Jest coś bezradnego w próbie przekazania komuś własnej wiary. Możemy nauczyć dziecko modlitwy, zabierać je do kościoła, opowiadać mu o Bogu, pokazywać, jak ważna jest dla nas Ewangelia. Możemy dać mu wszystko, co sami otrzymaliśmy. Nie możemy jednak sprawić, by uwierzyło. Nie możemy przeżyć za nie spotkania z Chrystusem. Każdy musi kiedyś sam odpowiedzieć na Jego zaproszenie: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście”.
Ta bezradność nie powinna jednak prowadzić do rezygnacji. Przeciwnie, stawia przed nami pytanie o odpowiedzialność. Skoro nie możemy uwierzyć za drugiego człowieka, to co właściwie możemy i powinniśmy mu dać? Jak przekazywać wiarę, nie zamieniając jej w zestaw religijnych przyzwyczajeń, nakazów i zakazów? Jak towarzyszyć, nie próbując kontrolować? I wreszcie: czy sami mamy czym się dzielić?
Opublikowany niedawno dokument Dykasterii Nauki Wiary Venite ad me przypomina, że chrześcijaństwo zaczyna się nie od obowiązku, ale od spotkania. Nie od poznania katalogu prawd i zasad, lecz od odkrycia, że Bóg kocha człowieka, wychodzi mu naprzeciw i zaprasza do relacji. To spotkanie nie jest jednorazowym doświadczeniem ani przywilejem wybranych. Staje się początkiem drogi, na której człowiek stopniowo poznaje Chrystusa, uczy się Jego sposobu patrzenia i przemienia swoje życie.
W dokumencie pojawia się piękny obraz zapalania świec od paschału. Jedno światło rozprzestrzenia się na kolejne, aż rozjaśnia cały kościół. Tak przekazuje się wiarę: nie jak wiedzę z podręcznika czy rodzinny majątek, ale jak światło, które otrzymaliśmy i którym możemy podzielić się z innymi. Nie jesteśmy jego źródłem. Nie możemy też nikogo zmusić, by je przyjął. Możemy jednak zadbać, by nie zgasło w nas samych.
To ważna perspektywa, zwłaszcza gdy patrzymy na rodziców przeżywających odejście dzieci od Kościoła. Łatwo wtedy o poczucie porażki i pytanie: co zrobiliśmy nie tak? Tymczasem wychowanie do wiary jest także wychowaniem do wolności. Dziecko nie jest przedłużeniem religijności rodziców, a jego droga do Boga nie musi być kopią naszej. Nie oznacza to, że mamy być obojętni. Przeciwnie, mamy dać mu świadectwo wiary i stworzyć miejsce, do którego zawsze będzie mogło wrócić. Czasem najważniejszym aktem miłości jest pozostawienie otwartych drzwi.
Ta sama zasada dotyczy całego Kościoła. Nie wystarczy pytać, dlaczego ludzie odchodzą, dlaczego młodzi nie chcą uczestniczyć w niedzielnej Eucharystii, dlaczego kolejne pokolenia coraz słabiej identyfikują się z chrześcijaństwem. Trzeba również zapytać, co sami im proponujemy. Czy nasze wspólnoty są miejscami, w których można doświadczyć przyjęcia, przebaczenia i bliskości? Czy potrafimy słuchać, także wtedy, gdy słyszymy rzeczy niewygodne? Czy umiemy przyznać się do błędów, przeprosić, nie udawać, że nie ma problemów? Nie można tłumaczyć wszystkich odejść sekularyzacją, kryzysem rodziny czy kulturą cyfrową. Czasem ludzie tracą zaufanie do Kościoła z powodu tego, czego sami w nim doświadczyli.
Być może właśnie dlatego dokument tak mocno przypomina o pierwszeństwie świadectwa. Nie ma niczego, co czyniłoby Kościół bardziej wiarygodnym w głoszeniu Ewangelii niż świętość jego członków. Nie chodzi o doskonałość, której nikt z nas nie osiągnął, ale o autentyczność: o życie, które pozwala zobaczyć, że spotkanie z Chrystusem naprawdę coś zmienia.
Nie możemy uwierzyć za nasze dzieci, przyjaciół ani tych, których spotykamy w duszpasterstwie. Nie możemy też zwolnić się z odpowiedzialności za to, by opowiadać im o Chrystusie. Wolność drugiego człowieka nie jest usprawiedliwieniem naszej bierności. Jest wezwaniem do cierpliwego świadectwa, towarzyszenia i miłości, która nie stawia warunków wstępnych.
Wiara nie przekazuje się sama. Potrzebuje ludzi, którzy najpierw sami pozwolili się zapalić światłu Chrystusa. Zanim więc zapytamy, jak rozpalić wiarę innych, warto zapytać siebie: czy to światło wciąż płonie we mnie? I czy ci, którzy są blisko mnie, mogą dzięki temu dostrzec coś z blasku Ewangelii?
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.











