Logo Przewdonik Katolicki

Antyhistoria czystej wody

Jacek Borkowicz
fot. Materiały prasowe

Kos nie jest żadnym „historycznym filmem akcji”, jak zachwalają go producenci. To znaczy – akcji tam w istocie niemało, ale historii nie ma za grosz. Niemniej do obejrzenia filmu zachęcam.

Kraj przemierzają dwaj wędrowcy: biały i Murzyn, sorry – Afroamerykanin. Ich misją jest czynienie sprawiedliwości, ale na razie muszą się maskować. Jesteśmy na południu, tutaj plantatorzy są wyjątkowo okrutni wobec swoich niewolników. W takim układzie biały nominalnie jest szefem, ale w rzeczy samej to ten drugi bije go na głowę pod każdym względem. Jest sprawniejszy fizycznie, przystojniejszy i zdecydowanie bardziej inteligentny. Jego biały towarzysz w momencie zagrożenia próbuje przebić go chytrością, ale tylko pakuje siebie i kompana w jeszcze większe tarapaty, z których ostateczne wyjście znajdzie – rzecz oczywista – dopiero czarny.
Tak w największym skrócie wygląda fabuła filmu Django Quentina Tarantino. Aa, przepraszam, miało być o Kosie Pawła Maślony… Tyle że powyższe libretto pozostaje w mocy. Jego treść w wypadku obu produkcji zgadza się co do literki.
 

Pełna treść artykułu w Przewodniku Katolickim 6/2024, na stronie dostępna od 07.03.2024

Komentarze

Zostaw wiadomość

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki