. Uczyła się m.in. historii i literatury polskiej, literatury francuskiej i rosyjskiej oraz przyrody. Jej edukacja miała więc charakter humanistyczny i obejmowała także poznawanie innych kultur.

Ważne miejsce zajmowały języki. Czacka biegle znała francuski, angielski i niemiecki, a uczyła się również rosyjskiego oraz łaciny kościelnej i średniowiecznej. Rozwijała także uzdolnienia artystyczne: pobierała lekcje muzyki i śpiewu, grała na fortepianie, uczyła się tańca i jeździła konno. Tak szeroka edukacja była związana nie tylko z pozycją społeczną rodziny, lecz także z jej tradycją intelektualną. Pradziad Róży, Tadeusz Czacki, był twórcą Liceum Krzemienieckiego i należał do ważnych postaci polskiego życia oświatowego. W domu Czackich wykształcenie łączyło się z patriotyzmem, religią, odpowiedzialnością społeczną i samodzielnością. W materiałach można znaleźć informację, że była osobą „świetnie wykształconą”. Jej formacja intelektualna nie była więc jedynie przygotowaniem do życia salonowego. Stworzyła podstawę późniejszej samodzielności, dzięki której po utracie wzroku mogła poznawać europejskie osiągnięcia w dziedzinie pomocy niewidomym i stworzyć własną, nowoczesną koncepcję ich kształcenia i rehabilitacji.

Koncepcja pedagogiczna

Matka Elżbieta Róża Czacka nie potraktowała utraty wzroku jako końca pewnego świata, lecz jako początek zadania, które wymagało wiedzy, konsekwencji i odwagi myślenia. Gdy w wieku 22 lat całkowicie straciła wzrok, nauczyła się brajla, a następnie zaczęła poznawać zagraniczne ośrodki i rozwiązania dotyczące niewidomych. Nie chciała jednak jedynie przenosić cudzych wzorów. Interesowało ją stworzenie w Polsce systemu, który odpowiadałby rzeczywistym potrzebom osób niewidomych. Właśnie w tym sensie stała się prekursorką polskiej tyflologii – dziedziny łączącej pedagogikę, psychologię, medycynę i technikę. Jednym z najbardziej wymownych przykładów jej działalności było przystosowanie pisma Braille’a do języka polskiego. Zadanie to wymagało czegoś więcej niż znajomości alfabetu. Potrzebne były umiejętności analityczne: rozpoznawanie struktury języka, porównywanie systemów pisma, dostrzeganie częstotliwości występowania liter i ich połączeń oraz przewidywanie, jak dany znak będzie funkcjonował w praktyce. Czacka znała języki zachodnioeuropejskie i śledziła rozwiązania stosowane w innych krajach. Wspólnie z s. Teresą Landy pracowała także nad polskimi skrótami brajlowskimi. W tym celu analizowano dziesiątki tysięcy połączeń literowych w różnych tekstach, przy wsparciu Głównego Urzędu Statystycznego. Była to praca językoznawcza, statystyczna i projektowa. Polski alfabet brajlowski wraz z pierwszym stopniem skrótów ortograficznych został zatwierdzony w 1934 roku i zalecony do nauki w szkołach specjalnych.

Najważniejsze jest jednak to, że brajl nie był dla Czackiej celem samym w sobie, był narzędziem samodzielności. Jej myślenie o niewidomych obejmowało całego człowieka: rozwój intelektualny, sprawność, pracę, relacje społeczne i życie duchowe. Dlatego w Laskach powstały szkoły, biblioteka, warsztaty, dom opieki i zaplecze tyflologiczne. Praca z niewidomymi tworzyła spójną koncepcję pedagogiczną: nie wyręczać, lecz uczyć; nie izolować, lecz włączać; nie skupiać się na braku wzroku, lecz rozwijać możliwości człowieka. Czacka łączyła empatię z badawczą dociekliwością. Słuchała doświadczenia niewidomych, a zarazem przekładała je na rozwiązania organizacyjne i edukacyjne. Jej dzieło pokazuje, że nowoczesna pomoc nie zaczyna się od współczucia, lecz od poznania. Właśnie dlatego Laski stały się nie tylko miejscem opieki, ale także laboratorium tyflologii: przestrzenią, w której wiedza miała prowadzić do wolności i samodzielności.

Ferment z Lasek

Laski, dzieło życia matki Czackiej z ośrodkiem dla osób niewidomych, można czytać jak jedną z najciekawszych opowieści o polskiej inteligencji XX wieku. Ich niezwykłość polegała na tym, że nie były ani salonem literackim, ani klasztorem, ani ośrodkiem akademickim. Były miejscem, w którym te światy mogły się ze sobą spotkać. Matka Elżbieta Róża Czacka stworzyła przestrzeń, w której człowiek przyjeżdżał wprawdzie do niewidomych, ale bardzo często wyjeżdżał z Lasek z nowym spojrzeniem na własne życie. Obok Czackiej pojawił się ks. Władysław Korniłowicz – duszpasterz inteligencji, człowiek niezwykle otwarty na kulturę i współczesną myśl. To on uczynił z Lasek miejsce formacji: rozmowy, rekolekcje, lektura, spory o filozofię i wiarę nie były tu dodatkiem do codzienności, lecz jej częścią. Powstało wydawnictwo Verbum, związane z myślą Jacques’a Maritaina, a wokół Lasek zaczęli pojawiać się ludzie, których nazwiska należą do historii polskiej kultury. Byli wśród nich Stefan Swieżawski, Teresa Landy, Zygmunt Serafinowicz, a także pisarze i artyści.

Laski stykały ze sobą ludzi o bardzo różnych temperamentach i życiorysach – od katolickich intelektualistów po tych, którzy dopiero szukali drogi do wiary. Dość powiedzieć, że na cmentarzu w Laskach pochowanych jest wielu pisarzy: Jerzy Zawieyski, Jan Lechoń, Marian Brandys. W atmosferze Lasek dojrzewała kultura rozmowy, w której można było przejść od poezji do filozofii, od spraw Polski do pytania o Boga. Nie chodziło o tworzenie zamkniętego kręgu wtajemniczonych. Przeciwnie – siłą tego miejsca była zdolność przyjmowania ludzi różnych: wierzących i poszukujących, uczonych i artystów, ludzi Kościoła i świeckich. To dlatego Laski mogły stać się jednym z miejsc, gdzie „wykluwały się” idee, zanim znalazły swoje miejsce w książkach, debatach i życiu publicznym. A w późniejszym okresie, choć wciąż w duchu Lasek, przebywali tutaj działacze opozycji antykomunistycznej, m.in. Adam Michnik, który napisał tu książkę Kościół. Lewica. Dialog. W tym kręgu była także s. Joanna Lossow, późniejsza jedna z najważniejszych postaci polskiego ekumenizmu. Jej obecność dobrze pokazuje, że otwartość Lasek nie była deklaracją. Wyrastała z codziennych relacji, przyjaźni i spotkań. Ludzie Lasek należeli do różnych pokoleń i mieli różne doświadczenia, ale łączyło ich przekonanie, że chrześcijaństwo nie może zamknąć się w obawie przed światem.

Ważną postacią tego świata był ks. Stefan Wyszyński. Z ks. Korniłowiczem łączyła go bliska więź, a z Laskami zetknął się jeszcze przed wojną. W czasie okupacji, gdy sam musiał się ukrywać, znalazł się w kręgu dzieła Czackiej. Później jego relacja z Laskami stała się częścią historii polskiego Kościoła. Nie była to jednak wyłącznie relacja instytucjonalna. Kard. Wyszyński należał do ludzi, dla których Laski były miejscem duchowego oddechu i spotkania z konkretnym człowiekiem. Może właśnie dlatego Laski przetrwały jako coś więcej niż instytucja. Były miejscem wytchnienia od hałasu świata, ale nie ucieczki od świata. Można było usiąść w ogrodzie, porozmawiać z kimś niewidomym, spotkać księdza, pisarza czy profesora, spróbować lepiej rozumieć świat.

***

Laski były i są miejscem, w którym idee nie rodziły się przy biurku – rodziły się przy spotkaniu. Nasza bohaterka z kolei łączyła wiele światów. Jej los można odczytać na tle burzliwej historii XIX i XX wieku. Hrabianka, która założyła zakon i postanowiła zostać córką Biedaczyny z Asyżu – to kolejny styk, którego dokonała Czacka. Wreszcie pomost między światem widzących a niewidomych. Mówiło się dzięki temu o niej, że była niewidomą, która widziała więcej.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 42/2026