W obliczu agresywnej homopropagandy temat gejowskiej miłości jest niezwykle nośny. Związki homoseksualne cieszą się coraz większym wsparciem państwa w wielu krajach, zyskują też krok po kroku coraz większe przywileje. Dziś ten temat podejmuje też polska kinematografia.
Przyzwyczailiśmy się (pardon: oswojono nas) już do filmów, w których bohaterem jest gej: miły, przyjacielski, opiekuńczy, pomocny. Dobry sąsiad, kolega w pracy, kumpel... Taki obraz wyłania się z wielu amerykańskich filmów (Słodki listopad, Cztery wesela i pogrzeb) czy seriali (Dynastia, Seks w wielkim mieście) pokazywanych na dużym i małym ekranie. Generalnie chodzi o to, by pokazać geja jako osobę, która wiedzie normalne, niczym niewyróżniające się życie. Nasza rodzima kinematografia też sięgnęła po ten temat i to „z powodzeniem”, czyniąc z geja postać pierwszoplanową. Wystarczy wspomnieć pokazywane m.in. na festiwalu w Gdyni i obsypane nagrodami W imię... Małgośki Szumowskiej czy Płynące wieżowce Tomasza Wasilewskiego. Konkluzja jest jasna – „dobry” film to film pokazujący homoseksualną miłość.
Deszcz nagród
Oba obrazy stały się już naszym produktem promocyjnym i oba odniosły międzynarodowy „sukces” – pierwszy z nich otrzymał Teddy Awards – czyli nagrodę przyznawaną przez nieheteroseksualne jury dla filmów poruszających tematykę LGBT, czy nagrodę główną na Międzynarodowym Festiwalu Filmów Dortmund|Cologne 2013 (The International Feature Film Award), drugi – nagrodę East of the West na festiwalu w Karlowych Warach, pokazywany był również podczas Tribeca Film Festival w Nowym Jorku. Ponadto decyzją Europejskiej Akademii Filmowej obraz autorki kontrowersyjnego Sponsoringu znalazł się w elitarnym gronie 46 produkcji, które będą rywalizować o tegoroczne Europejskie Nagrody Filmowe. W tym kontekście nie powinien dziwić fakt, że oba obrazy otrzymały dofinansowanie z Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej (sic!), a dystrybucja W imię... obejmie aż 25 krajów świata, w tym USA. Cóż, promocja Polski pełną gębą.
W imię… czego?
Jednego Szumowskiej nie można odmówić: wszystko jest tutaj na siłę i wszystko się miesza, tworząc niestrawną papkę pseudofabularną, bo doprawdy trudno tutaj o jakąkolwiek fabułę. Trudno też doszukać się jakichś górnolotnych kwestii, ba, ze świecą szukać dłuższych niż dwu- trzyzdaniowe dialogi. (Może poza psuedospowiedzią ks. Adama, który przy użyciu Skype'a kontaktuje się ze swoją mieszkającą w Kanadzie siostrą). Ale może nie trzeba się dziwić, skoro tak nośny motyw, jakim jest gejowska miłość, w dodatku wymieszana z polskim katolicyzmem, ma ponieść ten obraz. Seksualne rozpasanie widoczne jest niemal w każdym kadrze tego filmu. Od pierwszych minut filmu widz jest karmiony obsesyjnymi wprost obrazami grupy kilkunastoletnich chłopców pastwiących się nad niedorozwiniętym umysłowo chłopakiem, przyodzianych jedynie w... białe majtki. Zresztą ta część bielizny pojawia się nader często: podczas zabawy chłopców polewających się wodą z ogrodowego węża, jako element suszącego się prania i jako „sztandarowy” strój głównego bohatera – ks. Adama, który przybył na prowincję, by poprowadzić ośrodek dla nieprzystosowanych społecznie chłopaków. Co do tego nie mamy żadnej wątpliwości, bo i zachowanie młodzieńców, i ich język pozostawia wiele do życzenia, mówiąc oględnie zbliżony jest do rynsztokowego. Zanim Szumowska odsłoni orientację seksualną swego głównego bohatera, pokaże, że nic z chrześcijaństwa nie rozumie, a tym bardziej nie ma pojęcia, jaką posługę pełni katolicki ksiądz. Bo Adam (Andrzej Chyra) – w ten sposób zwraca się do niego pomagający mu prowadzić placówkę Michał (Łukasz Simlat) i jego żona Ewa (Maja Ostaszewska) – nie zachowuje się w ogóle jak duchowny. W ornacie może jest ze trzy razy, rzadko zagląda do kościoła, za to chętnie gra z chłopcami w piłkę, podczas wiejskiej zabawy rusza w tany z Ewą, spowiada swoich podopiecznych, podpierając mury świątyni, nie ma też oporów, by od chłopców okupujących jedyny we wsi sklep pociągnąć łyk piwa z butelki, a na ich pytanie o swoją majętność, odpowiada, że „Jezusa to nie interesowało, bo był skupiony tylko na sobie”. Ks. Adam, notabene jezuita, reprezentuje sobą głęboką degrengoladę człowieka zwłaszcza wtedy, kiedy odurzony wódką siedzi w swoim mieszkaniu, oddając mocz, czy kiedy jest świadkiem homoseksualnego aktu i zamiast zareagować – wycofuje się w stronę ciemnego korytarza. Ks. Adam ciągle jest w biegu, bo też jogging jest jego drugą obsesją. „Bieganie jest formą modlitwy” – mówi na potwierdzenie własnych wysiłków. Znamienne, że w świecie księdza nie ma miejsca dla Boga czy na teologiczne rozterki. Kazania, które „głosi”, przeczą podstawowym prawdom Ewangelii i Kościoła. Jego niewinna relacja z niemową ze wsi, wrażliwym chłopakiem o ksywce Dynia (Mateusz Kościukiewicz), okazuje się pełnym namiętności gejowskim romansem. Ks. Adam ani razu nie mówi, że jest księdzem, za to zamroczony alkoholem, pełnym rozpaczy głosem skarży się we wspomnianej już rozmowie przez Skype’a siostrze: „jestem pedałem, nie pedofilem”. Ale to nie jest ostateczna konkluzja, która płynie z tej pseudoopowieści. Szumowska robi wszystko, by widz nabył przekonania, że wszyscy księża to homoseksualiści, którzy swoje miejsce odnajdują… w seminaryjnych murach. Film ocieka wprost wulgarnością obrazu i języka, odrażającymi aktami seksualnymi i prymitywizem. Dezorientacja moralna reżyserki poraża i przeraża. W imię... chciałoby się dopowiedzieć, w imię czego Małgośka Szumowska wyreżyserowała swój najnowszy film? Chyba tylko w imię politycznej poprawności.
Większy ciężar gatunkowy
Równie odważny i kontrowersyjny film zrobił Tomasz Wasilewski, znany m.in. z filmu W sypialni. W jego Płynących wieżowcach głównym bohaterem jest dobrze rokujący sportowiec – pływak – Kuba (Mateusz Banasiuk), który ma wkrótce ożenić się ze swoją dziewczyną Sylwią (Marta Nieradkiewicz). Jest jak najbardziej nowoczesny: mieszka razem z nią i ze swoją matką (Katarzyna Herman) w jednym z warszawskich blokowisk. Na osiedlu nie daje sobie w kaszę dmuchać i, kiedy trzeba, puszcza w ruch twarde pięści. Taki prawdziwy samiec alfa, z drugiej strony ma też inne oblicze – niepewność swojej tożsamości seksualnej. Okazuje się, że Kuba ulega zauroczeniu innym mężczyzną, poznanym na imprezie Michałem (Bartosz Gelner). Choć matka nie do końca akceptuje przyszłą synową, w ostateczności staje po jej stronie, by gejowska miłość syna nie wymknęła się spod jej kontroli. Sportowiec będzie się odtąd miotał między fascynacją wobec kobiety i wobec mężczyzny. „Po raz pierwszy odkrywa fascynację mężczyzną. Musi zmierzyć się z uczuciem i to go całkowicie przerasta” – powiedział reżyser jednemu z publicznych polskich mediów. Wasilewski ujawnił, że początkowo chciał zrobić film o dwóch dziewczynach. Jednak gdy po jakimś czasie wrócił do scenariusza, to stwierdził, że w polskim kontekście film o mężczyznach będzie miał większy ciężar gatunkowy. „Homoseksualizm to temat rzadko podejmowany w polskim kinie i to było dla mnie totalnym wyzwaniem” – przyznał w wywiadzie. W obliczu agresywnej homopropagandy temat gejowskiej miłości jest niezwykle nośny. Związki homoseksualne cieszą się coraz większym wsparciem państwa w wielu krajach, zyskują też krok po kroku coraz większe przywileje. To co kiedyś było tematem skrywanym, bo wstydliwym, dziś dumnie nazywa się coming outem celebrytów, dzieci celebrytów, gwiazd i gwiazdeczek. Dziś ten temat podejmuje też polska kinematografia. I tylko żal, że takie filmy powstają w naszym kraju, który mieni się katolickim.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!











