Czarne chmury nad Polską

Ekonomiści nie mają wątpliwości, że w 2013 roku polską gospodarkę czeka gwałtowna zapaść. Nie wydaje się jednak, żeby uderzenie kryzysu zmiotło rząd Tuska. Klincz polityczny, w którym tkwi od lat nasza scena polityczna będzie trwał nadal.
Czyta się kilka minut

Nadchodzą trudne czasy. Polska staje wobec bezprecedensowego kryzysu słaba i ogołocona. Czy to znaczy, że kryzys nas zmiażdży? Nie, pewnie kiedyś w końcu go pokonamy. Niepokojem napawa tylko rachunek za to zwycięstwo, który płacić będą już nasze dzieci

 
 Dane napływające w ostatnich miesiącach wskazują na wyraźne pogorszenie stanu gospodarki. W listopadzie sezonowo wyrównana produkcja przemysłowa spadła o 2 proc. w ujęciu rocznym, budownictwo kurczy się z dwucyfrową dynamiką. Szybciej rośnie bezrobocie, spadają też wyraźnie kredyty gospodarstw domowych. Rząd optymistycznie szacuje, że w 2013 r. bezrobocie uda się utrzymać na poziomie 13 proc., ale nie brakuje ekonomistów, którzy prognozują, że stopa bezrobocia będzie znacznie wyższa, między 15 a 18 proc. Zwalniać będą wszyscy: zarówno duże firmy krajowe , jak i zagraniczne, samorządy, handel i usługi. Wobec coraz trudniejszych warunków prowadzenia biznesu, w ostatnim czasie zwijają się coraz szybciej także firmy jednoosobowe. Wszystko to razem oznacza, że w 2013 r. bez pracy może być nawet 2,5 mln Polaków. Bardzo powiększy się też obszar biedy, który już dziś dotyczy co najmniej kilku milionów ludzi. Wobec dramatycznie wysokiego poziomu bezrobocia wśród młodzieży, sięgającego obecnie 30 proc., w przyszłym roku należy spodziewać się kolejnej, wielkiej fali emigracji zarobkowej. Ten ponury scenariusz jest bardzo realny. Rząd i niektórzy ekonomiści spodziewają się wprawdzie, że stan gospodarki powinien poprawić się w drugiej połowie przyszłego roku, ale przesłanki, które mają do tego prowadzić wydają się dość wątpliwe. Kryzys w Europie hula w najlepsze, a stabilność gospodarki niemieckiej, od koniunktury w której nasza gospodarka jest uzależniona w ogromnym stopniu, nie oznacza przecież, że uda się odpędzić znad Polski czarne chmury.
Koniec mitów Tuska
Spodziewane gwałtowne pogorszenie sytuacji w gospodarce, to brutalny koniec mitu o „zielonej wyspie szczęśliwości”. Raczej nie będziemy mieli już okazji oglądać tandemu Tusk–Rostowski na tle straszącej czerwienią mapy Europy, z jedną zieloną enklawą nad Wisłą. Trudno będzie wmawiać ludziom dalej, że nasza gospodarka jako jedyna jest impregnowana na kryzys. Wszystkie kłamstwa o Polsce silnej i prosperującej, definitywnie trzeba będzie wycofać z obiegu. Czy bankructwo tuskowych mitów oznacza upadek jego ekipy? Nie należy tego wykluczać w sytuacji szczególnie ostrego przebiegu kryzysu, ale paradoksalnie wcale nie jest to najbardziej prawdopodobny wariant. Tusk i jego ludzie, przy wsparciu frontu największych mediów wciąż panują nad sceną polityczną. To oni są rozgrywającymi w wojence z opozycją. Prof. Jadwiga Staniszkis od jakiegoś czasu stawia tezę, że możliwa jest „miękka” zmiana władzy , a zużytego genseka Tuska zastąpić ma jakoby triumwirat Sikorski–Gowin–Giertych? O realności takiego scenariusza świadczyć miałyby zarówno ostatnie samodzielne inicjatywy szefa MSZ w sprawie odzyskania od Rosji wraku Tu-154, jak i manewry na scenie politycznej związane z reaktywacją Romana Giertycha. W tych intrygach sporą rolę odgrywa prezydent Komorowski, który systematycznie umacnia swoją pozycję na szczytach władzy, choć wydawało się, że tak bezbarwna postać skazana jest tylko na „odkurzanie żyrandoli”.
Kłopot z opozycją
Nie wydaje się, że trwający już ponad 5 lat monopol PO na władzę, przełamało w końcu Prawo i Sprawiedliwość. Nie chodzi nawet o „czarną legendę” Jarosława Kaczyńskiego obsesyjnie utwierdzaną przez wszystkie tuzy dziennikarstwa III RP, ani o dalece niewystarczający potencjał polityczny PiS. Partia Kaczyńskiego wydaje się nie mieć większych szans w perspektywie najbliższych kilkunastu miesięcy na istotny przyrost kapitału społecznego, bez którego nie da się uchwycić władzy. Trudno uwierzyć, żeby takie posunięcia, jak wypromowanie „technicznego kandydata na premiera” prof. Piotra Glińskiego czy punktowanie nieudolności rządu Tuska na polu gospodarki wystarczyły do znaczącego powiększenia tego kapitału. W następstwie główna partia opozycyjna w 2013 r. prawdopodobnie nadal będzie zaklinczowana w niekończącym się zwarciu ze słabnącą Platformą. I wciąż nie będzie potrafiła znaleźć sposobu na zadanie PO rozstrzygającego ciosu. Czy ewentualny przełom w sprawie Smoleńska mógłby dramatycznie przewartościować scenę polityczną w Polsce? Zapewne tak. Ale jak tu oczekiwać przełomu po ostatnich niczym niekamuflowanych drwinach na temat polskich postulatów dotyczących śledztwa ze strony szefa MSZ Rosji Ławrowa czy wypowiedzi samego Putina, który stwierdził, że dochodzenie prowadzi niezależna prokuratura, a on nie ma na nie żadnego wpływu.
 
Aspiracje ekstremy
Zdominowanie sceny politycznej przez dwóch głównych graczy frustruje resztę sceny politycznej. Zgrana do cna, cyniczna lewica spod znaku Millera i postkomunistów drepce nerwowo, nie mogąc doczekać się choć namiastki władzy. Postkomuniści, chcąc utrzymać się w grze, flirtują z menażerią Palikota, snując mrzonki o zbudowaniu silnego obozu „nowoczesnej lewicy”, który mógłby być partnerem dla PO, zwłaszcza w kryzysowym scenariuszu, kiedy Platforma może potrzebować siły, która pomogłaby jej kanalizować społeczne wrzenie. Ale to tylko hipoteza, postkomuniści, nie mają już tak silnych wpływów przed laty. Dziś można się bez nich obyć. Także na prawej stronie sceny politycznej dużo działo się w ostatnich tygodniach. Od Marszu Niepodległości spekuluje się o powstaniu nowej partii endeckiej, która mogłaby być konkurencją dla PiS. Kolejne miesiące mogą przynieść ukonkretnienie się tej inicjatywy, porównywanej niekiedy do węgierskiego ruchu prawicowego Jobbik.
 
Arogancja władzy
„Władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy” – ten złowieszczy bon mot autorstwa peperowca Gomułki, sprzed 70 lat, jak ulał pasuje do strategii realizowanej przez obecnie rządzącą Polską ekipę. Prof. Staniszkis diagnozuje, że ta władza nie liczy się ze społeczeństwem, a stabilizacja w kryzysie polega na przerzuceniu kosztów na obywateli. Przede wszystkim przez obniżenie bardzo wielu standardów i pełzające podnoszenie kosztów życia, a po drugie przez rzucanie problemów na przyszłe pokolenia. Moim zdaniem, diagnoza Staniszkis trafia w sedno sprawy i w sposób wyczerpujący dopełnia charakterystyki „stylu rządzenia Tuska”. Dla tej ekipy nie istnieje kategoria społecznego czy narodowego interesu, istnieje tylko egoistyczny interes władzy, który determinuje wszelkie jej poczynania. Byłoby naiwnością sądzić, że spodziewana w przyszłym roku eksplozja kryzysu gospodarczego coś zmieni w tym smutnym obrazie. Nadchodzą trudne czasy. Polska staje wobec bezprecedensowego kryzysu słaba i ogołocona. „Nie ma pracy, bo nie ma majątku, nie ma własnych fabryk, banków, wielkich sieci handlowych, nie ma przyjaznego państwa” – wylicza Janusz Szewczak, główny ekonomista SKOK. Czy to znaczy, że kryzys nas zmiażdży? Pewnie nie,  w końcu kiedyś go pokonamy. Niepokojem napawa tylko rachunek za to zwycięstwo. Cena przetrwania może być ogromna nie tylko dla nas, ale i dla naszych dzieci.
 
 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.

Co otrzymujesz w subskrypcji?

- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów

- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym

- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej

- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online

- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży

- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF

Najlepsza cena

Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.

- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł

↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 1/2013