Syria po ISIS. Widmo powrotu Państwa Islamskiego

Dżin tzw. Państwa Islamskiego, wypuszczony z butelki, nie da się do niej z powrotem zagonić bez walki. A słabej Syrii nie stać na otwarcie kolejnego frontu.
Czyta się kilka minut
W obozach takich jak Al-Hol zamknięto 12 tys. bojowników tzw. Państwa Islamskiego. Razem z nimi zatrzymano i osadzono 70 tys. kobiet i dzieci | fot. Abdulmonam Eassa/Getty Images
W obozach takich jak Al-Hol zamknięto 12 tys. bojowników tzw. Państwa Islamskiego. Razem z nimi zatrzymano i osadzono 70 tys. kobiet i dzieci | fot. Abdulmonam Eassa/Getty Images

Klatka bestii otwarta! – alarmują organizacje monitorujące problem bezpieczeństwa na Bliskim Wschodzie. Kilkadziesiąt tysięcy byłych bojowników ISIS (skrótowa nazwa tzw. Państwa Islamskiego), od siedmiu lat przetrzymywanych w pilnie strzeżonych obozach, ma obecnie otwartą drogę ucieczki. Jak wielu z nich już z tej okazji skorzystało – tego nie wiemy, pewne jest jednak, że wielu. I będzie ich coraz więcej. Terrorystyczne państwo ISIS, jeszcze półtora roku temu nieomal dobite przez oddziały syryjskich Kurdów, zyskuje przez to nową dynamikę. Niestety, możemy założyć niemalże z pewnością, że niebawem o nim znowu usłyszymy.

Armia ISIS za drutami

W 2019 roku reżim Baszara Asada w Damaszku jeszcze trzymał się mocno, wszelako nie kontrolując pustynnych terenów na lewym brzegu Eufratu, gdzie swoje minipaństwo, z walną pomocą USA, zainstalowali Kurdowie. Amerykanie byli tym żywo zainteresowani, jako że kurdyjskie formacje (dla niepoznaki nazwane Syryjskimi Siłami Demokratycznymi, SDF) były wówczas jedyną siłą zdolną pokonać i utrzymać w ryzach bojowników tzw. Państwa Islamskiego. Ich iraccy pobratymcy wcześniej, podczas kilku lat krwawych i wyczerpujących zmagań, uczynili to samo z iracką częścią ISIS (to „państwo” rozciągało się na pograniczu Iraku i Syrii). Amerykanie sprawnie, kurdyjskimi rękami, uwolnili więc rozległe obszary dwóch państw od koszmaru rządów sunnickich fanatyków. Resztki bojowników ISIS schroniły się w jamach i jaskiniach najbardziej niedostępnych rejonów Pustyni Syryjskiej.

Pozostał problem wziętych do niewoli bojowników: 12 tysięcy bezwzględnych i zdeterminowanych żołnierzy obłąkanej idei, wśród nich dwa do dwóch i pół tysiąca obcokrajowców (tzn. nie będących obywatelami ani Syrii, ani Iraku) – najbardziej sfanatyzowanych i najbardziej niebezpiecznych. Jak policzono, pochodzą aż z 50 krajów, wśród nich z Polski. W tym przypadku chodzi raczej o pojedyncze osoby (nie znamy dokładnych danych), natomiast znacznie większą grupę naszych rodaków stanowią kobiety, żony bojowców.

Bo razem z żołnierzami ISIS zatrzymano i osadzono w obozach 70 tys. kobiet i dzieci. Brzmi to nieludzko, lecz należy wiedzieć, że mamy do czynienia z sytuacją szczególną. Tych kobiet i tych dzieci nikt z ich domów nie porywał, przebywały one razem z bojowcami w ich polowych obozach. Ta ludzka masa przeszła więc jakby tylko z obozu do obozu. I, co ważne, uczyniła to w dużej mierze dobrowolnie – kobiety nie chciały rozdzielać się z mężami.

Kurd zrobił swoje...

Spośród kilkunastu mniejszych i większych punktów koncentracji jeńców największym pozostaje dotąd obóz Al-Hol, położony tuż przy granicy z Irakiem. W szczytowym momencie mieścił on 60 tys. osób. Do maja tego roku przebywało w nim, jak oceniają obserwatorzy, około 50 tys. Jednak w maju kurdyjscy strażnicy z SDF opuścili wieżyczki i wyjechali na północ, w głąb terenów kontrolowanych jeszcze przez kurdyjskie minipaństwo.

Co się stało? Przypomnijmy, że w grudniu 2024 roku reżim Asada w Damaszku obalony został przez partyzantów Frontu Wyzwolenia Lewantu (Hajat Tahrir asz Szam). Syria po raz pierwszy od wielu lat zyskała okazję do budowy państwa – nawet jeśli nie w pełni demokratycznego, to w każdym razie wolnego od cienia zbrodniczych rządów klanu Asadów. Trzeba je tylko było pozbierać do kupy. I to właśnie rząd w Damaszku od półtora roku czyni, choć idzie mu to z niemałym trudem. A ostatnią dużą siłą, która nie chce w pełni podporządkować się rządowi, pozostaje SDF. Jednak iraccy Kurdowie krok po kroku się wycofują pod naporem wojsk rządowych, a dzieje się tak z powodu decyzji Waszyngtonu, która zapadła jeszcze przed Donaldem Trumpem: Kurd zrobił swoje (co znaczy: pokonał ISIS, naszego wroga), więc może już odejść. Można zrozumieć polityczne motywy tej decyzji, gdyż Stanom Zjednoczonym zależy chyba na zjednoczonej i jako tako silnej Syrii. Jednak Kurdowie odebrali gest USA jako zdradę – i też trudno im się dziwić. Przecież gdyby nie oni, Ameryka nigdy by sobie nie poradziła z tzw. Państwem Islamskim.

Strażnicy Al-Hol zwinęli więc manatki i opuścili obóz. Na ich miejsce przybyli żołnierze syryjskiego państwa. Ale to już nie to samo. Po pierwsze – Syryjczycy nie znają terenu, trudno im więc opanować sytuację w kolosalnym punkcie ludzkiej koncentracji. Po drugie – wielu z nich to dawni, „nawróceni na demokrację” bojownicy ISIS. Niedaleko pada jabłko od jabłoni, więc Syryjczycy patrzą przez palce na to, co dzieje się pod ich bokiem. A tymczasem fanatycy szariatu wymykają się za druty.

Ku chwale Państwa Islamskiego!

Kurdyjski system penitencjarny w Al-Hol był prosty i przejrzysty: osobno trzymano mężczyzn, osobno zaś kobiety i dzieci. Natomiast chłopcy po ukończeniu dwunastego roku życia od razu trafiali do męskiej zony. A dzieci w Al-Hol ciągle dorastają i ciągle się rodzą. Małżeństwa mają wyznaczony czas wizyt – i czasu tego nie marnują.

Celem izolacji było oczywiście, jak teoretycznie w każdym więzieniu, niedopuszczenie do dalszego szerzenia się radykalizmu. I, jak zwykle, cel ten zupełnie się nie udaje. Kobiety, żony bojowców (przypomnijmy: jest ich kilkadziesiąt tysięcy), trzymają twardy kurs ideowej solidarności z mężami. Wszystkie chodzą w burkach, godzą się na prawo szariatu, co więcej, powszechną praktyką jest tam potajemne żenienie nieletnich jeszcze par – oczywiście dla chwały przyszłego, odrodzonego jak feniks tzw. Państwa Islamskiego. Żony bojowników tłumaczą nawet dziennikarzom, że ich mężowie dobrze robili, gwałcąc i zniewalając w Iraku tysiące młodych jezydek. Bo na cóż lepszego zasługują czciciele diabła?

Nic dziwnego, że dwunastoletni chłopak, wychowany w takiej atmosferze, wchodzi do męskiej zony już urobiony. Tam natychmiast poddawany jest intensywnemu szkoleniu na przyszłego bojownika. Tak było nawet za Kurdów, zatem tym bardziej jest za Syryjczyków. Jeśli oczywiście będzie jeszcze komu szkolić nastolatków.

Co zrobić z kobietami?

Problem, niestety, ma jeszcze głębsze dno – i nie bez racji przypominają o nim organizacje obrony praw człowieka. Bo przecież nie wszystkie kobiety to fanatyczki. Jakaś część uwięzionych pań to zwyczajne żony i matki, zatroskane o dobro i bezpieczeństwo swoich najbliższych. Niektóre tylko jakimiś meandrami losu związały się z bojownikami i teraz żałują tej decyzji. Chciałyby wyjść na wolność, ale nie mogą. Bo jeśli się tylko ujawnią, najpierw, zanim ktokolwiek podejmie w ich sprawie formalną decyzję, zostaną zadziobane przez własne, kobiece otoczenie. I nie chodzi tu bynajmniej tylko o cierpienie psychiczne. W kobiecej części Al-Hol, zgodnie z prawem szariatu, powszechną karą za wykroczenie jest chłosta. Ale bywa i gorzej.

Ile jest takich kobiet? Tego nikt nie wie. Ale na pewno sporo. Co z tym fantem zrobić? Też nie bardzo wiadomo. W Al-Hol mamy do czynienia z paradoksalną sytuacją: problem nadmiernej wolności mężczyzn krzyżuje się tutaj z problemem braku wolności kobiet, przynajmniej niektórych. Gremialne wypuszczenie wszystkich i odesłanie do krajów pochodzenia (a są tam i Polki) to jednak duże ryzyko. Przekonały się o tym władze Australii, które jako pierwsze przyjęły większą grupę byłych więźniarek. I okazało się, że dużej części z nich australijskie służby bezpieczeństwa od razu zarzuciły akty przemocy, popełnione przed i nawet po uwięzieniu. Z drugiej strony jak zaakceptować bez wstydu fakt bezterminowego pozbawienia wolności dużej, nieznanej z liczby ilości kobiet oraz dzieci, których jedyną winą jest to, że kiedyś ich matki zakochały się w niewłaściwym człowieku?

Ten trudny problem powinno załatwić, jako najbardziej kompetentne, państwo syryjskie. Ale Syria nadal walczy o jedność – i nadal jest słaba. Zbyt słaba, by zdobyć się na sprawne, a jednocześnie sprawiedliwe rozwiązanie problemu obozów ISIS. Kiedy uciekną stamtąd wszyscy mężczyźni, zostaną przecież ich rodziny.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.

Co otrzymujesz w subskrypcji?

- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów

- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym

- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej

- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online

- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży

- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF

Najlepsza cena

Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.

- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł

↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 32/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Fanatycy szariatu odzyskują wolność