Historia lubi się powtarzać

Na ulicach Kijowa znowu tłumy, znowu brzmią słyszane przed laty hasła bandu het i peremożemo. Tylko zamiast pomarańczowych chorągiewek z napisem Juszczenko tak, mamy żółto-niebieskie flagi Ukrainy i błękitne ze złotymi gwiazdami sztandary Unii Europejskiej. O co toczy się spór na Ukrainie?
Czyta się kilka minut

Na ulicach Kijowa znowu tłumy, znowu brzmią słyszane przed laty hasła „bandu het” i „peremożemo”. Tylko zamiast pomarańczowych chorągiewek z napisem „Juszczenko tak”, mamy żółto-niebieskie flagi Ukrainy i błękitne ze złotymi gwiazdami sztandary Unii Europejskiej. O co toczy się spór na Ukrainie?

Gdy w 2004 roku tłumy żądające wolnych wyborów stały na Majdanie Niezałeżnosti, jeden z ukraińskich tygodników napisał o narodzinach narodu. O tym , że z sowietyzowanej magmy wyłonili się odpowiedzialni obywatele – gospodarze swego kraju. Obecne masowe demonstracje poparcia dla europejskiej integracji Ukrainy potwierdzają zasadność tych słów. I jeżeli do zbliżenia Ukrainy z Europą w końcu dojdzie, będzie to przede wszystkim zasługa zwykłych Ukraińców. Historia zatoczyła koło.

Przegrany szczyt

Jeszcze nie tak dawno większość zachodnich polityków była przekonana, że do podpisania umowy stowarzyszeniowej podczas wileńskiego szczytu dojdzie. Optymistami byli także komentatorzy, w tym niżej podpisana. Mimo powtarzających się nacisków ze strony Rosji, mimo wprowadzonej przez Moskwę w sierpniu tygodniowej blokady granicy, mimo embarga na niektóre towary spożywcze, prezydent Janukowycz twardo deklarował prozachodni kurs swego kraju. Wyglądało na to, że jedyną przeszkodą, ale taką do pokonania, jest sprawa uwięzionej byłej premier Julii Tymoszenko. I nagle jak grom z jasnego nieba spadła informacja o zerwaniu przez rząd w Kijowie już niemal zakończonych negocjacji stowarzyszeniowych. Nagle przypomniano sobie tajemniczą wizytę Janukowycza w Moskwie 9 listopada i rozmowę z Władimirem Putinem, z której do mediów nie przedostały się najmniejsze informacje. Co obiecał lub czym postraszył głowę ukraińskiego państwa rosyjski prezydent? Przeszłość Janukowycza, który w młodości był dwa razy skazany za pobicie i rozbój mogła, skrywać jakieś kompromitujące momenty. Poza tym Putin inaczej niż UE, był w stanie obiecać konkretne poparcie w najbliższych wyborach prezydenckich. Janukowycz jest zdeterminowany, by je wygrać. Przegrana może dla niego oznaczać nawet pójście w ślady uwięzionej Julii Tymoszenko. Wsadzając za kratki byłą premier, obecny ukraiński prezydent złamał bowiem niepisane wschodnioeuropejskie prawo, że poprzedników się do więzienia nie wsadza (dlatego do odpowiedzialności nigdy nie został pociągnięty prezydent Kuczma, chociaż ciążył na nim zarzut zlecenia zabójstwa niezależnego dziennikarza Georgija Gongadzego). Wreszcie mogło pójść o gospodarkę. Ukraina pogrąża się w recesji, tymczasem Międzynarodowy Fundusz Walutowy w zamian za kredyty żądał reform, w tym podniesienia cen na ropę i gaz na wewnętrznym rynku. Niewykluczone także, iż Janukowycz naprawdę postanowił odwlec podpisanie umowy tylko na kilka miesięcy, by więcej ugrać, szantażując Zachód Rosją, a Rosji pokazując, że Ukraina ma zachodnią alternatywę.

Pacyfikacja Majdanu

O ile zerwanie w ostatniej chwili negocjacji dotyczących podpisania umowy stowarzyszeniowej zaskoczyło wszystkich, o tyle brutalna pacyfikacja Majdanu, do której doszło w sobotę nad ranem, wprawiła Zachód w osłupienie. Na Majdanie stało kilkaset osób, ale w nastrojach, by raczej opuścić plac. Sytuację trochę uspokoiła zapowiedź podpisania dokumentu z Unią na marcowym szczycie Ukraina–UE oraz zapewnienia europejskich polityków, że drzwi trzymają otwarte. I nagle zupełnie bez sensu ponad tysiąc „specnazowców” wpada nad ranem na plac, brutalnie bijąc demonstrantów. Znowu przypomina się historia sprzed lat, kiedy to zwracającego się na Zachód prezydenta Kuczmę powstrzymał skandal związany z tajemniczą śmiercią niezależnego dziennikarza Georgija Gongadzego. Ujawnione wówczas przez byłego ochroniarza Kuczmy taśmy sugerowały, że śmierć nastąpiła na polecenie prezydenta. Kiedy te oskarżenia zaczęły cichnąć, doszło do następnej kompromitacji. Na forum międzynarodowym nagłośniono sprawę domniemanej sprzedaży przez Kijów do tzw. krajów bandyckich „kolczugi”, czyli broni przeciwrakietowej. Na Zachodzie z Kuczmą nikt już nie chciał rozmawiać, ukraińskiemu prezydentowi została tylko Rosja. Ostatecznie doszło do sfałszowania wyborów prezydenckich i „pomarańczowej rewolucji”. Muszę przyznać, że sobotnie spacyfikowanie Majdanu dziwnie przypomniało mi afery, które skompromitowały Kuczmę. Głosy o tym, iż mogła to być wymierzona w Janukowycza prowokacja, pojawiły się także w Kijowie. Na Ukrainie mówi się o części związanych z Rosją oligarchów, którzy na zbliżeniu Ukrainy do Unii mogli tylko stracić. Wymienia się w tym kontekście także byłego szefa administracji prezydenta Kuczmy Wiktora Medwedczuka, który 25 listopada spotkał się w Sankt Petersburgu z Władimirem Putinem (notabene ojcem chrzestnym córki Medwedczuka). Medwedczuk obiecywał wtedy głośno, że władze w Kijowie szybko rozprawią się z proeuropejską histerią ukraińskiej opozycji. Nie wiem, czy kiedyś poznamy prawdę, faktem jednak jest, że na brutalnym rozpędzeniu Majdanu Janukowycz nic nie zyskuje, a bardzo wiele traci. I że tak jak kiedyś Kuczma, zostaje sam na sam z rosyjskim sąsiadem.

 

Co dalej z Ukrainą?

Sytuacja jest niesłychanie dynamiczna. W niedzielnych proeuropejskich manifestacjach w Kijowie wzięło udział ok. 500 tys. osób. „Euromajdany” liczące po kilkadziesiąt tysięcy demonstrantów trwają w innych miastach. Opozycja żąda dymisji gabinetu Mykoły Azarowa i obiecuje protestować do skutku. Przewodniczący parlamentu Wołodymyr Rybak zapowiedział zorganizowanie „okrągłego stołu”, przy którym spotkaliby się wszyscy uczestnicy ostatnich wydarzeń. Do Kijowa tak jak w roku 2004 zaczynają przybywać polscy politycy i członkowie Parlamentu Europejskiego. Ale jednocześnie dochodzi do incydentów, których podczas pomarańczowej rewolucji nie było. W niedzielę po południu tłum zachęcany przez młodych ludzi o zasłoniętych twarzach zaczął szturmować administrację prezydenta. Znowu doszło do brutalnych walk z ochraniającym budynki „Berkutem”. Opozycja oskarżyła władze o prowokację. Natomiast rosyjska agencja ITAR-TASS napisała o możliwości wprowadzenia na Ukrainie stanu wyjątkowego, a czynnik rosyjski wydaje się w kontekście ostatnich wydarzeń niesłychanie istotny. W 2004 roku Rosja przegrała. Popierany przez prezydenta Putina Wiktor Janukowycz w wyniku „pomarańczowej rewolucji” poniósł sromotną porażkę. Moskwa jednak nie złożyła broni. Eksperci twierdzą, że część konfliktów, do których doszło wkrótce między dwojgiem głównych pomarańczowych bohaterów, Julią Tymoszenko i Wiktorem Juszczenko, było wynikiem kremlowskich działań. I teraz Kreml zrobi wszystko, by po raz drugi Ukrainy nie stracić. Wystarczy posłuchać relacji z ostatnich wydarzeń w rosyjskiej telewizji. Wiele mówi się tam o zachodnich (ściślej polskich) emisariuszach, amerykańskich i unijnych naciskach na władze w Kijowie, o ludziach szkolonych w zachodnich ambasadach specjalnie do przeprowadzania rewolucji. Sporo jest także o tym, że Ukraina Wschodnia nie chce do Unii Europejskiej, ale do Unii Celnej Rosji, Białorusi i Kazachstanu i że państwu ukraińskiemu grozi rozpad. Podobne głosy słychać było w 2004 roku.

Powód kremlowskich działań jest prosty. Po pierwsze, jak to już zauważono wielokrotnie, Rosja, która traci Ukrainę, przestaje być imperium. Ulubiona idea Putina, czyli Unia Euroazjatycka bez Kijowa, będzie tworem, którego punkt ciężkości znajdzie się raczej w Azji niż Moskwie. A po drugie, i być może ważniejsze, Ukraina stająca się demokratycznym państwem o przejrzystej ekonomice bez dziwnych biznesowo-politycznych powiązań jest śmiertelnym zagrożeniem dla obecnych rosyjskich władz. Demokratyczny sukces którejkolwiek z byłych republik sowieckich (kraje bałtyckie przyłączone po 1945 roku nigdy nie były tak naprawdę traktowane jak typowe Sowiety), skutecznie zwalczona korupcja i normalnie rozwijająca się gospodarka mogłyby pokazać Rosjanom, że coś takiego jest nie tylko możliwe, ale i opłacalne. A to dla Kremla wielkie niebezpieczeństwo. Problem polega na tym, że długoletnią, konsekwentną politykę jest w stanie prowadzić Rosja, a nie Unia Europejska. Czy może się to zmienić?

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.

Co otrzymujesz w subskrypcji?

- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów

- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym

- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej

- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online

- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży

- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF

Najlepsza cena

Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.

- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł

↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 49/2013