Jezus nie powołał idealnych, a my wciąż dzielimy ludzi na lepszych i gorszych

Dwunastu apostołów nie było elitą ani duchowymi herosami. Byli słabi, pogubieni i pełni wad. Mimo to Jezus właśnie ich wybrał. To dla nas ważna lekcja bo wciąż zbyt łatwo dzielimy ludzi na lepszych i gorszych.
Czyta się kilka minut
bp Damian Muskus OFM I il Agnieszka Robakowska/PK
bp Damian Muskus OFM I il. Agnieszka Robakowska/PK

Można powiedzieć, że Kościół zrodził się z zatroskanej miłości Boga, który widzi nasze pogubienie, ból i cierpienie, i lituje się nad ludzkim losem. Porzuceni i znękani, jak owce bez pasterza, stalibyśmy się bezbronni wobec świata, gdyby nie wrażliwość Boga, ogrom Jego współczucia i pragnienie, byśmy byli bezpieczni i szczęśliwi. To pragnienie zaprowadziło Jego Syna na krzyż. Z tego pragnienia też został ukształtowany Kościół.

Z myślą o ufnych, ale bezbronnych; szukających szczęścia, ale błądzących; cierpiących, ale spragnionych miłości Pan powołuje Dwunastu. Mateusz wymienia wszystkich z imienia. Za każdym z tych imion stoi konkretna historia – celników, rybaków, ludzi o gorących sercach, marzących o wolności i życiu w bezpieczeństwie i miłości. Czy byli w czymś lepsi od tłumów „znękanych i porzuconych”? Czy wyróżniali się specjalnymi predyspozycjami, wyjątkowym przygotowaniem, przenikliwym rozumieniem misji Jezusa?

Dobrze wiemy, że nie. Historia pokazała, że do późniejszej świętości szli przez doświadczenia własnej słabości, gorycz porażek, rozczarowań i wątpliwości. Jeden z nich, choć obdarzony takim samym zaufaniem jak pozostali, zdradził swojego Mistrza, wymienił Jego życie na niewiele wartą garść srebrników. Nie byli herosami. Byli zwyczajnymi ludźmi, o różnych osobowościach, talentach i umiejętnościach, z całą paletą wad i zalet.

Bóg bowiem powołuje kogo chce, kiedy chce i w taki sposób, który On sam uważa za najlepszy dla człowieka. Wobec każdego z nas też istnieją Boże plany. Zamiast więc studiować życie innych ludzi, stawiajmy raczej sami sobie pytania: a co ja robię ze swoim powołaniem? W jaki sposób odpowiadam Bogu? Jak spierający się o pierwszeństwo synowie Zebedeusza? Jak umiłowany najmłodszy uczeń Jan, impulsywny Szymon Piotr? A może wkraczam pomału na Judaszową drogę samozniszczenia?

Lubimy o tym zapominać. Wewnątrzkościelne utarczki najczęściej niewiele mają wspólnego z poszukiwaniem prawdy i dobra, a zazwyczaj powstają z naszych ludzkich ocen, zawiści, braku wrażliwości i prawdziwego zainteresowania drugim człowiekiem. Prawdziwego, czyli wyrastającego z miłości, a nie z tendencji do krytykowania bliźnich. Tworzymy między sobą podziały zakorzenione na próbach udowadniania słuszności swoich racji i przekonań, na osądzaniu innych, podważaniu szczerości ich poszukiwań i relacji z Bogiem i wspólnotą.

Bóg powołuje nas wszystkich do tego, byśmy głosili jak On – z głębi serca, z miłością i głębokim współczuciem, z wrażliwością na ludzkie biedy i nieskończoną cierpliwością dla zbłąkanych, czujących się osamotnionymi i porzuconymi w Kościele. Tworzymy wspólnotę nie konkurentów w wyścigach po Bożą przychylność, ale sióstr i braci połączonych tym samym powołaniem do miłości. Kościół więc gromadzi ludzi, którzy powinni być dla siebie wzajemnie współczujący, wspierający, solidarni. Czy tak rzeczywiście jest? Wiemy, że różnie z tym bywa… Niestety, zajmując się bardziej osądami i wartościowaniem ludzkich dróg do Boga, zdradzamy zaszczytną misję, do której powołał nas Pan. 

Ale nie tylko wewnątrz Kościoła fundujemy sobie i innym piekło podziałów. Jezus nie mówi: Oceniajcie, kto jest wart Dobrej Nowiny. On posyła uczniów, by głosili bliskość królestwa niebieskiego i Jego mocą uzdrawiali, wskrzeszali, oczyszczali… Owszem, w tamtym momencie radzi im, by nie szli do pogan. Ale już po Zmartwychwstaniu roześle swoich uczniów na krańce ziemi, do wszystkich spragnionych nadziei, do pogan i wierzących. To nie do uczniów jednak należało decydowanie, komu warto głosić Ewangelię. Nie do nas należy ocena, w czyim sercu Bóg ma ulokować swoją łaskę. Nie jesteśmy jej właścicielami, ale współpracownikami. A to zasadnicza różnica.


Słowa Ewangelii według św. Mateusza        

Jezus, widząc tłumy, litował się nad nimi, bo byli znękani i porzuceni, jak owce niemające pasterza. Wtedy rzekł do swych uczniów: «Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. Proście Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo».

Wtedy przywołał do siebie dwunastu swoich uczniów i udzielił im władzy nad duchami nieczystymi, aby je wypędzali i leczyli wszystkie choroby i wszelkie słabości. A oto imiona dwunastu apostołów: pierwszy – Szymon, zwany Piotrem, i brat jego Andrzej, potem Jakub, syn Zebedeusza, i brat jego Jan, Filip i Bartłomiej, Tomasz i celnik Mateusz, Jakub, syn Alfeusza, i Tadeusz, Szymon Gorliwy i Judasz Iskariota, ten, który Go zdradził.

Tych to Dwunastu wysłał Jezus i dał im takie wskazania: «Nie idźcie do pogan i nie wstępujcie do żadnego miasta samarytańskiego. Idźcie raczej do owiec, które poginęły z domu Izraela. Idźcie i głoście: Bliskie już jest królestwo niebieskie. Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy. Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie».

Mt 9, 36 – 10, 8

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 24/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Dwunastu zwyczajnych