Logo Przewdonik Katolicki

Wiara jest jak wiosna

FOT. BARTOSZ KRUPA/EAST NEWS. Katarzyna Olubińska.

O tym, po co pytać celebrytów o wiarę, wielkim sukcesie i pragnieniu, które gasi jedynie Bóg, z Katarzyną Olubińską rozmawia Marta Brzezińska-Waleszczyk

Skąd pomysł, by pytać celebrytów o wiarę?
Taka jest moja praca. Od siedmiu lat, w redakcji „Dzień dobry TVN” na co dzień spotykam się z osobami z pierwszych stron gazet. Rozmawiam z nimi o filmach, w których zagrali, muzyce, którą tworzą, ale także o ich pasjach, hobby, domu. To moje naturalne środowisko. Zdaję sobie sprawę, że te gwiazdy są interesujące, zwłaszcza dla młodych ludzi, których inspirują. Kiedy wiara stała się ważna także dla mnie, zauważyłam, że wokół jest wiele takich historii.
 
Nawróceń?
– Ludzie sukcesu tęsknią za czymś więcej wbrew obiegowej opinii, że życie w wielkim mieście jest puste, a gwiazdy dbają wyłącznie o wizerunek i pieniądze. Mogę powiedzieć, że to nieprawda, bo w tym wielkim świecie spotkałam osoby, które tęsknią, szukają, modlą się. Mamy tendencję, by zamykać Boga w kościele albo wskazywać, kto ma do Niego prawa. Sprzeciwiam się temu. Chcę powiedzieć, że w wielkim mieście też działa Bóg. Słyszałam takie historie i zapragnęłam, by pokazać je ludziom. Były zbyt piękne, aby o nich nie mówić.
 
Zaczęło się od wywiadów telewizyjnych.
– Później zamieszczałam wersje tekstowe na blogu. Byłam zaskoczona, że już pierwszy wywiad spotkał się z bardzo pozytywnym odbiorem. Przekonałam się, że ludzie potrzebują dobrego przekazu.
 
Z drugiej strony pojawiają się zarzuty, że to „lans na wiarę” , a coming outy celebrytów są modne.
– Jestem nimi zmęczona. Cokolwiek dobrego zrobisz, zawsze znajdzie się ktoś, komu to się nie spodoba. Spotkałam się niedawno z Kapsydą Kobro, która wydała książkę o ks. Janie Kaczkowskim. Zarzucono jej, że okładka jest zbyt ciemna, a to nie pasuje do ks. Jana. Ja z kolei słyszałam, że moja nie powinna być taka różowa, bo to odstraszy mężczyzn. Zawsze, kiedy chcesz zrobić coś wartościowego, pojawią się krytykanci. Dobrze byłoby, gdyby każdy coś zrobił dla Kościoła, powiedział, jaki jest piękny. Przestańmy się krytykować, zacznijmy doceniać.
 
Dlaczego w pewnym momencie Ty sama wyznałaś publicznie, że wierzysz w Boga? W środowisku dziennikarskim to nie jest typowe. Nie bałaś się, że dostaniesz łatkę?
– To kolejny mit o świecie dziennikarzy. W moim środowisku jest wiele osób wierzących, które chodzą do kościoła, modlą się, poszukują. Oczywiście, są osoby innej wiary albo w ogóle niewierzące, ale szanujemy się. Nikomu się nie narzucam, nie mówię, jak ma żyć. Po prostu opisałam swoją historię, podzieliłam się czymś dla mnie ważnym, co mnie kształtuje, jest moją siłą i sprawia, jak myślę o świecie. Robiłam kiedyś cykl „Kobieta w religiach świata”, w którym rozmawiałam z wyznawczyniami innych religii. Podchodzę do moich rozmówców z szacunkiem i tego samego oczekuję, kiedy mówię, w kogo ja wierzę. Pora, byśmy w tym wielkim mieście szanowali się wzajemnie. Wierzę, że to możliwe.
 
Nie miałaś problemów po swoim wyznaniu?
– Wręcz przeciwnie! Po premierze koledzy z mojej redakcji zgotowali mi niezwykle ciepłe przyjęcie. Gratulowali, zamieszczali zdjęcia książki w swoich kanałach społecznościowych. Byłam gościem w „Dzień dobry TVN”. Myślę, że prawdy się nie oszuka. Kiedy widzi się, że wiara jest dla kogoś ważna, to nie ma podstaw, by to kwestionować.
 
Nie bałaś się zaszufladkowania? Że zostaniesz „panią od Kościoła”?
– Raczej nie, chociaż rzeczywiście, niektóre koleżanki mnie ostrzegały (śmiech). Dziś jest chyba większa moda na ateizm, niż na przyznawanie się do wiary. Poza tym, gdybym za każdym razem oglądała się na to, co ludzie powiedzą, pewnie w ogóle bałabym się wstać z łóżka. Od dawna robię swoje, często odważne tematy, pod prąd i mam nadzieję, że będę robiła to dalej.
 
Zajmujesz się jednak nie tylko religijnymi tematami. Także modą, urodą, sztuką, kulturą. Czasem spotykam się z oburzeniem – że jak to, katoliczka i interesują ją ciuchy i szminki? Przecież to nie wypada! Też się z tym spotykasz?
– Tak, ale nie przejmuję się tym. Kiedy pracuję, jestem elegancko ubrana, noszę szpilki. Kiedy spotykam się ze znajomymi, wskakuję w wygodne jeansy, zmywam make up i też czuję się świetnie. Usłyszałam kiedyś (à propos jednej z fotografii na moim blogu), że różaniec i czerwone paznokcie to nie wypada. Jeden z moich znajomych dominikanów mówi, że drogą do świętości jest spełnienie swojego powołania, bycie sobą. Chyba często zapominamy, że kochanie siebie samego jest przed miłowaniem bliźniego. Ten problem chyba szczególnie dotyczy kobiet, która zatracają się w dbaniu o innych, zapominając, by zatroszczyć się o siebie. Na każdym polu: zainteresowań, wolnego czasu, rozwoju, relacji. To, że o siebie dbam, to wyraz miłości, bo przecież jestem piękna i wyjątkowa. Przykro mi, jeśli jest tak, jak mówisz. To znaczyłoby, że katoliczki mają być cierpiętnicami?
 
Jak są matkami, to tym bardziej. Spotykam się czasem z takimi zarzutami, kiedy mówię, że mama ma prawo do zadbania o siebie, do rozwoju, a jedynym przedmiotem jej zainteresowań nie muszą być kaszki.
– Kościół dlatego jest tak piękny, bo jest w nim miejsce dla różnych osób. Jedna mama może nie mieć potrzeby szczególnego zadbania o siebie i to jest w porządku, jeśli czuje się z tym dobrze. Ja, jako kobieta, uwielbiam robić coś dla siebie. Oczywiście, dbać o siebie, to zadbać przede wszystkim o swoje serce.
 
Czasem patrzymy na kogoś i wydaje nam się, że ma piękne życie. Cudowna praca, mieszkanie, piękny wygląd. Ale kiedy pozna się go bliżej, okazuje się, że wcale nie jest szczęśliwy, marzy, by to wszystko zostawić, odpocząć. Gdzie jest prawdziwe piękno i szczęście?
– Nie znam niezawodnej odpowiedzi na to pytanie i chyba nie ma sprawdzonej recepty. W książce opisuję historie kobiet, które osiągnęły wielki sukces, są piękne i podziwiane, ale kiedy nie było Boga w ich życiu, nie czuły się w pełni szczęśliwe, spełnione. Myślę, że wynika to z faktu, że Bóg przynosi człowiekowi prawdę o nim. Dla mnie tą prawdą jest przypominanie, bym dbała o siebie, swoje serce. Trzeba stanąć w prawdzie o sobie, by zobaczyć, jakie się ma potrzeby. Kiedy myślę o współczesnej kobiecie, przypomina mi się przypowieść o Samarytance, która nie może znaleźć zaspokojenia. Nawet, kiedy wszystko mamy, może nam brakować pełni, pokoju i radości, którą daje Bóg.
 
Dlaczego to właśnie Bóg jest tą pełnią szczęścia, której nie miałaś wcześniej?
– Kiedyś w ogóle się nie modliłam. Od kiedy z Nim rozmawiam, czytam Pismo Święte, widzę zmianę w moim życiu. Nie umiem dokładnie powiedzieć, na czym ona polega, ale czuję jakby On obmywał mnie czystą wodą. Jestem radosna, spokojna. To oczywiście nie jest stan dany raz na zawsze, bo życie z Nim to nie pasmo słodyczy. Spróbowałam wielu rzeczy, zaznałam sukcesu, ale dopiero ta czysta woda, Jego miłość, zaspokoiła moje pragnienie. Kiedy trwam z Nim w bliskości, zmienia się moje patrzenie, więcej rozumiem, staram się być wyrozumiała dla innych i dobra dla siebie. To trochę jak na pokładzie samolotu – najpierw zakładasz maskę tlenową sobie, potem innym. Jeśli będziesz silna, piękna, będziesz też lepsza dla swojego otoczenia.
 
Jak zmieniło się Twoje życie, odkąd masz intensywną relację z Bogiem? Mówisz, że nie jest tylko różowo, bywają gorsze momenty. To znaczy, że życie z Bogiem jest trudniejsze?
– Jest takie samo. Z Bogiem czy bez Niego, nie jest idealne. Nie wierzę w to, że ktoś przed nawróceniem był zagubiony, a później wszystko mu się wyprostowało, przestał mieć wątpliwości. Po nawróceniu mam takie same problemy jak przed. Różnica polega na tym, że nie jestem z nimi sama i nie wszystko ode mnie zależy. To duża zmiana. Wcześniej byłam perfekcjonistką, pracoholiczką, polegałam głównie na sobie. Oczywiście, dziś też się staram, przygotowuję do wywiadów, ale oprócz tego oddaję Bogu moich rozmówców, pracę. On działa wtedy, gdy oddaje Mu się przestrzenie swego życia. Choć oczywiście dzieją się rzeczy zaskakujące.
 
Jak je sobie tłumaczysz?
– Trudno zrozumieć, dlaczego cierpimy. Krótko po założeniu bloga dowiedziałam się na przykład o chorobie mojej mamy. Byłam nieco zdziwiona. Jak to, dlaczego mnie to spotyka akurat teraz?! Dziś, dzięki ks. Kaczkowskiemu, rozumiem, że to przecież nie Bóg zsyła na nas choroby. To biologia. Tego Pan Bóg nie odbierze. Może jednak dać siłę, aby przetrwać trudności.
 
Może po prostu trzeba mieć w sobie zgodę na to, że nie wszystko zrozumiemy?
– Oczywiście, że tak. Uwierz mi, w moim życiu jest wiele sytuacji, których nie rozumiem, które w pierwszym odruchu wywołują sprzeciw. Ale zgoda na nie to także element wiary. Wiary, że Bóg jest wszechmogący, że jest ze mną.
 
Teraz, kiedy patrzysz na swoje życie z perspektywy nawrócenia, żałujesz pewnych decyzji, sytuacji? Gdybyś mogła cofnąć czas, wykreśliłabyś je czy jednak zostawiła, bo były to doświadczenia, które Cię ukształtowały?
– Wstydzę się za niektóre moje wybory. Wiele głupot pewnie jeszcze popełnię. Nauczyłam się jednak patrzeć na siebie z większą wyrozumiałością. Kiedyś Kościół wydawał mi się obcy, bo myślałam, że to miejsce dla idealnych ludzi. Dziś wiem, że to raczej szpital dla potrzebujących pomocy. Komunia to nie medal dla idealnych, tylko lekarstwo.
 
Katolicy bywają postrzegani jako smutni ludzie, którzy wciąż się umartwiają. Czy jednym z celów książki było pokazanie pięknej, uśmiechniętej twarzy Kościoła?
– Cieszę się, że o to pytasz, bo tak właśnie jest! Po pierwsze, książka miała być uwielbieniem Boga, dlatego jest taka piękna. Po drugie, była moim „dziękuję” dla Niego. Ale chciałam też pokazać piękną twarz Kościoła. Ostatnio pewien dziennikarz zapytał mnie, czy Kościół jest taki, jak okładka mojej książki. Dokładnie tak! Wiara jest piękna i radosna, jest nadzieją. Nie unikam oczywiście trudnych tematów. Rozmawiam o śmierci, samotności, chorobie. Ale przez to wszystko przebija radość, piękno i prawda, że Bóg jest Bogiem życia.
 
Książka jest spełnieniem Twoich marzeń?
– Tak! Kiedy jeszcze byłam małą dziewczynką, dziadkowie mówili, że napiszę książkę. Marzyłam o tym, ale nie bardzo wiedziałam, co miałabym napisać. Uważam, że muszę się jeszcze nauczyć życia. Kiedy spotykałam się z historiami opisanymi w książce, pomyślałam –  to jest to.
 
O czym jeszcze marzysz?
– O podróżach. O tym, żeby być dobrym i szczęśliwym człowiekiem. O rodzinie, byciu mamą. O tym, żeby żyć dobrze, pięknie, mądrze i zawsze z Bogiem.
 


Katarzyna Olubińska
Dziennikarka, pracowała m.in. dla TVP2, Telewizji Puls, Polsatu, TVN24, obecnie związana z TVN. Autorka cyklu „Kobieta w religiach świata”. Prowadzi blog „Bóg w wielkim mieście”, niedawno ukazała się jej książka pod tym samym tytułem
 
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki