Logo Przewdonik Katolicki

Firma "Dziesięć plus dwa"

Paweł Piwowarczyk
Fot.

Jak czuje się świeżo upieczony ojciec pierwszego swojego dziecka, gdy odwiedza rodzinę, która przyjęła na świat dziesięć razy więcej potomstwa? Odpowiedzi należy szukać w poniższym tekście.

 

Siedem synów, trzy córki w wieku od 2 do 25. Do tego szczęśliwa mama i tata. Dodajmy, że zarazem babcia i dziadek trzech wnuków. Ojej, jak dużo dzieci! Nie! Ojej, ale dużo miłości!

 

„Łebski facet”

– Kiedyś mieliśmy wrażenie, że jest nam bardzo ciężko. Tak było do narodzin Oli – mówi Andrzej. Wrażenie? – pytam głowę rodziny. – Dwoiłem się i troiłem, pracując bardzo dużo, ale finansowo było kiepsko. Pojechałem nawet na „saksy”, ale po trzymiesięcznej pracy wróciłem z niczym, bo uchodzący za katolika Austriak, u którego pracowałem, nie wypłacił pieniędzy i okradł mnie z rzeczy osobistych. Zabrał nawet Pismo Święte. Wróciłem bez grosza do kraju, do rodziny – tłumaczy Andrzej. To było 20 lat temu, gdy na świecie był już Marcel, Augustyn, Marcin i Monika. Dziś jest jeszcze, Ewelinka, Olusia, Piotr, Rafał, Jaś i Franciszek. Andrzej nigdy się nie załamał. Wierzył, że zawsze sobie poradzi, bo był i jest zaradnym, operatywnym człowiekiem. Jakby powiedziała żona – „łebskim facetem”.

 

Więcej = lepiej

Nigdy nie przejmowali się tym, jak postrzegali ich niektórzy. Oparcie znaleźli wśród najbliższej rodziny i przyjaciół, na których się nie zawiedli i na których zawsze mogą polegać! – Nie planowaliśmy takiej liczby dzieci, ale skoro Bóg pozwolił im przyjść na świat, to pozwoli je godnie wychować. Już na początku odrzuciliśmy myśl o jakiejkolwiek antykoncepcji. Skoro sobie nieźle radzimy, to ktoś zarzucając nam wielodzietność, po prostu nam zazdrości – mówi Halina, matka dziesięciorga dzieci. Im więcej dzieci, tym było im lepiej. Lepiej wiodło się finansowo, a nawet dzieci rzadziej chorowały.

 

10+2+3…

Ojciec rodziny ma głowę nie tylko do prowadzenia firmy związanej z usługami elektronicznymi i serwisem AGD. Oprócz  tego posiada (bardziej dla hobby) plantację malin i porzeczek. Ale priorytetem jest kierowanie najważniejszą „firmą”, czyli własną rodziną. Nazwijmy ją „dziesięć plus dwa”, a właściwie jeszcze „plus trzy”, bo przecież kilka dni temu wraz z małżonką przyjmował życzenia z okazji Dnia Babci i Dnia Dziadka.

 

Korporacja rodzinna

Podejście do życia małżonkowie mieli bardzo tradycyjne i wcale się tego nie wstydzą. – Mąż powiedział, że on zajmie się utrzymaniem domu, a ja zajmę się wychowaniem dzieci. Słowa w pełni dotrzymał, a ja jestem zadowolona, bo dzieci radzą sobie i mądrze planują swoje życie – mówi Halina. Duża w tym zasługa taty. Po nim przejęli takie cechy jak zaradność i odpowiedzialność. Pracowali u taty tak jak Marcel, który dziś posiada swoją firmę, a dodatkowo zatrudnia jednego z braci – Augustyna. U Marcela przez jakiś czas pracowała też Monika. Natomiast Marcin również pracował kiedyś u taty, ale zdecydował, że założy własny biznes.

 

W ślady taty

Ewelina studiuje wychowanie przedszkolne i wczesnoszkolne. Mając takie doświadczenie życia w rodzinie na pewno spełni swoje powołanie znakomicie. Ola uczęszcza do katolickiej szkoły w Piekarach. – Pilnie się uczy, bo to taki nasz domowy kujon – mówi tata. – Wybrała trudny profil biologiczny-chemiczny. Może będzie farmaceutką – dodaje mama. Za granicę nikomu się nie spieszy. Zniechęca nie tylko złe wspomnienie Andrzeja, ale może bardziej jego prośba: – Możecie jechać, ale tylko jako kawalerowie. Jak się chce mieć rodzinę to trzeba z nią być.

Piotr jest w pierwszej klasie gimnazjum, pasjonuje go informatyka. Bierze nawet udział w zajęciach dla uczniów gimnazjów uzdolnionych w tej dziedzinie. Rafał i Jaś są w podstawówce. A dwuletni Franciszek? Gdy rozmawiamy o jego starszym rodzeństwie bawi się elektronicznym samochodem, próbuje go rozbierać. Może, jak niektórzy bracia pójdzie w ślady taty?

 

A mama?

Sporo o tacie już wiemy. A mama? Mama dwa lata temu zdała maturę! To było jej małe pragnienie. Dwuletnia edukacja w szkole dla dorosłych pozwoliła jej oderwać się na chwilę od licznych domowych obowiązków. Jest spełnioną i szczęśliwą matką, ale głos jej drży, gdy zaczyna mówić o sytuacji sprzed trzech lat, gdy u jednej z córek podejrzewano ciężką chorobę. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło. Co najbardziej martwi matkę dziesięciorga dzieci? – Żeby, gdy pójdą swoją drogą nie obrali złych kierunków. Żeby potrafili wcielać w życie to, co przekazali im rodzice. Takie proste życzenie kochającej matki.

 

Aż do 60!

 „Firma” rodzinna ma swoje założenia, cele. Dzieci nie są dla rodziców. Rodzina przygotowuje ich tylko do życia w świecie. Jednak z tego „świata” dzieci państwa Wilkołek często wracają do rodzinnego domu. Niektóre jeszcze są pod opieką rodziców. Przez lata niewiele w domu się zmieniło. Są zasady, ale jest też poczucie humoru. – Jak przyjdzie tata i widzi, że dziecko nie ma pantofli na nogach to karą jest trzydzieści przysiadów, nie ma jednego – to piętnaście. W czasie rozmowy przekonałem się, że normalne jest, iż dzieci przychodząc do domu mówią „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”.

W święta Andrzej z Haliną rzadko planują jakieś odwiedziny, bo drzwi ich domu się nie zamykają. W uroczystości takie jak Komunie św. czy chrzty łączna liczba osób z najbliższej rodziny dochodzi do sześćdziesięciu. A imieniny, rocznice? – Wtedy przyjmuję rodzinę i znajomych na raty – przyznaje Andrzej.

 

Najmłodszy woła na modlitwę

Andrzej z Haliną systematycznie, tzn. codziennie, klękają do modlitwy. Gdy byli na spotkaniu kręgu Domowego Kościoła, do której to wspólnoty dołączyli dwa lata temu, najmłodszy syn położony spać przez siostrę, krzyczał „Amon, amon”. Po chwili rodzeństwo zrozumiało, że przecież nie było jeszcze wspólnej modlitwy. Pod nieobecność rodziców to on zwołał wszystkich na modlitwę. Andrzej cały czas przekonuje się do bycia we wspólnocie Domowego Kościoła. Na razie udało mu się wspólnie z małżonką podjąć i realizować postanowienie codziennej modlitwy i czytania Pisma Świętego oraz podejmowania raz w miesiącu dialogu małżeńskiego. Jako głowa rodziny jest wymagający wobec domowników, ale i siebie samego. Również w modlitwie.

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki