Namawianie do spowiedzi

Czy mam prawo zwrócić komuś uwagę, że powinien iść do spowiedzi? Wiem, że czasem tej drugiej osobie, by to pomogło. Nie chcę wnikać w jego sumienie, ale chcę pomóc. Czy wtedy nawracam innych czy też znajduję drzazgę w oku bliźniego?
Czyta się kilka minut

czy mam prawo zwrócić komuś uwagę, że powinien iść do spowiedzi? Wiem, że czasem tej drugiej osobie, by to pomogło. Nie chcę wnikać w jego sumienie, ale chcę pomóc. Czy wtedy „nawracam innych” czy też znajduję „drzazgę w oku bliźniego”?

Kamil

Odpowiedź na Twoje pytanie zacznę od przykładu z życia naszego rodaka – Józefa Kalinowskiego – który jest znany jako św. Rafał Kalinowski, karmelita bosy. To właśnie on miał w swoim młodzieńczym życiu taką sytuację, że przez długi czas nie przystępował do sakramentu pokuty. Rodzina, widząc, co się z nim dzieje, zachęcała go na różne sposoby. Nic nie pomagało. I dopiero Boży fortel, jaki zastosowało jego rodzeństwo, okazał się skuteczny. Józef chciał otrzymać dla swojego znajomego medalik, ale jego siostra postanowiła mu go dać, pod warunkiem że obieca spowiedź. Obiecał i… słowa dotrzymał. A kiedy się już pojednał z Bogiem, napisał w liście do swojego taty, że dopiero teraz jest najszczęśliwszym człowiekiem.

Moim zdaniem, trzeba dbać o stan duszy swoich bliskich. Jeśli na kimś nam zależy, chcemy jego dobra. I ostatecznie pragniemy, by ta osoba była zbawiona. Zanim jednak zwrócimy komuś uwagę, warto się w tej sprawie pomodlić. Duch Święty podpowie, jak i kiedy to uczynić. Ważny jest bowiem styl, w jakim do kogoś w tej delikatnej sprawie się zwracamy. Oczywiście nie ma tu mowy o żadnym wynoszeniu się ponad drugiego. Nasza troska nie wynika przecież z faktu, że jesteśmy lepsi, tylko z tego, że sami jako grzesznicy doświadczyliśmy Bożej miłości i chcemy, aby inni też ją przyjęli.

Obowiązek zwracania innym uwagi na życie w łasce Bożej należy do uczynków miłosierdzia wobec duszy. Może w pierwszej chwili ktoś się obruszy, ale potem, gdy zrozumie jak bardzo mu pomogliśmy, będzie nam wdzięczny za naszą odwagę i nieobojętność. Źle się bowiem dzieje, gdy niekiedy nawet w rodzinie sprawy duchowe uważane są za tzw. sprawy prywatne. Według mnie za tym określeniem kryje się po prostu zwyczajny egoizm.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 30/2012