Winny – niewinny? Tytułowych Dwunastu gniewnych ludzi musi wydać jednomyślny wyrok. Ze sztuką Reginalda Rose’a zmierzyli się aktorzy poznańskiego Teatru Nowego.
Dwanaście mikrofonów jakby żywcem przeniesionych z lat 50. stojących na skraju sceny, imitującej sądowy parkiet, dwanaście krzeseł w równym rzędzie w jej głębi, a poza tym pusta przestrzeń, wcinająca się w kilka rzędów widowni. Nad ubranymi w czarne smokingi, białe koszule i białe skarpetki dwunastoma członkami rady przysięgłych wisi jeszcze olbrzymich rozmiarów model dobermana, z którego pyska cieknie woda. Scenografia (Anna Maria Kaczmarska) wręcz ascetyczna.
Akcja rozgrywa się w Ameryce. Tytułowi gniewni zebrali się po to, by wydać wyrok w sprawie o morderstwo. Wyrok jednak musi być jednomyślny. Podejrzany to nastolatek, półsierota, wychowywany w ubogiej dzielnicy. Zostaje oskarżony o zabójstwo ojca, który bił go i maltretował. Grozi mu za to kara śmierci. Sprawa wydaje się dziecinnie prosta. Jest motyw, świadkowie zdarzenia – sąsiadka z naprzeciwka, sąsiad z piętra wyżej, i jest dowód rzeczowy – nóż sprężynowy. Ona widziała sprawcę zbrodni, on słyszał awanturę, podczas której padły słowa: „zabiję cię”. Nie ma się nad czym rozwodzić, tym bardziej że kilku panów wydaje się być zupełnie niezainteresowanych całą sprawą: bo jest mecz, bo lepiej poczytać gazetę, zapalić cygaro, przemilczeć temat, nie wywołując niepotrzebnej dyskusji. Jednak jeden z przysięgłych (Mateusz Ławrynowicz) już w pierwszym głosowaniu mówi: „niewinny”...
Pełne teksty artykułów "Przewodnika Katolickiego" w Internecie ukazują się po 10 dniach od daty wydania drukiem.
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.









