No tak, przecież Nawrocki ćpa. Ja nie mówię, że narkotyki, coś bierze. Jest uzależniony od jakiejś dawki, którą musi przyjmować częściej niż co godzinę” – to odrobinę nieskładna wypowiedź byłego premiera Kazimierza Marcinkiewicza w TVP Info. Zaprosiła go do studia Dorota Wysocka-Sznepf, nazwana kiedyś „arcykapłanką propagandy”. Na życzliwe wysłuchanie przez nią przed kamerami może liczyć każdy – jak nie uliczny awanturnik, to internetowy hejter, pod warunkiem że będzie nadawał na prawicową opozycję. Były premier stanął w takim szeregu. Dlaczego wypowiedź jest nieskładna? Według niego Karol Nawrocki ćpa, ale nie wiadomo czy narkotyki. Słownikowe znaczenie słowa ćpanie: „Narkotyzowanie się, przyjmowanie niedozwolonych środków odurzających”. Czy to dotyczy nikotynowego snusa, którego używa prezydent? Pewnie nie, ale to nieważne, chodzi o odpychające skojarzenie. Określenie „ćpun” to jedna z najczęstszych obelg, które kierują pod adresem obecnej głowy państwa internauci, czasem ludzie aspirujący do miana kulturalnych. Jest też „alfons”, „kibol”, „żul” – można wybierać.
Owo delektowanie się obelgami to nieodłączna część obecnego życia publicznego. Pomińmy szczególny przypadek samego Marcinkiewicza, bo to on jest uzależniony: od kamer. A że wypchnięty przez laty z polityki nie ma nam niczego merytorycznego do powiedzenia, kupuje sobie obecność w antypisowskich mediach insynuacjami pod adresem swojej dawnej partii. Żałosna to rola. Mnie jednak bardziej ciekawią owe zastępy hejterów bezinteresownych. Ludzi przekonanych, że ubliżając obecnemu prezydentowi, służą Polsce, a na dokładkę poświadczają własny status. Grubiaństwo ma być przepustką do bycia elitą. Tak kiedyś szlachta uważała, że jej przywilejem jest nazywanie chłopa czy plebejusza „chamem”. Nawrocki nadaje się do tego lepiej niż inni wrogowie – z powodu niejasnych oskarżeń z kampanii, ale i generalnego przekonania, że to człowiek z ludu, nieuprawniony do partycypowania w jakiejkolwiek władzy, ba, niegodny miana człowieka z towarzystwa – naszego towarzystwa – uformowanej w PRL-u nowej arystokracji.
Karol Nawrocki urządził pierwszą rocznicę swojej prezydentury. Można dyskutować, czy to sensowne, czy para nie idzie za bardzo w gwizdek. Można się spierać o jego dorobek z tego roku. Tym niemniej jego godzinne wystąpienie było mistrzostwem politycznej formy. Problem w tym, że im bardziej doktor historii Nawrocki jest sprawny, im bardziej jest komunikatywny, im zręczniejszy, tym dla zdetronizowanych eks-arystokratów jest bardziej chamem. Gdyby go nie było, trzeba by go było wymyślić dla skuteczniejszego leczenia kompleksów ludzi aspirujących do rządu dusz, do którego to rządu przepustką jest wyłącznie dobre mniemanie o sobie. Nie będę przypominał, że prezydenta chroni przed zniewagami także kodeks karny. Nie będę, bo może ta ich śmieszność to tak naprawdę prezent oferowany temu, kogo zwalczają.
Na koniec jeszcze jeden cytat z Marcinkiewicza. „Nawrocki nie zrobił nic. W związku z tym, żeby było o czym rozmawiać na podsumowanie tego roku, zrobił akademię na cześć Nawrockiego i tam paru takich udających dziennikarzy, podwórkowych głupków siedziało i mówiło rzeczy niestworzone”. Podwórkowymi głupkami są: sprawna dziennikarka Polsatu Dorota Gawryluk, wybitny historyk prof. Andrzej Nowak, człowiek sukcesu, szef Kanału Zero Krzysztof Stanowski i publicysta, autor wielu książek Rafał Ziemkiewicz. Takie etykietki przykleja im człowiek znany od lat jedynie z własnych groteskowych przygód rozwodowych. To synteza życia publicznego współczesnej Polski.
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu lub zakup subskrypcję od razu na rok i oszczędź pieniądze.







