Moja koleżanka dziennikarka, polska Ukrainka, wróciła w ostatnich dniach z Kijowa. Była poruszona nie tylko wydarzeniami na Majdanie, ale o dziwo, przede wszystkim swoim spotkaniem z patriarchą Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej Patriarchatu Kijowskiego – Filaretem. Maryjka jest grekokatoliczką i nigdy nie była specjalną wielbicielką tego hierarchy, który zresztą swoją karierę cerkiewną zaczynał jeszcze w ZSRS. Skąd więc ta zmiana w jego postrzeganiu?
Ukraińska Monachomachia
Do spotkania dziennikarzy z patriarchą Filaretem doszło po tym, jak Wszechukraińska Rada Kościołów i Organizacji Religijnych składająca się z przedstawicieli działających na Ukrainie konfesji, wezwała do modlitwy o jedność, porozumienie, pokój i godną przyszłość narodu Ukrainy. W ogłoszonym 22 stycznia oświadczeniu Rada wyraziła gotowość pośredniczenia w dialogu między władzą a przedstawicielami manifestantów. Jednogłośnie potępiono także działania siłowe prowadzące do eskalacji konfliktu. Teoretycznie nie ma w tym nic dziwnego. W praktyce trzeba jednak wiedzieć, że na Ukrainie istnieją trzy Cerkwie prawosławne, z których dwie, czyli Ukraińska Cerkiew Prawosławna Patriarchatu Kijowskiego i uzależniona od Rosji Ukraińska Cerkiew Prawosławna Patriarchatu Moskiewskiego, najdelikatniej mówiąc, nie darzą się sympatią (patriarchat ukraiński ma więcej wiernych, a moskiewski więcej budynków). Do tego dochodzą jeszcze grekokatolicy, czyli Kościół unicki, zwłaszcza przez patriarchat moskiewski traktowany jako zdrajca świętego prawosławia. Można powiedzieć – Monachomachia w ukraińskim wydaniu, bo jak wiadomo hierarchami w Cerkwi są najczęściej mnisi.
Duchowni częścią Majdanu
Pierwsze oznaki zmian pojawiły się we wrześniu 2013 r., gdy wszystkie ukraińskie Kościoły wspólnie opowiedziały się za proeuropejskim kursem Kijowa. Potem, w listopadzie, po wybuchu protestów duchowni stali się nieodłączną częścią Majdanu. Głównie przedstawiciele Cerkwi Patriarchatu Kijowskiego i grekokatolicy, ale nie tylko. Wszyscy, którzy na bieżąco śledzą ukraińskie protesty, pamiętają widok dwóch popów modlących się na pustym odcinku ul. Gruszewskiego pomiędzy barykadami demonstrantów a murem schowanych za tarczami żołnierzy jednostek specjalnych Berkut. 21 stycznia po trwających całą noc starciach dwaj duchowni Cerkwi Patriarchatu Moskiewskiego postanowili stanąć między walczącymi stronami, by nie dopuścić do dalszych walk. To była ich własna inicjatywa, ale oddzielających walczących przeciwników duchownych po pewnym czasie przyszli zmienić ich koledzy – księża prawosławni z Ławry Kijowsko-Peczorskiej – głównej siedziby Ukraińskiej Cerkwi Patriarchatu Moskiewskiego. Działo się to niedługo po tym, jak patriarcha Moskwy i Całej Rusi Cyryl stanowczo zakazał swoim podwładnym „stawać na barykadach”. „W 1991 r. naród ukraiński dostał wolność i niepodległość niejako na kredyt. Teraz Pan Bóg sprawdza, czy naprawdę na nie zasługujemy” – to właśnie te słowa metropolity Filareta tak bardzo poruszyły moją koleżankę. Podzielone ukraińskie Cerkwie zaczynają pokazywać, że na wolność zasługują. Chociaż na to, by sprawdziła się prognoza jednej z rosyjskich gazet dotycząca zjednoczenia ukraińskiego prawosławia i jego zupełnego uniezależnienia się od Moskwy, przyjdzie chyba jeszcze trochę jeszcze poczekać.
Władza grozi Cerkwi
Na razie pewne jest jedno: autorytet ukraińskich Kościołów podczas ostatnich wydarzeń wyraźnie się wzmocnił, na razie jednak tylko w opinii zwykłych mieszkańców. Na pewno nie w oczach władz. Rząd w Kijowie posunął się do rzeczy bezprecedensowej – zagroził delegalizacją Cerkwi greckokatolickiej za obecność jej duchownych na Majdanie. Wywołało to reakcję samego papieża Franciszka. Najwyraźniej Janukowycz nie wiedział, że Jorge Mario Bergoglio jest wychowankiem greckokatolickiego duchownego Stepana Czmila oraz że obecny papież i zwierzchnik ukraińskich grekokatolików dobrze się znają z czasów, kiedy bp Światosław Szewczuk przez dwa lata przebywał w Argentynie jako biskup. Kościoły więc zyskują, ale sytuacja dzięki temu, przynajmniej na razie, wcale się nie uspokaja. Propozycja cerkiewnych mediacji nie została przez władze przyjęta, zresztą opozycja też na jej prowadzenie nie nalegała. Ubiegły tydzień znowu obfitował w bezprecedensowe wydarzenia.
Represje i „nieznani sprawcy”
Najbardziej wstrząsające było odnalezienie jednego z liderów Auto-Majdanu Dmytro Bułatowa, o którym pisałam w poprzednim numerze „Przewodnika”. Przez tydzień bity i torturowany przez nieznanych mężczyzn, jak sam mówił, o czystym rosyjskim akcencie, został porzucony niedaleko jednej z podkijowskich wsi. Napastnicy starali się torturami wydobyć od niego informację, kto finansuje Auto-Majdan, tę specyficzną formę ukraińskiego protestu polegającą na blokowaniu ulic przylegających do Majdanu prywatnymi samochodami, żeby odciąć drogi samochodom policji. Pokrwawionego, z przebitymi dłońmi (rozpinano go jak na krzyżu), z wybitymi zębami, pociętą twarzą i odciętym kawałkiem ucha, zawiózł do szpitala gospodarz obejścia, do którego zdołał się dowlec. Widok był wstrząsający. Wywołał protesty czołowych światowych polityków i organizacji. Nie przeszkodziło to jednak ukraińskiemu ministrowi spraw zagranicznych Leonidowi Kożarze przekonywać dziennikarzy telewizji Al Jazzira, że Bułatow jest zdrowy i ma tylko podrapany policzek. Pat trwa. Co prawda w tym tygodniu ukraiński parlament cofnął antydemokratyczne ustawy z 16 stycznia, ale nie zgodził się na opozycyjny projekt ustawy o amnestii dla aresztowanych za udział w demonstracjach. Po całodziennej debacie i pod osobistym naciskiem Janukowycza, który buntującym się posłom swojej partii zagroził przyspieszonymi wyborami, uchwalono wersję rządową. Domaga się, by zanim amnestia zacznie działać, demonstranci wycofali się z wszystkich zajmowanych budynków w stolicy oraz na prowincji i odblokowali ulice. Problem w tym, że w ten sposób opozycja pozbawiłaby się narzędzia nacisku. Przy czym – bez żadnych gwarancji, że po ustąpieniu władze nie zaczną zamykać kolejnych przeciwników, Janukowycz jest przecież znany z łamania obietnic, za to z niemal pewną gwarancją buntu Majdanu, który raczej nie zaakceptowałby podobnego kompromisu. Ukraiński prezydent wyraźnie gra na zwłokę, a tymczasem atmosfera robi się coraz gęstsza. Z jednej strony Majdan powołał swoją gwardię narodową, paramilitarną formację obiecująca bronić demonstrantów, składającą się z najbardziej radykalnych sił, m.in. „prawego sektora” i kozaków. Z drugiej pojawił się apel, w którym wojskowi i pracownicy ukraińskiego Ministerstwa Obrony Narodowej apelują do prezydenta, by wreszcie zrobił w kraju porządek.
Co na to Unia Europejska?
W tle trwa chocholi taniec Europy. Oczekiwany niecierpliwie wtorkowy szczyt UE–Rosja, na którym Moskwa miała dostać solidną reprymendę za naciski na Ukrainę, zakończył się nieoczekiwaną obietnicą – Bruksela zgodziła się konsultować z rosyjskimi ekspertami kolejne umowy stowarzyszeniowe pomiędzy Unią a krajami partnerstwa wschodniego. Przedstawiciele Europy mętnie tłumaczyli, że to tylko taki gest, ale z gestów m.in. składa się polityka. W każdym razie w geście wdzięczności Moskwa wprowadziła faktyczne embargo na eksport mięsa wieprzowego z wszystkich państw wspólnoty. Pretekstem było znalezienie na Litwie dwóch dzików zarażonych afrykańskim pomorem świń. Przy czym Rosji jakoś nie przeszkadzało, gdy w czerwcu tego roku przypadki tej choroby wykryto na Białorusi. Po prostu po raz kolejny Moskwa pokazała Zjednoczonej Europie, co o niej myśli. Właściwie można to uznać nie tylko za arogancję, ale i przejaw cynicznego braku wdzięczności. Przecież gdyby nie Bruksela, legenda Putina jako niezwyciężonego, silnego gracza byłaby zagrożona. To, że Rosja nie jest potęgą, widać najlepiej w jej stosunkach z Chinami. W kontaktach z UE Moskwa jest silna słabością swego europejskiego partnera.
Zmobilizować nieruchawą Unię próbuje polski premier, od tygodnia przemierzający Europę. Był w Budapeszcie na szczycie czterech państw Grupy Wyszehradzkiej. Potem odwiedził Brukselę, spotkał się z prezydentem Francji, kanclerz Niemiec, premierem Wielkiej Brytanii, na przyszły tydzień zaplanowane są kraje bałtyckie i Szwecja. Wszystko to bardzo pięknie, tyle że czasu zostaje coraz mniej. Świadczą o tym nasilające się wezwania pod adresem prezydenta Janukowycza, by zaprowadził na Ukrainie porządek. To już nie tylko apele ze strony ukraińskich oficerów. W podobnym duchu wypowiedział się w piątek doradca prezydenta Putina Siergiej Głaziew, który jasno oświadczył, że jeżeli ukraiński prezydent nie poradzi sobie z „pełzającym buntem”, straci władzę. Zdaniem Andrieja Iłłarionowa, byłego doradcy Władimira Putina, dowodzi to, iż rosyjski prezydent z rozwiązaniem ukraińskiego kryzysu nie będzie jednak czekał do zakończenia olimpiady w Soczi. Oczywiście były doradca nie musi mieć racji, niemniej wydarzenia nabierają przyspieszenia.
Ten trzeci
Także dlatego, że do gry mocniej wszedł trzeci, tym razem silny gracz, czyli Stany Zjednoczone. Na amerykańskich politykach najwyraźniej duże wrażenie zrobiła pokiereszowana twarz i zbite do żywego mięsa ciało Bułatowa, chociaż to raczej wątek uboczny. W każdym razie na sobotniej międzynarodowej konferencji ds. bezpieczeństwa w Monachium sekretarz stanu John Kerry długo rozmawiał z przedstawicielami ukraińskiej opozycji. Popierający Majdan oligarcha Petro Poroszenko powiedział później, że na spotkaniu ustalono konkretny plan wyjścia z kryzysu i pomocy ekonomicznej, bardziej realnej niż dotychczasowe wyrazy solidarności. Z nieoficjalnych przecieków wiadomo, że wcześniej amerykański ambasador w Kijowie spotkał się z najbogatszym Ukraińcem Rinatem Achmetowem. Podobno mowa była o kontach w zachodnich bankach oraz prowadzonych w Unii Europejskiej interesach. Jeden liderów Majdanu, były minister spraw wewnętrznych Jurij Łucenko powiedział w niedzielę, że ukraińska ulica zrobiła już swoje i że teraz centrum wydarzeń musi przenieść się do parlamentu, który po pierwsze – powinien wrócić do poprzedniej konstytucji, po drugie – powołać nowy rząd zgody narodowej i po trzecie wyznaczyć datę wyborów prezydenckich. Według Łucenki w tej chwili w Radzie Najwyższej istnieje już większość zdolna to wszystko przegłosować. Tak się składa, że grupa posłów rządzącej Partii Regionów związana z wspomnianym wyżej Rinatem Achmetowem liczy 52 osoby i może zapewnić opozycji konieczną przewagę. To wariant optymistyczny, ale czy się sprawdzi, zależy nie tylko od samych Ukraińców, ale i od determinacji Zachodu. Przyszłość naszego wschodniego sąsiada nadal jest niejasna i niepewna, zapewne jeszcze przez najbliższe tygodnie będziemy więc z niepokojem słuchać informacji z Kijowa.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Zyskaj codzienny dostęp do wartościowych treści, które pomagają lepiej rozumieć świat, wiarę i współczesne wydarzenia — gdziekolwiek jesteś i kiedy tylko chcesz.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Wypróbuj bez ryzyka
Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu i sprawdź wszystkie możliwości serwisu.
Po okresie próbnym subskrypcja kosztuje tylko 19,90 zł miesięcznie.
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.
Subskrypcja roczna

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Najlepsza cena
Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.
- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.













