Bardzo lubię fotografię. Kiedy jeszcze byłem studentem dziennikarstwa i odbywałem praktyki w jednej z poznańskich gazet, uwielbiałem zaczynać lekturę prasy od małej dziennikarskiej formy, jaką jest zdjęcie z opisem. Cieszę się, że tę formę praktykujemy także na łamach „Przewodnika Katolickiego”. Czy udzielają się i nam emocje, gdy patrzymy na zdjęcie polskich siatkarzy, trzymających w rękach złote trofeum, które wywalczyli w Mediolanie? Krótka informacja obok zdjęcia, że to już jedenasty medal, który nasza drużyna przywiozła z mistrzostw Europy, tylko potęguje emocje, może nawet przyprawia o ciarki na skórze! Chwila uchwycona w kadrze ma swoje piękno i przemawia. W dobie mediów (anty)społecznościowych (pozwalam sobie na tę uszczypliwość w kontekście toczonych dyskusji o faktycznej, społecznotwórczej roli social mediów), gdzie króluje przede wszystkim obraz, bardziej niż słowo, nośne i przemawiające stają się takie obrazy, jak wzruszony Leon XIV, śpiewający antyfonę Salve Regina przed ocalałą z pożaru figurą Matki Bożej z paryskiej katedry Notre Dame, albo noszący ślady przemocy ks. Adrian z Jarosławia, który w homilii przebaczył swemu oprawcy Ihorowi M., ale i zaapelował do wiernych o przebaczenie w duchu chrześcijańskiej miłości i nieuleganie pokusie pójścia drogą odpowiedzialności zbiorowej (nożownik jest Ukraińcem). Swoją drogą, w zalewie informacji i nadmiarze bodźców być może właśnie fotografia ma szczególne zadanie – zatrzymuje nas, pozwala wejść w głąb ujętej w kadrze historii, skłania do zastanowienia.
Ciekawe jest też, jak splatają się ze sobą przesłanie Leona XIV, który jak refren powtarza apel o pokój, z konkretną sytuacją, jaka wydarzyła się w Jarosławiu. Atak nożownika nie tylko zakłócił pokój mieszkańców, ale rozbudził w nich niepokój o własne bezpieczeństwo, ale też i demony, zresztą podsycane przez polityków. Łatwo przerzucić bowiem odpowiedzialność za czyn jednego człowieka na cały naród, grać narracją o konieczności odwetu, zdecydowanych i radykalnych działań wobec narodu, którego przedstawicielem jest przebywający w areszcie nożownik. Tym większe wrażenie robi postawa ks. Adriana, który z trudem, ale niemniejszym przekonaniem, przypominał, co znaczy być chrześcijaninem w praktyce. Że jest to droga przebaczenia, niewchodzenia w spiralę nienawiści, umiejętność bycia ponad emocjami. Ta sytuacja jest równie wstrząsająca dla mieszkających w Jarosławiu Polaków, jak i Ukrainców. Czyż i oni nie mają prawa bać się teraz o swoje bezpieczeństwo? Umieć przyłożyć Ewangelię jak plaster na społeczne lęki, czasem może wbrew sobie i swoim najbardziej ludzkim odczuciom – oto jest osobisty wybór chrześcijaństwa, nie narzucony z zewnątrz, nie motywowany tradycją, ale wynikający z osobistego spotkania z Chrystusem miłosiernym i przebaczającym także mnie, moje osobiste grzechy i błędy.
W tym kontekście przychodzi mi na myśl pytanie, jakie Szymon Bojdo zadał Leonardowi Bieleckiemu OFM, czy Franciszek z Asyżu umierał szczęśliwy. Z właściwym sobie poczuciem humoru Leonard odpowiada, że jeśli myślał o zakonie, który w jakimś sensie był dziełem jego życia, mógł raczej być nieco rozczarowany tym, w jakim kierunku wszystko poszło. W Asyżu wszystko robi wrażenie. To miasteczko, które się chłonie, w które warto się zatopić, szczególnie rzecz jasna w bazylikę, której centralnym miejscem są relikwie świętego. Obraz który do mnie stamtąd powraca, to zdjęcie wykonane przeze mnie kilka lat temu. Zniszczony, pocerowany habit Franciszka, umieszczony za szybą, w której odbija się kolorowy witraż przedstawiający świętych zakonu. Widok habitu nie tylko uświadamia wzrost Biedaczyny z Asyżu – miał niespełna 160 cm – ale pozwala niemal namacalnie dotknąć historii jego życia. Ostatecznie tym są relikwie – pamiątką, w jakimś sensie uobecniającą osobę i charyzmat świętego, przypominającą też o rzeczywistości, do której wszyscy jesteśmy zaproszeni – społeczności świętych. Obcowanie świętych, w które wierzymy (nasze staropolskie słowo „obcowanie” wyraża łacińskie communio sanctorum), przypomina o duchowej więzi całego Kościoła: pielgrzymującego, oczyszczającego się i uwielbionego. Communio sanctorum to wspólnota osób świętych, jak i wspólnota w rzeczach świętych. Wracając do rozczarowania, o którym wspomniał Leonard. Cóż, jesteśmy tylko ludźmi, więc i struktury, które współtworzymy, nie są wolne od naszych słabości. Dlatego Franciszek wciąż ma dużo do powiedzenia Kościołowi, a skierowane do niego wezwanie: „Idź, odbuduj mój Kościół”, jest stałym wezwaniem uczniów Chrystusa, by czynić Kościół mniej światowym, a bliższym Ewangelii i woli Jego założyciela.
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.











