Może by potępiali mamę. Czuję, że mój stosunek do niej też się zmienił. Czuję gniew, zawiedzenie, nie umiem się do tego przyzwyczaić i zaakceptować, bo wydaje mi się, że to nie jest taka moja prawdziwa siostra? Co robić? Czy komuś się zwierzyć? Czy to, co czuję do rodziców, jest grzechem? Jeśli tak, jak mam to wyznać księdzu?
Anna
Problem – tak szczerze przedstawiony – jest w moim odczuciu nade wszystko natury psychologicznej. My jednak popatrzmy na niego z perspektywy naszej wiary. Jesteśmy dziećmi jednego Boga Ojca, który powierzył rolę przekazywania życia ludziom wchodzącym w związki małżeńskie. On kocha każde powstające nowe życie. Kocha nawet wówczas, gdy to niczemu niewinne dziecko pocznie się dzięki osobom, które nie zawarły ślubu. Oni oczywiście nie powinni tak postępować, ale ważniejsze od ich grzechu jest to, czy to dziecko przyjmą, urodzą i obdarzą miłością. Z Pani wypowiedzi wynika jasno, że tak właśnie postąpili Pani rodzice. Mama urodziła, a tato pokochał zarówno ją, jak i jej potomstwo. Proszę ich już nie osądzać. Raczej dostrzec, że zachowali się najlepiej jak potrafili. Stanęli przed wielką próbą miłości i jej podołali. Pani też napisała piękne słowa: „Bardzo ja kocham”. To właśnie do tego trzeba się odwoływać. Miłość przykrywa wiele grzechów. Nie wprowadza zamętu. Nie szuka swego. Potrafi być dyskretna i zawsze szuka większego dobra. Owszem, ma Pani prawo rozmawiać ze spowiednikiem. Nie sądzę, aby uczucia, które się u Pani pojawiły, musiały być od razu grzechami. Można o nich oczywiście powiedzieć i posłuchać rady. Trzeba się modlić. Zapewniam, że ja też się już za Panią pomodliłem.
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.









